Jednym z najważniejszych pytań, jakie stawiano przed wznowieniem jakichkolwiek rozgrywek, było to dotyczące urazów piłkarzy. Eksperci drżeli na myśl, że po dwumiesięcznej przerwie bez treningów z prawdziwego zdarzenia zawodnicy staną przed wielkim wyzwaniem, jakim jest uniknięcie masowych kontuzji przy bardziej niż zwykle wzmożonej intensywności. Ba, przecież nie tylko oni mieli twardy orzech do zgryzienia, bo w dużej mierze odpowiedzialność za piłkarzy biorą ich trenerzy. I właśnie z jednym z nich porozmawialiśmy, aby poznać fachową opinię na temat wystepowania urazów po (innym niż wszystkie dotąd) powrocie na murawę i – co jawi się jako coś jeszcze bardziej istotnego – okresu przygotowawczego na sezon 2020/2021. Przed Państwem Jacek Rokosa, czyli trener od przygotowania motorycznego II-ligowej Skry Częstochowa.
Mały w cieniu dużego, czyli Skra Częstochowa. Klub będący ofiarą absurdów w skali światowej
Po pierwsze proszę powiedzieć, jakie są Pana ogólne spostrzeżenia, jeśli chodzi o urazy piłkarzy po wznowieniu ligi i powrotu do normalnych treningów na murawie. Wielu badaczy przepowiadało, że kontuzji z powodu tak długiej przerwy będzie więcej.
Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że rzuca się w oczy jedna rzecz. Otóż wydaje się, że niektóre drużyny przepracowały okres pandemii zdecydowanie lepiej od innych, natomiast jakaś część za szybko uwierzyła, że liga już nie wróci. Widać, kto rzetelnie pracował pod kątem siłowym czy motorycznym, a kto nie. Następną rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, jest natłok meczów, a co za tym idzie – aspekt regeneracji. To w ogromnej mierze zależy od świadomości piłkarza. Czy dba on o podstawowe rzeczy takie, jak: nawodnienie, sen czy bilans kaloryczny. Zgodzę się, że aktualny okres to dla wszystkich duże wyzwanie, ale jest to do zrobienia. Trzeba po prostu dać z siebie jeszcze więcej niż zwykle.
A czy widzi Pan jakieś podobieństwa, jeśli chodzi np. o te same mini-urazy, za które można by winić przerwę spowodowaną pandemią? Np. ostatnio w ekstraklasie dość często jak na skalę całego sezonu zrywały się więzadła krzyżowe i zastanawiam się, czy pewne urazy można podpiąć pod jedną grupę pt. „to przez pandemię”.
Trudne pytanie. U nas w drużynie czegoś takiego na szczęście nie ma i z tego się cieszymy. Tak naprawdę poza drobnymi sprawami mamy jeden poważniejszy uraz stawu skokowego, ale pochodzi on z bezpośredniego kontaktu piłkarzy na meczu. Trudno mi się odnieść do innych drużyn, bo nie do końca wiem, jak pracowały. U nas w pewnych momentach widać zmęczenie wyższe od normy, ale to głównie dlatego, że ciągle gramy mecze i jeździmy po całej Polsce. Wtedy tak naprawdę trudno o coś więcej niż rozruch między kolejkami. Na razie bez poważniejszych kontuzji. I oby tak dalej.
A jeśli chodzi o więzadła… Ogólnie kontuzje kolan są bardzo często spowodowane niewydolnością mięśni pośladkowych i brakiem balansu mięśniowego między mięśniami czworogłowymi i dwugłowymi a kulszowo-goleniowymi. Tak więc jeśli ktoś ma siedzący tryb życia albo nagle przestaje coś robić, grupa tzw. tylnej taśmy od razu to odczuje. W odniesieniu do piłkarzy: jeśli ktoś nie przykładał się do dwumiesięcznych treningów w trakcie pandemii, trudno potem liczyć na to, że w ciągu trzech tygodni uda się pewne rzeczy nadrobić.














