O dziwo po polskich boiskach nie biegają jedynie piłkarscy weterani znani z boisk III ligi hiszpańskiej niemający z Polską zbyt wiele wspólnego. Na murawach ekstraklasy można ujrzeć nie tylko byłych reprezentantów kraju, którzy wciąż często błyszczą w meczach na najwyższym szczeblu, ale i wśród całego tego grona swoje miejsce próbują wywalczyć piłkarze stawiający pierwsze kroki. Tych co prawda zbyt wielu nie ma, jednakże korzystając z tego, że są, warto poświęcić im więcej uwagi.
Dopóki silniejsze i bogatsze kluby głównie z zachodu nie zdążyły wykupić jeszcze całej najzdolniejszej polskiej młodzieży, dopóty polski kibic takimi piłkarzami może cieszyć swoje oko. Kto wie, może wśród lechitów, legionistów, wiślaków itd. są tacy, którym pisana jest bardziej udana kariera niż uganianie się za piłką w kraju, który w rankingu UEFA zajmuje odległe 28. miejsce.
Od czegoś jednak trzeba zacząć. Najlepiej oczywiście od wywalczenia sobie miejsca w jednym z polskich zespołów, a przy okazji w udanym występie, a nawet i kilku tak, by być zapamiętanym z jak najlepszej strony. Po odejściach kilku najbardziej perspektywicznych zawodników oczy zainteresowanych automatycznie muszą więc zwrócić się w kierunku następnych talentów, które dopiero co weszły w rundę wiosenną. Część pokazała się już wcześniej, niektórzy natomiast dopiero teraz.
Apetyt na Rosołek
Skoro w ekstraklasie nie ma już Jarosława Niezgody, to w jego buty powinien wejść ktoś inny. Naturalnym następcą właściwie jest Jose Kante, jego jednak trudno uznać za Polaka, w dodatku młodego. Mało tego, napastnik ten nie zrobił niczego, czym mógłby zachwycić kogokolwiek po pierwszej kolejce wznawiającej polskie rozgrywki ligowe.
Inaczej ma się rzecz w przypadku świeżo upieczonego 18-latka, który od niedawna może pochwalić się dowodem osobistym. Plastik jednak takim powodem do dumy jak gol być nie może. Maciej Rosołek kilka minut po pojawieniu się na boisku zaliczył w spotkaniu z ŁKS Łódź swojego drugiego gola w tym sezonie, a i prócz tego trafienia może być z siebie naprawdę dumny.
Szybko znalazł swoje miejsce na boisku i rzeczywiście dał dużo polotu i świeżych sił w poczynania, jakby nie mówić, nieporadnej dotąd warszawskiej Legii, która to po 53 minutach gry przegrywała z najgorszą drużyną w lidze, mimo że tej właśnie ubył najlepszy zawodnik z jesieni – Dani Ramirez.
Rosołek w niespełna dziesięć minut wyrównał losy spotkania, a swoją przebojowością i energią sprawiał, że obrońcom Łódzkiego Klubu Sportowego z czasem brakowało coraz to więcej sił. Kto wie, czy gdyby nie 18-latek, to Legia odwróciłaby losy meczu. On z pewnością przyczynił się do tego, by stołeczna drużyna skończyła ten mecz z więcej niż punktami równymi zeru.











