W miniony weekend Roma poniosła bolesną porażkę ze swoim największym rywalem, którym niewątpliwie jest Lazio. Mimo że podopieczni Luisa Enrique w drugiej odsłonie tego spotkania nie prezentowali się wcale gorzej od swoich adwersarzy, to jednak końcowy efekt był taki, że tablica świetlna na Stadio Olimpico pokazywała rezultat 1:2.
Po derbach Rzymu nie milkną głosy o tym, iż po raz kolejny mecz Seria A wypaczyli sędziowie. Wszystko za sprawą faulu, którego dopuścił się na Miroslavie Klose bramkarz „Giallorossich” – Maarten Stekelenburg. O ile rzut karny dla zespołu dowodzonego przez Edoardo Reję został prawidłowo podyktowany, to sprawą sporną pozostaje fakt, czy słusznie holenderski bramkarz został ukarany czerwoną kartką. Sędzia, Mauro Bergonzi, na pewno ma argumenty, które mogą świadczyć o tym, że podjął właściwą decyzję. Aczkolwiek można również znaleźć kilka argumentów za tym, aby jednak mecz był kontynuowany w pełnych zestawieniach.
Przez 83 minuty „Żółto-czerwoni” grali w dziesiątkę i prezentowali się całkiem nieźle. Luis Enrique, zdejmując szybko Erika Lamelę, wprowadził na plac gry Lobonta. Jednakże siła ofensywna zespołu nie zmalała. Według wielu obserwatorów Derby della Capitale, gdyby nie ta nieszczęsna czerwona kartka, mogłyby być jeszcze lepsze, aniżeli były. Dla trzeciej obecnie drużyny Serie A gra praktycznie od początku spotkania z przewagą jednego piłkarza była darem z niebios. Roma prócz tego, że musiała sobie radzić w tym meczu bez kilku czołowych zawodników, to jeszcze szybko została ugodzona dzidą, lecz mimo wszystko starała się podnieść z kolan.
„Giallorossi”, doprowadzając w 16. minucie gry do szybkiego wyrównania wyniku meczu, zapewnili sobie komfortowe warunki na dalszy etap tej rywalizacji. Jednak kolejne minuty także nie były szczęśliwe dla Romy. Doświadczony Edoardo Reja szybko dostrzegł, że Luis Enrique będzie chciał oprzeć grę swojego zespołu na Pjanicu oraz Tottim, i ci zostali natychmiast wyłączeni z gry. Fragmentami błysnęli, ale tylko fragmentami. Dlatego też ciężar gry musieli brać na siebie Simplicio, a później także młody Marquinho. Mimo że schematy taktyczne się hiszpańskiemu trenerowi sypały, to wciąż gra podopiecznych Luisa Enrique jako tako wyglądała. Nawet po stracie gola na 1:2 piłkarze Romy mieli okazję na szybkie doprowadzenie do remisu. Między innymi Borini się nieznacznie pomylił. Gdy jednak kontuzji doznał Juan, stało się jasne, że Roma tego meczu już nie wygra. Pod koniec spotkania swoich sił próbowali jeszcze Totti oraz Borini, lecz efektu bramkowego nie było i tym samym Roma musiała opuszczać Stadion Olimpijski na tarczy.
W bitwie w rzymskich derbach Romę poniosła porażkę, ale walka o europejskie puchary z pewnością nie jest jeszcze przegrana przez zespół prowadzony przez hiszpańskiego trenera. Nie ma co ukrywać, że zdecydowanie więcej sytuacji bramkowych mieli nominalni goście niedzielnej potyczki, co potwierdzają wszelkie statystyki. Jednak różnica w strzałach wcale nie jest taka duża, bo 12:6 na korzyść Lazio, czyli tak jak w spotkaniach, w których drużyny rywalizują ze sobą w kompletnych składach. Interesującą statystyką jest natomiast liczba rzutów wolnych, ponieważ drużyna Romy egzekwowała je aż 27 razy. Z kolei piłkarze Lazio zaledwie 12. Może to świadczyć o kombinacyjnej grze zespołu Romy oraz szukaniu swoich szans właśnie ze stałych fragmentów gry. „Barcelona B” – jak mówi się na zespół Romy – miała przede wszystkim osiągnąć przewagę w środku pola, gdzie Daniele De Rossi miał wyłączyć z gry Hernanesa. To w dużym stopniu się reprezentantowi Włoch udało. Aczkolwiek Brazylijczyk prócz tego, że dobrze czuje się z piłką w biegu, potrafi także świetnie dograć ze stojącej futbolówki, co potwierdził przy golu Mauriego. Kapitalna asysta otworzyła „Biancocelestim” drzwi do wygranej w tej niezwykle prestiżowo traktowanej potyczce obu zwaśnionych drużyn.










