Mowa o dwóch piłkarzach, których nazwiska w ostatnim czasie przebijały się chyba w każdym szanującym się medium w Europie i nie tylko. Obaj dostąpili zaszczytu bicia rekordów. Jeden pozwolił sobie znieść słynnego Bonipiertiego na drugą lokatę w klasyfikacji najlepszych strzelców Juventusu, z kolei drugi wyprzedził hiszpańskiego goleadora Raula Gonzalesa w rankingu najlepszych strzelców w europejskich pucharach.
Oczywiście mowa o Alessandro Del Piero i Filippo Inzaghim. Łączy ich tak dużo, a jednak tak niewiele. Pierwszy słynie z fantastycznie egzekwowanych rzutów wolnych, drugi z kolei świeci przykładem, jak powinna wyglądać gra rasowego napastnika. No może stwierdzenie, jak powinna ta gra wyglądać, jest drobnym nadużyciem, aczkolwiek, jak powinna wyglądać gra skutecznego atakującego, jest już chyba w pełni odpowiednim przedstawieniem sprawy.

Obaj dżentelmeni zaczęli grę na poziomie seniorskim w podobnym przedziale czasowym, ten wiekopomny moment miał miejsce prawie dwadzieścia lat temu, w 1991 roku. Popularny „Alex” przyszedł na świat w roku 1974, „Superpippo” zaś rok wcześniej. Nietrudno jest zatem obliczyć, iż obaj panowie prawdziwą przygodę z piłkarstwem zaczęli po skończeniu siedemnastego roku życia. Spokojnie z czystym sumieniem można uznać, iż Bóg ofiarował wtedy całemu światu coś więcej niż tylko dwóch uzdolnionych piłkarzy. Nie bez powodu, myśląc o zawodniku z numerem 10 na plecach, myśli się o Del Piero, a gdy ta sama myśl przychodzi o numerze 9, w wyobraźni wyświetla się postać wychowanka Piacenzy Calcio.
Od najmłodszych lat piłkarze imponowali strzelecką formą. Szczyt formy zawodnika utożsamiającego się z klubem ze stolicy Piemontu przyszedł na lata 1996-1997. Wtedy Del Piero w pewnym sensie przeżywał apogeum formy. Pamiętne finały elitarnej Champions League, w których brylował Juventus Turyn przeszły do historii światowej piłki. Mecze o Puchar Interkontynentalny czy Superpuchar Europy oraz zdobycie mistrzostwa Włoch to jedne z wielu pucharów na koncie legendy Juventusu. Z kolei gol zdobyty w finale Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund do dziś jest wymieniany jako jeden z najpiękniejszych w historii najważniejszych klubowych rozgrywek piłkarskich na Starym Kontynencie. Nieszczęśliwa porażka rok później z Realem Madryt rozzłościła zawodnika „Juve”, ale nie zniechęciła do zdobywania kolejnych trofeów. Zapędy te odrobinę przyhamowała ciężka kontuzja, jaką zawodnik Padovy Calcio i Juventusu przeżył. Ale co cię nie zabije, to cię wzmocni, zgodnie z tą znaną maksymą wytaczał sobie nowe cele piłkarz „Bianconerich”. Historia Inaghiego toczyła się inną drogą. Ale jest coś, co znowu łączy obu panów. Wtedy kiedy formą w Europie imponował Del Piero, sympatię kibiców na Półwyspie Apenińskim zbierał sobie w barwach Atalanty Bergamo Inzaghi. W roku 1997 został najlepszym strzelcem Serie A, co de facto przyczyniło się do otwarcia tak zwanej bramy do raju. Owym rajem miał być Juventus Turyn.











