Druga kolejka stała pod znakiem zawodników ofensywnych. Wybór napastników do zestawienia był tak trudny, jak trudne dla Realu Madryt jest ostatnio wygrywanie spotkań, ale jakoś daliśmy sobie radę. Jesteśmy lepsi niż „Los Blancos”, to już pewne.
Roberto Jimenez – nowy sezon, Saragossa pełna nowych zawodników, cele też nowe, a bohater ciągle ten sam. Czy ktoś pamięta, jak bardzo absurdalny wydawał się transfer Roberto jeszcze rok temu? To prawda, Hiszpan był absurdalnie drogi, ale miliony wydane na niego spłaciły się już po kilku miesiącach. W ostatniej kolejce Real Saragossa mierzył się na wyjeździe z Espanyolem, nikt nie spodziewał się wygranej gości, ale oni jakoś sobie poradzili. Wymęczyli 2:1 i do domów wrócili w znakomitych nastrojach. Jasne, te trzy punkty w znacznym stopniu sponsorowane są przez łut szczęścia, ale to nie zmienia ich wartości. Bohaterów w ekipie z La Romareda było kilku. My wyróżniamy Roberto, bo był jak skała.

Antonio Rukavina – Serb bardzo ładnie wpasował się w realia La Liga. Real Valladolid jest jedyną drużyną, która w dwóch pierwszych meczach sezonu 2012/2013 nie straciła bramki. Nie trzeba być geniuszem, aby odgadnąć, że obrona beniaminka Primera Division spisuje się nieźle. Prawa strona, którą w ryzach trzyma Rukavina, w pojedynku z Levante była nie do sforsowania dla Juanlu, Barkero i spółki. Zawodnicy z Walencji z czasem prawie całkowicie zrezygnowali ze szturmów tamtej strefy boiska. Serb do świetnej gry w obronie dołożył parę przyzwoitych rajdów ofensywnych. Kawał solidnego defensora z tego Antonia.
Jose Nunes – Portugalczyk z Mallorki jest chyba nieśmiertelny. 35 lat na karku, a werwa jak u nastolatka. Kapitan ekipy z Balearów mógłby zawodników od siebie znacznie bardziej utytułowanych uczyć ustawiania się, trzymania linii spalonego i reagowania na boiskowe wydarzenia. Wydawało się, że odejście Ivana Ramisa rozwali obronę ekipy „Jokina” Caparrosa. Nic z tych rzeczy, sam Nunes wystarczy, by układanka trzymała się kupy. Niedoświadczony Pedro Bigas, mając u boku swojego kapitana, nie wystraszył się Malagi. Mallorca wywiozła punkt ze stadionu uczestnika Ligi Mistrzów. Spora sprawa.
Alexis Ruano – pamiętacie może występy tego pana sprzed paru sezonów, jeszcze wtedy, gdy grał w Valencii? Jeśli nie pamiętacie, to przypominamy: był beznadziejny. Był tak beznadziejny, że trenował indywidualnie, żeby gwiazdorzy ekipy nie zanotowali spadku formy od samego patrzenia na jego popisy. Był tak słaby, że „Los Ches” grali lepiej w dziesiątkę niż z nim w składzie. No dobrze, troszkę przesadzamy. Fakty są takie, że Alexis był strasznie słabym piłkarzem. Ale już nim nie jest, w Getafe zbudował naprawdę solidną formę. Wystarczająco solidną, by strzelać gole, asystować i zatrzymywać atakujących Realu Madryt. Ciekawe, jak długo będzie trwała ta przedziwna anomalia. Znając Hiszpana, pewnie jeszcze góra kilka godzin.












