Po szaleństwach związanych z El Clasico wracamy do szarej codzienności i jedenastki pełnej graczy Realu i Barcelony. Bohaterami kolejki po raz nie wiadomo który zostali Messi i Ronaldo.
Jedenastkę ustawiliśmy w nieco eksperymentalnym układzie z trzema defensorami i parami pivotów, rozgrywających, skrzydłowych oraz wysuniętym napastnikiem.
Iker Casillas – „Święty” pokazał charakter. Po wpuszczeniu pięciu goli w Gran Derbi Hiszpan jak gdyby nic rozegrał wielkie zawody w meczu z Valencią. Świetnie bronił strzały z dystansu i zaliczył kilka pewnych interwencji poza polem karnym. Jego spokój promieniował na całą drużynę. Warta odnotowania jest również naprawdę dobra forma bramkarza Valencii, młodego Vicente Guaity, który, gdyby nie dwa wpuszczone gole i jedna niepewna interwencja, zostałby bramkarzem kolejki.

Carlos Martinez – Prawy obrońca Realu Sociedad, mimo początkowej niepewności, świetnie poradził sobie z lewym skrzydłem Athletiku. Aurtenetxe i Muniain nie byli w stanie przebić się stroną, której pilnował Carlos, więc cały ciężar rozgrywania akcji przenosili na barki Markela Susaety. W drugiej połowie Martinez miał więcej miejsca (Caparros zdjął lewego obrońcę i wstawił skrzydłowego), więc pokazał nam kilka ciekawych rajdów i całkiem dobrych centr.
Carles Puyol – „Tarzan” znalazł się w tym zestawieniu głównie dzięki doskonałej grze w pierwszych 20 minutach pojedynku z Osasuną. Gospodarze naciskali, Barcelona się gubiła, Valdesowi przypomniało się, że swego czasu potrafił rozgrywać tragiczne mecze i znów zaczął podawać piłkę do napastników, ale Carles był na posterunku, trzymając w żelaznym uścisku kolegów. Nie bawił się w wymyślne akcje – jeśli było trzeba, wybijał futbolówkę za linię boczną. Dobre zawody rozegrał również Pique, ale jego niepewność w kluczowych sytuacjach, pewnie spowodowana brakiem doświadczenia, rzucała się w oczy.
Marcelo – Gran Derbi pokazało, że Brazylijczyk nie jest gotowy na wielkie granie w meczach z najlepszymi graczami globu. W walce z Valencią udowodnił, że z mocnymi średniakami radzi sobie doskonale. W sobotę szalał na całej długości boiska, dryblował, odbierał, podawał. Wszystko pięknie. Jeszcze kilka takich spotkań, a kibice Realu zapomną o nieporadności z meczu z Barceloną.
Lass Diarra – Francuz niespodziewanie wskoczył do pierwszego składu i od razu pokazał, że na pewno nie jest gorszy od Khediry. Walczył jak nikt, szaleńczo rzucał się na piłkę, wyszarpując ją spod nóg zdezorientowanych graczy Valencii. Jego odbiór z ostatnich minut, zakończony golem Ronaldo, był niesamowity. Chyba każdy inny piłkarz przewróciłby się kilka razy, żądając faulu i kartki dla rywala. Lass twardo trzymał się na nogach.











