Tak bardzo wyczekiwana przez wszystkich inauguracja hiszpańskiej Primera Division już za nami. Czymś odległym od realizmu byłoby wyciąganie jakichkolwiek wniosków po zaledwie jednej kolejce, ale na usta aż cisną się pewne sugestie, które doskonale znamy z historii rozgrywek ligi hiszpańskiej.
Inauguracyjna seria gier na iberyjskich boiskach nie przyniosła nam choćby jednej niespodzianki. To, co działo się przez ostatnie trzy dni, było niejako do przewidzenia. Diego Simeone już teraz jest przekonany, że jego drużyna nie będzie w stanie nawiązać równorzędnej walki z Realem Madryt i Barceloną o mistrzowski tytuł. Poprzednia kampania pokazała, że „Los Rojiblancos” mogą rywalizować z mocarską dwójką, ale tylko w przypadku, gdy tej bardzo często będą przydarzać się błędy. Tych w sezonie 2012/2013 nie brakowało Realowi Madryt, jednak „Barca” ciągle trzymała określony i niedościgniony poziom. Choć w bezpośrednich starciach z „Królewskimi” nie zdołała wygrać, to została jak najbardziej zasłużonym mistrzem i to – jak mawiał Jose Mourinho – już po pierwszych kilku kolejkach. Obecny sezon rozpoczął się dla Realu nieco optymistyczniej, przynajmniej jeśli spojrzymy na wynik.

Podopieczni Carlo Ancelottiego mieli przejechać się po Betisie niczym walec. Świetna pretemporada kazała sądzić, że Włochowi w niezwykle szybkim czasie udało się zintegrować ze sobą piłkarzy i sprawić, że ci będą walczyć bez żadnych podziałów w szatni. Tymczasem już pierwsza – i najważniejsza – decyzja byłego trenera PSG sprawiła, że atmosfera wśród kibiców i zawodników „Los Blancos” jest napięta. Posadzenie na ławce Ikera Casillasa zdawało się posunięciem wbrew jakiejkolwiek logice. Wszak to właśnie poprzez konflikt z legendą Realu z Santiago Bernabeu pożegnać musiał się Jose Mourinho – człowiek, który miał zbawić klub i wywalczyć upragnioną Decimę. Ancelotti bronił się, że zadecydowały detale i Diego Lopez nie jest jego pierwszym wyborem na cały sezon, a jedynie na ten jeden konkretny mecz. Samego Ancelottiego broniły z kolei spotkania sparingowe z PSG, Chelsea czy przede wszystkim Interem. Na razie wojny nie ma, ale już teraz, zaledwie dwa dni po inauguracji sezonu, dwa największe madryckie dzienniki, które domagały się odejścia Mourinho – „Marca” i „As” – zgodnie apelują o grę Ikera od pierwszej minuty w wyjazdowym starciu z Granadą. Sam Casillas jest coraz bardziej przygnębiony, na co wskazywać może fakt, że nie uczestniczył w przedmeczowej rozgrzewce. Kapitana reprezentacji Hiszpanii zastąpił Tomas Mejias, który w ogóle nie znalazł się w meczowej osiemnastce. Oliwy do ognia dodaje fakt, że niezawodna telewizja Cuatro wychwyciła moment, w którym Iker na płycie boiska mówił do jednego z członków sztabu szkoleniowego, że „przynajmniej będzie mógł zagrać w Trofeu Bernabeu”. Ten mecz już w czwartek. Nikt rzecz jasna nie wyobraża sobie, aby miało zabraknąć w nim Ikera, skoro do Madrytu przyjeżdża sam Raul Gonzalez. Dzisiejszy dzień może być jednak kluczowy, bo w poniedziałek w Hiszpanii mówiło się o tym, że do telewizji wybiera się… Sara Carbonero. Partnerka Casillasa ma mówić w jednym z programów o powodach, dla których jej ukochany po raz kolejny zasiadł na ławce rezerwowych. Demony przeszłości powracają.












