Kiedyś zespół Babilon śpiewał piosenkę pod tytułem: „Po co to komu?”. Dziś to pytanie zadają sobie wszyscy kibice Juventusu Turyn, którzy nie rozumieją transferu Marco Borriello do swojego ukochanego klubu. Czy naprawdę to takie trudne do zrozumienia?
Juventus Turyn wypożyczył Marco Borriello z Romy na zaledwie sześć miesięcy. Klub zastrzegł sobie oczywiście prawo do transferu definitywnego, ale czy z tego prawa skorzysta, to już sprawa drugorzędna. W zespole ze stolicy Piemontu przed przyjściem do klubu 29-letniego piłkarza było łącznie sześciu napastników. W tym Amauri, który mimo że nie gra, to wciąż pobiera swoją pensję. Zawodnik został odsunięty na boczny tor przez Antonio Conte i teraz stara się o niego Fiorentina, która szuka kogoś, kto pomoże jej zapchać dziurę po stracie Alberto Gilardino. Ponadto w składzie „Starej Damy” znajdują się Alessandro Del Piero, Alessandro Matri i Fabio Quagliarella, czyli piłkarze, którzy cały czas są w kręgu zainteresowań opiekuna 27-krotnego mistrza Włoch. Są także zawodnicy, których klub najchętniej by się pozbył i to natychmiast. W tym gronie, prócz wspomnianego Amauriego, są jeszcze Vincenzo Iaquinta oraz Luca Toni.
Zatem słusznie została poruszona debata na temat sprowadzenia Borriello do Turynu. Bo jest to już kolejny zawodnik, który może przesiadywać mecze na ławce rezerwowych.

Skoro Borriello w Romie nie umiał wygryźć ze składu Tottiego, Lameli i Osvaldo, natomiast z ławki najczęściej wchodził Bojan Krkić, to niby dlaczego miał sobie poradzić z reprezentantami Włoch? Ktoś powie, że „Juve” gra w tym sezonie niezwykle ofensywnie i na pewno tak wielu atakujących piłkarzy nie wpłynie w żadnym stopniu na małą liczbę rozegranych przez nich spotkań, tym bardziej że Juventus chce walczyć również o Coppa Italia. Jednak trzeba odnotować, że tak na dobrą sprawę „Biało-czarni” grają tylko jednym prawdziwym napastnikiem, który jest wspomagany skrzydłowymi w osobach między innymi Simone Pepe i Mirko Vucinicia.
Klub ze stolicy Piemontu zapłacił za Borriello około miliona euro. Jeśli zdecyduje się na transfer definitywny, będzie musiał dopłacić 8 milionów euro. Czy jest to słuszna inwestycja? Jak mówił Olaf Lubaszenko w polskiej komedii „E=mc²”: „trudno to tak prosto wytłumaczyć”. Są argumenty za i przeciw. Za urodzonym w Neapolu piłkarzem przemawia fakt, że potrafi dobrze zastawiać piłkę ciałem i umie znaleźć wspólny język z drużyną. Może to zatem sprawić, iż stanie się realną alternatywą dla numeru jeden w napadzie „Bianconerrich”, Alessandro Matriego, który jest obecnie najskuteczniejszym strzelcem w drużynie. Kolejnym plusem w związku z tą transakcją jest fakt, że Fabio Quagliarella to gracz, któremu przytrafiają się urazy, zatem Borriello będzie mógł dzięki temu wspinać się w hierarchii napastników „La Vechia Signora”. Piłkarz może też o wiele więcej zaoferować w grze fizycznej niż jego potencjalni rywale o miejsce w składzie.












