Wielka niespodzianka stała się faktem. James Rodriguez został wczoraj oficjalnie ogłoszony nowym piłkarzem Evertonu. Zadanie nie jest łatwe, piłkarz chce odbudować swoją formę i stać się ponownie wielkim zawodnikiem. W tym pomóc mu może Carlo Ancelotti, czyli jego były trener za czasów Bayernu Monachium i Realu Madryt. 29-latek zamienił Estadio Santiago Bernabéu na Goodison Park za kwotę około 25 milionów euro.
Ostatni sezon Jamesa w barwach Realu Madryt nie był udany. Zinédine Zidane nie uwzględniał piłkarza w swoich planach. Kolumbijczyk zagrał jedynie 14 razy, strzelając jednego gola i notując dwie asysty. 29-latek dalej ma w sobie duże pokłady ambicji i chce udowodnić, że nie zapomniał jak się gra w piłkę. Zainteresowanie zawodnikiem było niemałe, jednak ostatecznie to Everton wygrał walkę o piłkarza z m.in. Lazio.
Słaby sezon, ale James to dalej dobry piłkarz
Jeśli w podstawowym składzie na mecz ligowy wychodzisz tylko pięć razy, to musi zapalić się lampka, że coś jest nie tak. Zdobycie mistrzostwa Hiszpanii i superpucharu nie zadowoli piłkarza takiego jak James Rodriguez, jeśli nie miał on wpływu na mecze i końcowy sukces klubu. Frustracja była tak wielka, że w lipcu Kolumbijczyk poprosił nawet Zinédine Zidane’a, aby ten nie uwzględniał go w kadrze meczowej na najbliższe spotkanie.
Wtedy jasnym było, że 29-latek na Estadio Santiago Bernabéu już długo nie pogra. Kontrakt pomiędzy klubem a piłkarzem trwał jeszcze rok. James na dobrą sprawę mógł zaryzykować i spróbować swoich sił w Madrycie ostatni raz. Ryzyko te jednak było zbyt wielkie, ponieważ gwarancji gry Kolumbijczyk dostać nie mógł, a w jego wieku na kolejny sezon siedzenia na trybunach pozwolić sobie nie można.
I choć niektórym takie siedzenie na trybunach i inkasowanie niemałej tygodniówki odpowiadałoby, to na szczęście nie każdy jest Garethem Balem. James chce po prostu grać w piłkę. Jak sam piłkarz wspominał, nigdy nie grał w Serie A i Premier League. I choć oferty napływały z obu krajów, 29-latek wybrał Anglię. Everton nie jest z pewnością klubem marzeń, ale w „The Toffees” Kolumbijczyk może liczyć na regularną grę, a to najważniejsze.
Tylko trzech pomocników, licząc od sezonu 2013/2014 zanotowało ponad 50 goli i 50 ostatnich podań w pięciu najlepszych ligach w Europie. Kto to taki? To nie Kevin de Bruyne czy Paul Pogba. W gronie tych trzech zawodników znaleźli się Angel Di Maria, Christian Eriksen i właśnie James Rodriguez. Kolumbijczyk od tego czasu zdobył 54 bramki i zanotował aż 52 asysty. Biorąc pod uwagę fakt, że zawodnik sporo nie grał, jest to wynik naprawdę imponujący.












