Jacek Zieliński przyszedł do Korony Kielce, by uratować klub od spadku, a następnie powalczyć o coś więcej. Pierwszy z celów jak najbardziej wypełnił. Na początku tego sezonu wydawało się, że jest na najlepszej drodze, aby sprostać również drugiemu zadaniu. Tymczasem doświadczony szkoleniowiec żegna się z kieleckim klubem w najgorszy możliwy sposób. Czarę goryczy przelał niedzielny blamaż z Lechem Poznań przy Bułgarskiej – Korona uległa „Kolejorzowi” aż 6:1. To ostatecznie zmusiło działaczy klubu do podjęcia najsurowszych środków, choć fanatycy „Scyzorów” wyrażali chęć odsunięcia Jacka Zielińskiego od posady trenera na długo przed ostatnią kompromitacją.
Koniec taryfy ulgowej
Fatalny występ przy Bułgarskiej okazał się gwoździem do trenerskiej trumny Jacka Zielińskiego, który oficjalnie pożegnał się ze stanowiskiem szkoleniowca. Władze klubu czekały na poprawę sytuacji. Jednak po końcowym gwizdku przy Bułgarskiej definitywnie podjęły decyzję o zakończeniu współpracy z doświadczonym trenerem. Jedna wygrana w czterech ostatnich meczach przy tak obfitym okienku transferowym, w dodatku z ostatnim miejscem w tabeli. Katastrofalny styl gry, brak zrozumienia wśród zawodników i nijakość na twarzy trenera Korony mogła zakończyć się w jeden sposób. Tym samym misja ratunkowa Jacka Zielińskiego w Kielcach dobiegła końca. Niedzielny blamaż zapisał się jako ostatni, niezwykle gorzki akt jego kadencji w Kielcach na ławce trenerskiej.
Kompromitacja w Poznaniu
O zwolnieniu Jacka Zielińskiego w kuluarach mówiło się od dawna. Nikt jednak zbytnio nie zakładał, że niedzielny mecz z Lechem Poznań może przechylić tę szalę na dobre. Po pierwszych sześciu minutach spotkania na tablicy wyników widniało 2:0 na korzyść gospodarzy za sprawą Patrika Walemarka i Pablo Rodrigueza. Na tym jednak Poznaniacy nie poprzestali. Rodriguez jeszcze przed przerwą trafił do siatki po raz drugi, a czwartego gola dla Lecha zdobył Mikael Ishak. Pierwsza połowa zakończyła się więc miażdżącym wynikiem 4:0. Z takim wynikiem jeszcze przed przerwą pojawiały się głosy o tym, że jest to ostatni raz, gdy ujrzymy Zielińskiego przy linii bocznej z herbem Korony.
Po przerwie gra przyjezdnych się poprawiła. Złocisto-Krwiści stracili jednak gola na 5:0 autorstwa Mikaela Ishaka. Zdołali też zdobyć honorowe trafienie do siatki. Przybyły niedawno z Lechii Gdańsk Camilo Mena popisał się genialnym trafieniem i dał choć delikatną osłodę tego żenującego dla Kielczan wieczoru. Ostatecznym ciosem w szczękę Korony Kielce, a przede wszystkim Jacka Zielińskiego był gol w doliczonym czasie gry na 6:1. Do siatki trafił Yannick Agnero.
Jak spisał się Jacek Zieliński w Koronie?
Kadencja Jacka Zielińskiego w Koronie Kielce to klasyczny przykład z serii „słodko-gorzki”. Głównym celem doświadczonego trenera w sezonie, w którym przychodził, było utrzymanie Korony Kielce w Ekstraklasie. To się udało z nadwyżką, gdyż Kielczanie zajęli wtedy 11. lokatę na koniec sezonu. Wtedy to hucznie ogłaszano, że Jacek Zieliński może poprowadzić „Scyzorów” na lokaty wyższe niż 15-10. Idealna okazja nadeszła w tym roku – genialne transfery w stolicy województwa świętokrzyskiego pozwalały na marzenia, które wcale nie musiały być wyssane z palca.
Po pierwszych ośmiu spotkaniach te marzenia urosły jeszcze bardziej w skali „prawdopodobne”. Bowiem Korona uległa zaledwie raz i to z pucharowiczem – Jagiellonią. Po ośmiu starciach czar jednak prysł. Cztery ligowe mecze przyniosły aż trzy porażki – każda w bardzo przeciętnym stylu. Przykładowo – w domowym meczu przeciwko Górnikowi Zabrze Złocisto-Krwiści zaledwie dwa razy oddali strzał, ani razu celnego, wykręcając tym samym żałosny wynik 0,09 xG.
Podsumowując, okres Jacka Zielińskiego możemy zaliczyć do bardzo burzliwych – o zwolnieniu trenera kibice klubu z Kielc trąbili od ponad roku. Mecz z Lechem to jednak zupełna katastrofa i trudno było o inny werdykt działaczy klubu niż zwolnienie szkoleniowca.











