Dla obu ekip ten mecz był bardzo ważny w kontekście walki o utrzymanie. W lepszej sytuacji była Wisła Płock, która zajmowała 9. miejsce w tabeli i miała trzy punkty więcej niż zajmująca 13 lokatę Jagiellonia Białystok. Zespół Adriana Siemieńca po porażce z Koroną Kielce potrzebował punktów jak tlenu, aby na ostatniej prostej sezonu PKO Ekstraklasy nie stać się jednym z głównych kandydatów do spadku. Drużyna z województwa podlaskiego przed tym spotkaniem nie wygrała żadnego wyjazdowego starcia, choć patrząc po poprzednim meczu Wisły Płock, można było mieć nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
Jedna, jak i druga drużyna pragnęła wygrać ten mecz, aby osiągnąć swój cel. Jagiellonia chciała odskoczyć od strefy spadkowej, a Wisła Płock być coraz pewniejsza gry w przyszłym sezonie w polskiej elicie. Z początku wydawało się, że to gospodarze wyjdą z tego starcia zwycięsko, lecz po raz drugi na przestrzeni pięciu spotkań stracili dwubramkowe prowadzenie.
Dwa szybkie ciosy
Na bramki w tym starciu nie trzeba było długo czekać. Agresywniej mecz zaczęła Jagiellonia, lecz już w 2. minucie to gospodarze wyszli na prowadzenie. Rafał Wolski otrzymał piłkę, z którą przebiegł pół boiska i podał do niekrytego Bartosza Śpiączki. Napastnik lekkim strzałem wyprowadził „Nafciarzy” na prowadzenie. Wisła nie odpuszczała i parę minut później oddała kolejne dwa celne uderzenia, ale dwukrotnie dobrze interweniował Zlatan Alomerović. Nie trzeba jednak było długo czekać na kolejne trafienie w tym spotkaniu. W 10. minucie piłkę dostał Mateusz Szwoch i popędził z nią środkiem boiska. Podał do ustawionego po prawej stronie Rafała Wolskiego, który odegrał ją w pole karne. Po zamieszaniu w szesnastce „Jagi” piłka trafiła pod nogi Łukasza Sekulskiego. Ten uderzeniem z paru metrów podwyższył wynik na 2:0.
Pierwszą sytuację „Duma Podlasia” miała po niespełna kwadransie, lecz Camilo Mena posłał piłkę nad poprzeczką. Przez pierwsze pół godziny gospodarze znacznie przeważali w meczu, nie dając zbyt dużego pola do popisu piłkarzom Adriana Siemieńca. Jednak w końcu coś ruszyło w szeregach „Żółto-Czerwonych”. Znajdujący się w polu karnym Tomas Prikryl podał piłkę do Marca Guala, który mógł zdobyć bramkę kontaktową. Na nieszczęście dla napastnika świetną obroną popisał się Gradecki. Jagiellonia zaczęła napierać na rywala i została za to nagrodzona. W 35. minucie Gual otrzymał piłkę w polu karnym, z którą szybko się odwrócił i silnym strzałem przy słupku zdobył gola, przywracając ekipie z Białegostoku nadzieję na pozytywny rezultat tego meczu.










