W hicie 21. kolejki ekstraklasy Piast Gliwice pokonał Lecha Poznań 2:0. Fantastyczna seria drużyny Jana Urbana zakończyła się na dziewięciu ligowych spotkaniach z rzędu bez porażki.
W ciemno można było zakładać, że w trakcie 90 minut tego meczu uczucie nudy będzie nam się kojarzyć z science fiction. Podstawy do takiego, a nie innego myślenia dawała forma obu drużyn. Lech już na dobre odbił się od dna i w ostatnich tygodniach jest bezsprzecznie najlepszym zespołem w lidze, a gospodarze przyzwyczaili swoich kibiców do otwartej i bezkompromisowej gry, której po prostu nie da się nie lubić.
Przed spotkaniem dużo mówiło się o nieobecnych. Wiadome było, że pauzować za kartki będzie musiała absolutnie kluczowa postać w układance Radoslava Latala – Kamil Vacek. Nadal kontuzjowany jest Sasza Zivec, a oprócz nich w ostatnim meczu Piasta w 2015 roku nie mogli wystąpić Osyra oraz Nespor.
Lech natomiast musiał sobie radzić bez Kaspera Hamalainena. Jan Urban argumentował tę decyzję tym, że Fin narzekał na uraz mięśniowy. To najprawdopodobniej koniec jego przygody z ekstraklasą. Kontrakt z poznańską drużyną podpisał 30 stycznia 2013, przez ten czas zdążył triumfować wraz z „Kolejorzem” w ekstraklasie, a także zdobyć Superpuchar Polski.
W zespole gości na szpicy wystąpił Dawid Kownacki, jednak nie pokazał się z najlepszej strony i został zmieniony w przerwie. Od debiutu osiemnastolatka minęły już 743 dni i trudno powiedzieć, by jego kariera rozwijała się liniowo. Po jego pierwszych występach mało kto podejrzewał, że Lechowi uda się utrzymać taką perełkę w swoich szeregach, a już zupełnie nikt nie postawiłby złamanego grosza, iż po dwóch latach w 54 spotkaniach ekstraklasy strzeli zaledwie osiem goli. Lech potrzebuje wzmocnienia w ataku jak ryba wody. O tym, że Denis Thomalla jest piłkarzem dającym odpowiednią jakość z przodu, w Poznaniu nie mówią już nawet w żartach, a Marcin Robak może mieć problem z powrotem do formy po kontuzji stawu skokowego.











