Już za tydzień ruszają europejskie puchary, rzecz jasna, z włoskimi klubami w tle. Właściwie, to czemu w tle? W ostatnich latach może nie było z wynikami najlepiej, ale obecnie Serie A podąża z powrotem na swoje miejsce – trzeciej co do siły ligi w Europie. Jakie zatem szanse na sukces wiosną mają trzy włoskie kluby w Lidze Mistrzów i dwa w Lidze Europejskiej?

Zacznijmy jednak od najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych w Europie. Z roku na rok Champions League, bo o niej mowa, staje się coraz bardziej nieobliczalna. Wyniki, których byśmy się nie spodziewali, awans z fazy grupowej zespołów, które niekoniecznie na ten zaszczyt zasłużyły. W końcu sensacyjny zwycięzca. Ile jest w tym wszystkim „włoskości”?
Dużo, nawet bardzo. W 1/8 finału Ligi Mistrzów już za tydzień zagra AC Milan, a po kolejnych siedmiu dniach SSC Napoli oraz Inter Mediolan. Aktualny mistrz Włoch jesienią grał w grupie H. Grupie trudnej, choć eksperci typowali podopiecznych Massimiliano Allegriego do pewnego awansu. Tę grupę zdeklasowała Barcelona, która miała aż siedem punktów przewagi nad drugimi w tabeli „Rossonerimi”. Piłkarze z Mediolanu grali dobry futbol, ale brakowało im chyba trochę koncentracji. Zaprzecza temu pierwszy mecz, w którym „Rossoneri” zdobywali bramki w pierwszej i ostatniej minucie spotkania, ale wszystkie inne tylko utwierdzają nas w tym przekonaniu. Z reguły bramki strzelali w drugiej połowie, z czego tę otwierającą wynik – przypadkiem lub z rzutu karnego. Brylował w tej materii Zlatan Ibrahimović, strzelec czterech bramek dla Milanu w fazie pucharowej. W kolejnej rundzie naprzeciwko niepokornego Szweda i jego kolegów stanie Arsenal Londyn z Wojciechem Szczęsnym w bramce i Robinem van Persie w napadzie. Łatwo nie będzie, ale w pojedynkach włosko-angielskich bardzo często górą byli gracze z Półwyspu Apenińskiego. Tym bardziej że podczas tyle co zamkniętego mercato włodarze Milanu wydali trochę gotówki. Jednak znaczącym ubytkiem powinien być Taye Taiwo, który przeszedł do QPR, ale ten lewy obrońca w Mediolanie grał naprawdę niewiele. Chcąc wzmocnić siłę ognia, Milan wypożyczył Maxi Lopeza z Catanii oraz w ostatniej chwili pozyskał Sulleya Muntariego od rywala zza miedzy, Interu, czyli zespołu, który również zagra wiosną w Lidze Mistrzów.

Inter Mediolan wygrał grupę B, która była znacznie bardziej wyrównana. O dwa punkty wyprzedził CSKA Moskwa, a o trzy i cztery odpowiednio Trabzonspor SK oraz OSC Lille. „Nerazzurrim” nie udało się wygrać w fazie grupowej tylko z Turkami, co jednak nie oznacza, że w grupie grali najlepszy futbol. Piłkarze z Mediolanu dołowali właściwie całą jesień, co zaowocowało wieloma kompromitującymi wynikami, nie tylko w Serie A, ale również w Europie. W żadnym z rozegranych spotkań nie byli drużyną wyraźnie lepszą, a jak już nabrali formy, to przegrali na San Siro z CSKA. Najlepszym strzelcem w pierwszej rundzie tego prestiżowego turnieju był Giampaolo Pazzini, który zdobył w sześciu meczach dwie bramki… W 1/8 finału „Niebiesko-czarni” zmierzą się z Olympique Marsylia. Spotkanie zapowiada się arcyciekawie, z meczu na mecz bowiem Inter gra lepiej (nie licząc ostatniej wpadki z Romą 0:4) i niewykluczone, że w tym dwumeczu padnie kilka ładnych bramek. W styczniu „Nerazzurri” zasilili swoją kadrę Freddym Guarinem z FC Porto, ale tylko na zasadzie wypożyczenia. Po stronie strat widnieje przede wszystkim nazwisko Thiago Motty, który wzmocnił PSG za 11,5 miliona euro. Właśnie ubytek naturalizowanego Włocha może być najbardziej widoczny w poczynaniach podopiecznych Claudio Ranieriego, których w pomocy jest jak na lekarstwo…
Ostatnią drużyną z Włoch w fazie pucharowej Ligi Mistrzów jest Napoli. Neapolitańczycy to wielka sensacja nie tylko europejskich pucharów, ale przede wszystkim Serie A. W zeszłym roku nikt nie spodziewał się dla nich miejsca gwarantującego start w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na kontynencie, co najwyżej liczono na Ligę Europejską… Rzeczywistość okazała się jednak inna i po zajęciu drugiego miejsca w grupie A awans stał się faktem. Trzeba jednak zaznaczyć, że na przegranym polu „Azzurri” zostawili bogatych szejków z Manchesteru City, których ograli w ostatniej kolejce 2:0 na City of Manchester Stadium. Najlepszy w tej grupie był niemiecki Bayern Monachium, a za „najsłabszą” uszła drużyna Villarrealu. Napisane w cudzysłowie, gdyż pomimo zdobycia zera punktów w sześciu meczach nikt nie uważa drużyny z Półwyspu Iberyjskiego jako outsidera rozgrywek. W 1/8 finału Napoli będzie miało bardzo wysoko postawioną poprzeczkę. Dojdzie bowiem do kolejnego pojedynku włosko-angielskiego. Pech chciał, że Napoli wylosowało Chelsea Londyn, ale może to fart, bo jak się udało z gigantem z Manchesteru, to czemu ma się nie udać z mocarzem z Londynu?

