Rozgrywki Pucharu Króla wkraczają w decydującą fazę. Przed nami pierwsze starcia ćwierćfinałowe, a wśród nich między innymi konfrontacje Realu Madryt z Valencią i Barcelony z Malagą. Emocji nie powinno zabraknąć.
Real Madryt – Valencia

Istny maraton zafundował nam hiszpański związek piłki nożnej. Już we wtorkowy wieczór dojdzie do pierwszego meczu 1/4 finału Pucharu Króla pomiędzy Realem Madryt a Valencią. W najbliższą niedzielę będziemy z kolei świadkami ligowego starcia pomiędzy tymi ekipami, a w przyszłym tygodniu rozegrany zostanie pucharowy rewanż. Jak mówi sam Jose Mourinho, najważniejszy jest jednak najbliższy mecz. Kogo należy w nim stawiać w roli faworyta? Nie jest to sprawa łatwa. Za „Królewskimi” bez wątpienia przemawia atut własnego boiska, ale to przecież właśnie na Estadio Santiago Bernabeu „Nietoperze” zremisowały 1:1 w pierwszej kolejce La Liga obecnego sezonu. Od momentu, kiedy drużynę z Estadio Mestalla przejął Ernesto Valverde, zaczęło dziać się coś dobrego. Valencia wygrała swoje cztery ostatnie spotkania, a w znakomitej formie znajduje się Roberto Soldado – notabene wychowanek Realu Madryt. A stołeczna ekipa nadal nie może wyjść z dołka. Po dwóch dobrych meczach na początku 2013 roku w miniony weekend podopiecznym Jose Mourinho przytrafiła się kolejna wpadka – remis z Osasuną. Na El Sadar madrytczykom zawsze grało się trudno, ale nic nie może usprawiedliwiać tak kiepskiej dyspozycji zespołu w 19. kolejce Primera Division. Przeciwko Valencii powinno być nieco lepiej, bo do składu „Los Blancos” wróci Cristiano Ronaldo. Portugalczyk nie mógł zagrać w Pampelunie z powodu nadmiaru żółtych kartek. Bardzo możliwe, że Jose Mourinho da również szansę Marcelo, który wyleczył już kontuzję i był w kadrze zespołu na wspomniany mecz z Osasuną. Nieobecni nadal będą jednak zawieszony za okrzyki w kierunku sędziego Sergio Ramos, a także kontuzjowany Pepe. Z kilkoma absencjami będzie musiał poradzić sobie także Ernesto Valverde. Hiszpan oprócz kontuzjowanego od długiego czasu Sergio Canalesa nie będzie mógł skorzystać z usług borykających się z urazami Jeremy’ego Mathieu i Davida Albeldy, a także Sofiane Feghouliego, który wyjechał ze swoją reprezentacją na Puchar Narodów Afryki.
Real Saragossa – Sevilla
W środowy wieczór naprzeciw siebie staną drużyny z Saragossy i Sewilli. O ile faworytem dwumeczu jest druga drużyna, tak w pierwszym starciu ćwierćfinałowym możemy być świadkami niespodzianki. W La Liga obydwie ekipy sąsiadują ze sobą w tabeli, mając na swoim koncie po 22 punkty. Gospodarze środowego meczu na pewno nie są w tej konfrontacji bez szans, o ile do maksimum wykorzystają atut własnego boiska. Sevilla nie może zaliczyć obecnego sezonu do udanych, a do meczu na La Romareda podejdzie z nową twarzą na ławce trenerskiej. W poniedziałkowy wieczór dowiedzieliśmy się, że pracę stracił Michel, a jego miejsce na Ramon Sanchez Pizjuan zajmie Unai Emery, były trener między innymi Valencii, który kilka ostatnich miesięcy spędził w Spartaku Moskwa. Czy taka zmiana przyniesie andaluzyjskiemu klubowi coś dobrego? Odpowiedzią na to pytanie na pewno nie będzie pucharowe spotkanie – Emery ma zdecydowanie za mało czasu, aby efekty jego pracy były widoczne tak szybko. Taka roszada może mieć wręcz negatywne skutki, bo jeśli Hiszpanowi zamarzyłyby się jednak jakieś zmiany, nie wiadomo, jak zareagowaliby na nie sami piłkarze Sevilli. To kolejny element, który może dać drużynie Saragossy pewną przewagę. Klub ze stolicy Aragonii podejdzie do ćwierćfinałowego meczu w najsilniejszym składzie. Manolo Jimenez nie będzie mógł skorzystać jedynie z kontuzjowanego Ivana Obradovicia, ale brak serbskiego defensora nie spędza mu snu z powiek. Jeśli chodzi o gości, to ci borykać będą się jedynie ze stratą Piotra Trochowskiego, który od dłuższego czasu znajduje się poza kadrą.












