Już w czwartek rozpocznie się 18. kolejka obecnego sezonu T-Mobile Ekstraklasy. Daniem zaserwowanym na początek będzie starcie Jagielloni Białystok z Lechią Gdańsk.
Przewidywanie wyników meczu Jagielloni w obecnym sezonie to totalne wróżenie z fusów. „Jaga” potrafi w przeciągu kilku dni ograć Śląska Wrocław i Lecha Poznań, by po chwili przegrać z Piastem Gliwice i zremisować u siebie z Zawiszą Bydgoszcz. Dyspozycja dnia podopiecznych Piotra Stokowca jest zupełnie nieprzewidywalna, jednak w spotkaniu z Lechią Gdańsk to piłkarze z Białegostoku będą faworytami.

Stanie się tak, bowiem od kilku miesięcy kibice Lechii Gdańsk przeżywają w związku ze swoimi ulubieńcami głównie ciężkie rozczarowania. Gdy udało się pokonać Wisłę w Pucharze Polski, a potem w lidze wywieźć trzy punkty z Lubina, wydawało się, że można mówić o końcu trwającego od końcówki sierpnia kryzysu. Weryfikacja przyszła bardzo szybko. O ile porażka ze Śląskiem była wkalkulowana, o tyle wynik 3:1 z ostatnim w tabeli Podbeskidziem chwały nie przynosi nikomu. Ostatni bezbramkowy remis z Ruchem Chorzów nie poprawia obecnego stanu rzeczy. Podopieczni Michała Probierza od kilku miesięcy nie grają w piłkę, oglądanie ich popisów to naprawdę trudne zadanie.
Pewny swego jest Piotr Stokowiec, który po zwycięstwie nad Śląskiem nie mógł się nachwalić swojego zespołu – Żeby zobaczyć Ligę Mistrzów, nie trzeba jechać do Madrytu czy w inne miejsca, a wystarczy przyjść na stadion w Białymstoku. Warto było przyjść i zobaczyć to, co zrobił dziś Dani Quintana. Reszta zawodników dołożyła determinację i wolę walki. Potwierdziliśmy kierunek, który obraliśmy. W Białymstoku dotychczas nie było słabego meczu, czasami doskwierały nam problemy kadrowe i dalej doskwierają, ale drużyna dobrze reaguje.

Optymistą jeśli chodzi o formę Lechii jest Paweł Dawidowicz, pomocnik „Biało-zielonych” – Wierzę, że będzie dobrze. Wreszcie nie straciliśmy gola. W następnym możemy coś strzelić i sięgnąć po trzy punkty – przepis na poprawę wyników podał trener gdańszczan, Michał Probierz – Takie sytuacje, jaką miał Piotrek, musimy wykorzystywać – powiedział, odnosząc się do sytuacji z meczu z Ruchem, gdy Piotr Grzelczak minął bramkarza gości, jednak z ostrego kąta nie trafił w światło bramki rywali.












