W Serie A jesteśmy już na półmetku rozgrywek. Jak na razie liderem ligi włoskiej jest AC Milan. Czy zasłużenie? Wydaje się, że tak. W końcu na zaszczytnym, pierwszym miejscu znajduje się obecnie zespół z najbardziej bramkostrzelnym atakiem ligi oraz najszczelniejszą defensywą. Ale, mimo wszystko, 17-krotnego mistrza Italii warto wziąć pod lupę.
Drużyna Milanu to ekipa, która podczas sezonu 2010/2011 rozgrywa spotkania aż piętnastoma zawodnikami, będącymi de facto obcokrajowcami. To dokładnie 50% drużyny dowodzonej przez szkoleniowca Massimiliano Allegriego, gdyż kadra mediolańskiego zespołu liczy właśnie trzydziestu piłkarzy. Czy to dobrze? Czy to świadczy, iż w drużynie wykrystalizował się skład, w którym zmiany są nie do pomyślenia i klub jest tak ukształtowany, by przodowali w nim cudzoziemcy? Oczywiście, że nie! Może kiedyś, gdy trenerem „Czerwono-czarnych” był Carlo Ancelotti, można by taką tezę przyjąć do wiadomości. Od czasu, kiedy trenerem był Leonardo, wszystko się zmieniło. W polityce klubu zresztą także. A pojawienie się Allegriego może utrwalić to przekonanie.

Gdy 25 czerwca świat obiegła informacja, iż trener pełniący swoje obowiązki w Cagliari przyjdzie do tak utytułowanego zespołu jak Milan, wielu kpiło z takiej nowiny. Szkoleniowiec udowodnił, że niestraszny mu jednak nadzór nad takim potencjałem ludzkim, jaki otrzymał szansę kierować. Trener nierobiący wcześniej furory na boiskach udowadnia, iż warsztat trenerski ma całkiem niezły. A co równie ważne w zawodzie, dopisuje mu także niebywałe szczęście. Mecze, w których jego podopiecznym gra w ogóle się nie układa, potrafi ułożyć po swojej myśli, wprowadzając zawodnika mogącego momentalnie zmienić przebieg spotkania. Taki dar otrzymują tylko wybitni trenerzy, Allegri być może kiedyś takim będzie.
Patrząc na personalia, w składzie Milanu na pierwszy rzut oka widać, iż średnia wieku drużyny znacznie się zmniejszyła, nawiązując oczywiście do tego, co miało miejsce niespełna trzy lata temu. Średnia wieku piłkarzy „Rossonerich” wynosi teraz dokładnie 29,7 lat. Pamiętacie te czasy, gdy liczba ta znacznie przekraczała trzydziestkę? To, iż w obecnej chwili sytuacja uległa znacznej poprawie, jest akurat zasługą przede wszystkim Leonardo. Brazylijski trener podczas swojej kadencji nie bał się stawiać na młodych i to wyszło na dobre zarówno jemu, jak i decydentom klubu. Co prawda od razu wszyscy piłkarze nie przebili się do składu. Niektórym nawet nie udało się utrzymać miejsca w kadrze. Z pewnością jednak tacy piłkarze jak Paloschi czy ostatnio nawet Onyewu nie mają trenerowi tego za złe. Pretensje mogą mieć tylko do siebie, choć chyba też i takie stwierdzenie można uznać za nadużycie. Nawet tak śmiało wyciągnięty wniosek znalazłby przeciwników. Po prostu owym graczom się nie udało i trzeba się z tym pogodzić. Życie nie zawsze jest usłane różami i nie wszystko możliwe jest od razu. Nie można przecież stwierdzić na 100%, iż owi piłkarze w niedalekiej przyszłości nie staną się jeszcze kluczowymi zawodnikami klubu. Natomiast tacy zawodnicy, jak: Abate, Pato, Boateng czy Strasser, już teraz decydują o sile drużyny. Są świetnymi zmiennikami podstawowych graczy, ale także dobrze radzą sobie, gdy otrzymują okazje, by zagrać od pierwszej minuty meczu.











