Atletico Madryt bezbramkowo zremisowało z Valencią w ostatnim niedzielnym spotkaniu 22. kolejki Primera Division. Spotkanie, zapowiadane jako najciekawsze w tej serii gier, bardzo rozczarowało kibiców. Emocji i groźnych akcji było jak na lekarstwo, a remis sprawił, że w gronie zespołów walczących o Ligę Mistrzów utrzymał się status quo, wszystkie bowiem zgodnie zremisowały swoje mecze.
Spotkanie na Vicente Calderon zapowiadano jako najciekawsze w tej kolejce, jednak patrząc na końcowy wynik i ilość emocji (albo raczej ich brak), trudno powiedzieć, by spełniło oczekiwania kibiców. Do Madrytu przyjechała drużyna Unaia Emery’ego, która z pewnością odczuwała wciąż trudy środowego pojedynku z Barceloną oraz mająca jeszcze wciąż nadzieję na korzystny wynik w meczu rewanżowym. Z kolei Atletico pod wodzą nowego szkoleniowca, Diego Simeone, staje się rewelacją rozgrywek, a odrodzenie „Los Rojiblancos” jest już faktem – trudno jednak jeszcze jednoznacznie powiedzieć, czy to Gregorio Manzano jest aż tak złym trenerem, czy „El Cholo” aż tak dobrym. Faktem jednak jest, że pod jego wodzą Atletico w czterech meczach zanotowało trzy zwycięstwa i jeden remis, nie tracąc nawet gola.

Spotkanie to zapowiadano także jako wielki pojedynek dwóch snajperów – Falcao i Soldado – jednak od pierwszych minut to inni gracze wzięli sobie ciężar wykańczania akcji ofensywnych. Pierwsze zagrożenie pod którąkolwiek bramką stworzyli gospodarze w 8. minucie, ale Diego Alves świetnie wybronił strzał głową Adriana. Atletico grało dziś naprawdę dojrzałą piłkę, długo przetrzymywało futbolówkę i dopiero po długich wymianach przenosiło akcje pod pole karne „Nietoperzy”. Z kolei ekipa gości próbowała dużo szybszych metod, starająć się raz po raz zaangażować Soldado, który jednak osamotniony nie był w stanie dużo zdziałać, dlatego nie dziwi, że najgroźniejszą sytuację dla podopiecznych Unaia Emery’ego sprokurowało za słabe wybicie piłki przez jednego ze stoperów. Do piłki najszybciej dopadł Piatti i tylko skuteczna interwencja Courtoisa zapobiegła utracie gola.
Przez kolejne minuty pierwszej połowy z boiska wiało nudą, a hit z pewnością rozczarowywał. Do jednej z niewielu kontrowersji doszło w 35. minucie, kiedy to Juanfran nabił interweniującego wślizgiem Ruiza, ale sędzia słusznie nie odgwizdał rzutu karnego za zagranie ręką. Więcej emocji w pierwszej minucie już nie było i do przerwy obie strony sprawiedliwie tylko bezbramkowo remisowały.
Druga połowa rozpoczęła się od dużo lepszej gry obydwu drużyn, czego efektem była już pierwsza bramkowa sytuacja po zaledwie kilkudziesięciu sekundach od wznowienia gry. Po wybiciu piłki przez obrońców piłka spadła pod nogi stojącego na 20. metrze Gabiego, a jego atomowy strzał Alves odprowadził tylko wzrokiem, na jego szczęście przeleciał on po zewnętrznej stronie słupka. W 50. minucie tylko udany wślizg Mirandy zapobiegł uderzeniu Soldado, jednak kibice zamarli dopiero w 54. minucie, kiedy to do górnej piłki wyskoczyli jednocześnie Diego Alves i Diego Godin. Bramkarz Valencii, oprócz wypiąstkowania piłki, znokautował także rywala, a ten tak nieszczęśliwie upadł, że jego lewe kolano bardzo nienaturalnie się wykrzywiło i zawodnik z twarzą wykrzywioną bólem musiał opuścić boisko.










