Irlandia rozpoczęła nową edycję Ligi Narodów od wyjazdowej porażki z Armenią. Wpadki zdarzają się oczywiście każdemu zespołowi, ale to nie był zwykły wypadek przy pracy. Futbol na Zielonej Wyspie znajduje się bowiem w kiepskiej kondycji.
Ostatni raz Irlandia wystąpiła na dużej imprezie przed sześcioma laty. Podczas mistrzostw Europy we Francji wyszła nawet z grupy, choć w obecnym formacie turnieju nie jest to przesadnie trudne. Na mistrzostwach świata Irlandczycy nie byli natomiast już od 20 lat. I w tym roku także nie zobaczymy ich na mundialu rozgrywanym w Katarze.
„The Boys in Green” nie pokazują także niczego szczególnego w Dywizji B Ligi Narodów. W poprzedniej edycji ledwo udało im się utrzymać, gdy o zaledwie jeden punkt wyprzedzili Bułgarów. Premierowy sezon tych rozgrywek zakończyli na ostatnim miejscu w grupie z dorobkiem zaledwie dwóch punktów, ratując się przed spadkiem do Dywizji C dzięki zmianie ich formatu.
Analizując wyniki piłkarzy z Zielonej Wyspy z dwóch ostatnich lat, widać wyraźnie, że potrafią wygrywać właściwie tylko z drużynami słabszymi od siebie. A i ta sztuka nie zawsze im się udaje. W ubiegły weekend przegrali bowiem ze wspomnianą Armenią, natomiast w marcu ubiegłego roku ulegli na własnym boisku reprezentacji Luksemburga.
Nie ma lepszego
Porażka z Luksemburgiem w eliminacjach do MŚ była gorzką pigułką do przełknięcia dla irlandzkiego selekcjonera. Zastanawiano się wówczas, czy Stephen Kenny nie powinien po zaledwie roku zakończyć pracy z kadrą. Prowadzący stronę o irlandzkim futbolu Bartosz Bolesławski wyjaśnia w rozmowie z iGolem, skąd biorą się obiekcje wobec obecnego selekcjonera:
– Kenny jako piłkarz i trener pracował jedynie w League of Ireland. Owszem, odnosił wielkie sukcesy (świetna kampania Dundalk FC w europejskich pucharach w sezonie 2016/2017, kiedy wyeliminowała ich Legia Warszawa), ale jednak poziom reprezentacyjny to już dużo wyższe progi. Zdaniem kibiców reprezentacja pod jego wodzą nie będzie więc odnosić sukcesów.
Dodatkowo wprowadza on zupełnie inną filozofię gry niż jego poprzednicy. Irlandia polegała dotąd głównie na twardej obronie, czyli grała przede wszystkim na zero z tyłu. Bramki zdobywała z kolei albo po długim podaniu z obrony i szybkim rajdzie napastnika (w przeszłości zazwyczaj Robbiego Keane’a), albo po dośrodkowaniu z rogu lub wolnego na głowę wysokiego stopera.











