11. kolejka Ekstraklasy była szalenie emocjonująca. Tym razem wybór jedenastki był wyjątkowo trudny, ostatecznie jednak zdominowali ją piłkarze poznańskiego Lecha.
Szymon Gąsiński (Polonia Bytom): Liczne interwencje 27-letniego golkipera pozwoliły zachować bytomianom czyste konto i wzbogacić się o kolejne punkty. Warto podkreślić, że Gąsiński nie pierwszy raz trafia do jedenastki kolejki, a swoją wartość udowadnia od dłuższego czasu.

Marcin Kikut (Lech Poznań): Zaliczył asystę przy golu Kriwca, ale nie to zadecydowało o naszym wyborze. Prawy obrońca mistrzów Polski po raz kolejny pokazał to, co potrafi najlepiej. Harował na całej długości boiska, skutecznie interweniując w defensywie oraz włączając się do akcji ofensywnych. Od dłuższego czasu mocny punkt Lecha Poznań.
Manuel Arboleda (Lech Poznań): Silny jak tur Kolumbijczyk tylko raz nie zdołał zatrzymać napastników Wisły, ale przy golu Brożka zawiniła cała formacja defensywna. Poza tym bezbłędny, twardy i przydatny w akcjach ofensywnych. Były momenty, w których spokojem zarażał swoich kolegów, dzięki czemu Lech zdołał podnieść się z wyniku 0:1.
Marcin Drzymont (PGE GKS Bełchatów): Mocny punkt defensywy w meczu z Widzewem, jednak przede wszystkim strzelił zwycięską bramkę w doliczonym czasie gry, która pozwoliła bełchatowianom dopisać kolejne trzy punkty do swojego dorobku.
Tomasz Kiełbowicz (Legia Warszawa): Dwa stałe fragmenty gry wykonywane w końcówce przez legionistów przyniosły dwie bramki, a bohaterem był właśnie Kiełbowicz. Gdyby nie on, to podopieczni Macieja Skorży byliby w znacznie gorszych nastrojach po meczu z Górnikiem Zabrze.
Sławomir Peszko (Lech Poznań): Jak zwykle pracowity, waleczny i agresywny. Motor napędowy wielu akcji Lecha. Miał duży wpływ na zdemontowanie defensywy Wisły, choć sam nie wpisał się na listę strzelców.

Dimitrije Injać (Lech Poznań): Dał sygnał do ataku znakomitym strzałem z dystansu, który był niemal nie do obrony. Jego bramka z całą pewnością będzie kandydowała do miana gola sezonu. Poza tym solidny występ w środku pomocy lechitów.
Przemysław Kaźmierczak (Śląsk Wrocław): W Śląsku do tej pory był trochę w cieniu Sebastiana Mili i Waldemara Soboty, ale możliwe, że jeszcze bardziej przydatny od wymienionej dwójki. Tym razem dobra postawa zarówno w defensywie, jak i ofensywie została uwieńczona bramką i asystą.
Sebastian Mila (Śląsk Wrocław): Najbardziej pechowy piłkarz 11. kolejki. Po jednym z jego strzałów piłka odbiła się od dwóch słupków i na szczęście dla wrocławian dobił ją Sotirović. Zaliczył również asystę przy golu Kaźmierczaka i ambitnie walczył przez całe spotkanie. Czyżby wracał do reprezentacyjnej formy?
Maciej Korzym (Korona Kielce): Pod nieobecność Andrzeja Niedzielana ktoś musiał wziąć na siebie ciężar zdobywania ważnych bramek dla Korony. Korzym spisał się w tej roli, znakomicie strzelając ładnego gola w arcyważnym pojedynku z Lechią Gdańsk.
Tomasz Frankowski (Jagiellonia Białystok): Po co najlepszym klubom liczne transfery drogich napastników. Wystarczy jeden, który wie, jak się ustawić i potrafi w ekwilibrystyczny sposób wepchnąć piłkę do bramki. W tej roli nieoceniony jest Frankowski, który został niekwestionowanym bohaterem meczu z Polonią Warszawa. Jeszcze kilka takich goli i zasłuży w Białymstoku na pomnik.
A gdzie Radović?