La Liga wraca na swoje standardowe, niekoniecznie najlepsze tory. Real po długiej przerwie zagrał tak, jak powinien i – podobnie jak Barcelona – dostarczył czterech reprezentantów do jedenastki kolejki.
Iker Casillas – Mostoles po raz nie wiadomo który może być dumne ze swojego najbardziej znanego syna. Anormalnie wybitna forma Casillasa utrzymuje się od mundialu, Hiszpan błędy popełnia raz na kilka miesięcy. Łapie piłki nie do złapania, odbija nie do odbicia. Efektownej i efektywnej gry w meczu z Sociedadem nie może przysłonić stracony gol – Casillas jest jedną z ostatnich osób, które można za niego winić.

Dani Alves – W arcytrudnym (czy mówienie, że jakiś mecz jest dla Barcelony trudny nie jest już objawem choroby psychicznej?) spotkaniu z „Los Colchoneros” miał ułatwione zadanie. Atletico wybiegło na murawę Camp Nou w dziwnym ustawieniu, które pozwoliło Brazylijczykowi hasać bardziej niż zwykle. Lewy defensor przyjezdnych, niemłody już Antonio Lopez, był po prostu bezradny.
Eric Abidal – Eksplozja formy Francuza zadziwia. Czarnoskóry obrońca strzelił kilka tygodni temu gola i od tamtego czasu gra na poziomie najlepszych defensorów świata. Zdaje się, że aktualnie jest lepszy nawet od Pique. Na jego korzyść przemawiają wszechstronność i wielkie doświadczenie. Elegancja, z jaką wyprowadzał i rozgrywał (!) piłkę, była wręcz szokująca – nie tego się spodziewaliśmy!
Marcelo Silva – Otworzył wynik spotkania z Espanyolem już w 5. minucie. Kolejne spędził jednak we własnym polu karnym, dzielnie i skutecznie powstrzymując ataki niezwykle groźnej barcelońskiej ekipy. Ogólnie, najlepszy mecz Urugwajczyka w sezonie i jeden z lepszych całej Almerii.
Marcelo – Wrócił. Po trzech meczach przerwy spowodowanej nagłym atakiem grypy, Brazylijczyk zagrał tak, jak zwykł grać. Ogromne zaangażowanie, ogromne umiejętności, ogromna odwaga… wszystko ogromne, no, może poza wzrostem. Zepchnął skrzydłowego Realu Sociedad, świetnego przecież Xabiego Prieto, do roli statysty. Niszczył każdy jego zapęd ofensywny – Bask pewnie do teraz kręci się skołowany po Bernabeu, szukając wyjścia.

Xavi Hernandez – Autentyczny dylemat: postawić na wielkiego Xaviego czy wielkiego Xabiego? Na korzyść zwycięzcy przemawia sposób, w jaki przysłonił słabą formę kolegów. Iniesta na Camp Nou wyszedł tylko ciałem, Xavi miał w sobie troszkę ducha, chociaż każdy kolejny mecz udowadnia smutną tezę, że Katalończyk się powoli kończy.