Jak sytuacja ma się w Lidze Europejskiej? Otóż na wiosnę zobaczymy w tych nieco mniej prestiżowych rozgrywkach dwie drużyny reprezentujące calcio. Zarówno Lazio Rzym, jak i Udinese Calcio awansowały ze swoich grup, więc wiosenne emocje w Europie mają gwarantowane. Piłkarze z Rzymu do 1/16 finału awansowali z drugiego miejsca, znajdując się trzy punkty za Sportingiem Lizbona (rywal warszawskiej Legii w 1/16 finału), który bez większych problemów wygrał grupę D. Reprezentanci Wiecznego Miasta w fazie grupowej dwa mecze wygrali, trzy zremisowali i tylko jeden przegrali. Wiodącą postacią w zespole Lazio był Giuseppe Sculli, który trzykrotnie pokonywał bramkarzy rywali, dzięki czemu stał się najskuteczniejszym piłkarzem swojego klubu w tym rankingu. Wiele drużynie dał też Miroslav Klose, który swoim doświadczeniem i jedną bramką wspomógł kolegów w grze o awans. Jednak w fazie pucharowej nie będzie już tak łatwo jak w grupie. Lazio spotka się za nieco ponad tydzień z Atletico Madryt, a więc drużyną niesamowicie groźną, bez względu na to, czy gra na wyjeździe, czy w Hiszpanii. Czeka nas zatem bardzo emocjonujący pojedynek. W grze pozostają jeszcze „Bianconeri” z Udine, czyli Udinese Calcio. Jedna z większych niespodzianego poprzedniego sezonu w Serie A nie przebrnęła fazy eliminacyjnej do Ligi Mistrzów, zatem jesienią przystąpiła do rozgrywek Ligi Europejskiej. Udinese, podobnie jak Lazio, również zakończyło zmagania na drugim miejscu w grupie, tracąc cztery punkty do… Atletico Madryt, czyli rywala piłkarzy ze stolicy Włoch. Może zatem nastąpi jakaś koleżeńska wymiana informacji między trenerami obydwu drużyn? Bardzo możliwe. Udinese pozostawiło w pokonanym polu między innymi silny szkocki Celtic czy nieobliczalne chwilami (co udowadniało jesienią niejednokrotnie) Rennes. Największą zasługę w awansie „Bianconerich” miał Antonio Di Natale, czyli lokalna, ale nie tylko, gwiazda klubu. W 1/16 Udinese trafiło na teoretycznie słabszego rywala, gdyż PAOK Saloniki do krezusów się nie zalicza. Tym bardziej że grecki klub popadł w poważne tarapaty finansowe i piłkarze zdaje się, że nie chcą oddawać za niego życia…
Z włoskim futbolem w Europie nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać. Trzy drużyny w Lidze Mistrzów oraz dwie w Lidze Europejskiej to nie jest najgorszy wynik, a co za tym idzie, jest większa możliwość do zdobycia jakże cennych punktów w rankingu UEFA. Czy którakolwiek z wymienionych drużyn ma szansę na końcową wygraną, w którychś z tych rozgrywek? Wydaje się, że tak, ale nie zapominajmy, że piłka nożna jest niesamowicie nieobliczalna – nie tylko włoska. Za to ją przecież kochamy.