Czechy 3:1 Polska… Takim wynikiem zakończył się debiut Fernando Santosa, a także pierwsze spotkanie naszej narodowej drużyny po długim czasie nieaktywności. Wynik fatalny, a gra w sumie jeszcze gorsza. Zarówno w ofensywie, jak i w obronie, na której dziś się skupimy. Konkretniej na dwóch postaciach z tego bloku – Janie Bednarku i Jakubie Kiwiorze.
Bramka? Wojciech Szczęsny. Prawa obrona? Matty Cash. Lewa obrona? Michał Karbownik/Bartosz Bereszyński. W pomocy raczej docelowo kierujemy się ku Sebastianowi Szymańskiemu i Piotrowi Zielińskiemu. Skrzydła też są w miarę obsadzone, a atak złożony z Roberta Lewandowskiego i drugiego napastnika w postaci Piątka, Świderskiego czy przyszłościowo patrząc Kownackiego. Tu raczej większość kibiców w Polsce jest zgodna. Nie ze wszystkimi pozycjami jednak tak jest. Wydaje się, że na dzień dzisiejszy największą polaryzację wzbudza pozycja środkowego obrońcy.
Wczorajszy mecz z Czechami tylko potwierdził te obawy. Jak zwykle słaby Jan Bednarek i wcale nielepszy, grający już kolejne przeciętne spotkanie w kadrze Jakub Kiwior. W dużej mierze za sprawą tej dwójki straciliśmy aż trzy gole w tym meczu.
Jan Bednarek i Jakub Kiwior – główni winowajcy porażki
Aby wskazać winowajców porażki z reprezentacją Czech, należy wymienić dużą liczbę nazwisk. To dlatego, że ogólnie zespół wyszedł ciałem na boisko, ale już duchem jakby nie. Kogo możemy pod kątem tego marazmu i bezradności „wyróżnić”? Na pewno Roberta Gumnego, ale do tego Michała Karbownika, Krystiana Bielika, Karola Linettego czy Roberta Lewandowskiego. Ci zawodnicy zagrali szczególnie słabo. Są jednak dwie postacie, które w jeszcze większym stopniu przyczyniły się do blamażu „Biało-Czerwonych”. Byli to, jak można się domyślić po tytule i wstępie artykułu Jan Bednarek i Jakub Kiwior…
Reprezentacja Polski za Czesława Michniewicza może nie zachwycała swoją grą, natomiast też można było z jej podstawy wyciągnąć dużo plusów. Tym głównym była właśnie prezentacja obrony. Może zdarzyły się anomalie typu 6:1 z Belgią i można było marudzić na styl „Orłów” we właściwie większości spotkań. To, czego jednak odebrać Michniewiczowi nie można, to fakt, że rzeczywiście tę obronę wzmocnił. Z Czechami nie dość, że etyka gry pozostała niezmienna, jeszcze zatracony został ten najważniejszy dotąd atut.











