W cieniu walki o tytuł mistrzowski pomiędzy Milanem, Napoli a Interem toczą się wewnętrzne sprawy w Juventusie Turyn. Od paru dni stolicę Piemontu obiega informacja na temat zmian w strukturze funkcjonowania „Starej Damy”. Mówi się o wielu transferach, nowym trenerze. Ludziach, którzy będą mogli w blasku świateł przyczynić się do otwarcia nowej areny, która jest budowana w Turynie.
Wśród spekulacji dotyczących nowego szkoleniowca klubu wymienia się trzy nazwiska. Są nimi Marcelo Lippi, Luciano Spalletti oraz Antonio Conte. To osoby według mediów na Półwyspie Apenińskim mogą wznieść „Biało-czarnych” na maksimum możliwości i jednocześnie spowodować zapełnienie się galerii klubowej wymaganymi przez zarząd klubu trofeami. Pierwszy jest doskonale znany chyba każdemu kibicowi piłki na świecie. Lippi to trener przede wszystkim mający na swoim koncie tytuł mistrza świata z reprezentacją Włoch. Taki wyczyn po prostu musi budzić szacunek. Ale czy tym argumentem powinni się kierować włodarze Juventusu przy wyborze nowego trenera? Oczywiście należy oddać cesarzowi co cesarskie… Marcello Lippi jest kojarzony w Italii z sukcesami z Juventusem. Ostatnie mistrzostwo zespół ten zdobył właśnie pod wodzą tego 63-letniego trenera w 2003 roku. Ale od paru lat, chcąc lub nie, Marcello Lippi jest bezrobotny w zawodzie trenera piłkarskiego, więc to może także w pewnym małym stopniu o czymś świadczyć. Człowiek sukcesu, którym nie wątpliwie jest Marcello Lippi, może już nie chcieć z racji swojego wieku kontynuować pracy trenerskiej.
Kolejnym kandydatem na szkoleniowca Juventusu jest obecny trener Zenitu Sankt Petersburg, Luciano Spalletti. Dżentelmen nie mający szczególnych sukcesów w karierze zawodniczej i trenerskiej chyba także. Bo czy grę w Lidze Mistrzów można uznać za sukces Romy? Rzymski zespół miał swego czasu taki skład, iż spokojnie mógł walczyć o triumf w elitarnej Champions League. Jednak za sprawą Luciano Spallettiego na Starym Kontynencie zespół „Giallorosich” jest obecnie znany między innymi z kompromitacji, której doznał w meczu z Manchesterem na Old Trafford, czyli pamiętnym wynikiem 7:1. Skoro znany ze swojej charakterystycznej łysiny szkoleniowiec nie dał sobie rady w klubie, w którym ciąży presja wyniku, to skąd pomysł, aby zatrudnić go w klubie dowodzonym przez rodzinę Angelich? Może dlatego, że zdobył tytuł mistrza Rosji z Zenitem. No tak, taki sukces w końcu zobowiązuje…
Władze Juventusu od lat marzą o tym, by w ich klubie trenerem był ktoś taki jak Pepe Guardiola w Barcelonie. Człowiek, który był jest i będzie kojarzony tylko z Juventusem. A do tego wszystkiego będzie miał umiejętność, by wszystkimi sprawami stricte szkoleniowymi zarządzać. Próbowano już z Ciro Ferrarą i wtedy się nie udało. Ale wcześniej, gdy zatrudniono Didiera Deschampsa, gra wyglądała całkiem dobrze. Choć „Juve” grało wtedy w Serie B, to jednak zespół dowodzony przez obecnego trenera Olympique Marsylia zasłynął z ofensywnego ustawienia taktycznego. I to się mogło podobać każdemu sympatykowi „La Vechia Signora”. Ferrara natomiast – jak przystało na byłego obrońcę – stawiał za priorytet murowanie swojej bramki przed przeciwnikiem. Teraz na horyzoncie pojawił się trener, który być może będzie umiał połączyć walory obu panów, czyli zarówno Deschampsa jak i Ferrary – mowa o Antonio Conte.










