Są trenerzy, których lubimy mniej lub bardziej. Często wpływa na to charakter. Ricardo Sa Pinto ze względu na swoją impulsywność nie zyskał sobie wielu fanów w Polsce. Nie jest jednak pierwszym takim trenerem, który pracował w naszym kraju.
Kary, nieumiejętność dogadywania się z mediami, publiczne krytykowanie własnych zawodników, dosyć ciekawe metody szkoleniowe. Wiele zachowań dosyć impulsywnych mieliśmy u trenerów ekstraklasy. Oto kilku, którzy są ich najlepszym przykładem.
Wymagający szacunku
Oczywiście najświeższym przykładem jest tu Ricardo Sa Pinto. Portugalski szkoleniowiec, od kiedy jest w naszym państwie, zdołał już chociażby obrazić się na ustawienie band reklamowych, skrytykować głośność dzwonów w znajdującym się niedaleko Łazienkowskiej 3 kościele i naskoczyć na najspokojniejszego trenera, jaki pracuje w ekstraklasie, Waldemara Fornalika. Ostatnio zaś głośno zrobiło się o nim, gdy nie podał ręki Michałowi Probierzowi po meczu z Cracovią, a następnie skrytykował murawę… na własnym stadionie. Do tego dochodzi to, jak z powodu jednego artykułu zaczął traktować Izę Koprowiak z „Przeglądu Sportowego”, czyniąc z jednej z najsympatyczniejszych kobiet polskiego dziennikarstwa sportowego pierwszego medialnego wroga Legii obok portalu „Weszło”. Najciekawsze jest jednak to, że po każdym tego typu zachowaniu Portugalczyk mówi o tym, że wymaga szacunku. Samemu przy okazji nie okazując go praktycznie nikomu.
Pierwszy krytyk wśród trenerów
Kilka lat temu Lechię Gdańsk prowadził niemiecki szkoleniowiec, Thomas von Heesen. Jego kadencja nad morzem trwała krótko, a zapamiętać dał się jednym – krytykowaniem własnych piłkarzy. Lechia za jego kadencji prezentowała się bardzo słabo, co robił w tym czasie trener? Jechał ostro po zawodnikach swojego klubu. Niektórzy piłkarze przyznawali, że szkoleniowiec zachowywał się wobec nich tak, że czuć było u niego wyraźną niechęć do graczy. Efektem było jego szybkie zwolnienie i objęcie klubu przez Piotra Nowaka, który podniósł klub z grupy spadkowej i przy okazji odbudował morale szatni, które zdruzgotał Niemiec.
„Fabik, ku*wa, nie mam bramkarza”
Świętej pamięci trener Janusz Wójcik to jedna z najciekawszych postaci polskiego futbolu ostatnich 30 lat. Słynął z dosyć nietypowych metod treningowych, ale też dosyć ostrego podejścia do zawodników. Słynne jest nagranie ze spotkania Groclinu Dyskobolii z jego Widzewem Łódź, w którym przejechał się on po bramkarzu swojego klubu Bartoszu Fabiniaku jak po starej kobyle.
Jakie jeszcze niestandardowe metody miał były selekcjoner kadry? Przypomina się w tym momencie chociażby sytuacja, gdy do niemającego najlepszej formy strzeleckiej Piotra Włodarczyka powiedział w trakcie meczu, że jeżeli nie odda celnego uderzenia w ciągu kilku minut, będzie musiał biegać wokół boiska. Do tego Wójcika łatwo było wyprowadzić z równowagi i sprawić, że darł się wniebogłosy na zawodników. Ciekawy obraz tej postaci objawia się z jego książek, w których niekiedy można było wyliczyć „oczko” z wulgaryzmów na jednej stronie, widać tam, że „Wójtowi” nierzadko trudno było utrzymywać nerwy na wodzy.











