Nie od dziś wiadomo, że Hiszpania to prawdziwa kuźnia wielkich talentów futbolowych, triumfatorów turniejów i laureatów prestiżowych nagród. Dziś postaram się przybliżyć nazwiska graczy, którzy w niedalekiej przyszłości mogą przebić się nawet do reprezentacji aktualnych mistrzów świata.
Zaczynamy oczywiście od Barcelony i jej niesamowitej szkółki La Masii, która produkuje piłkarzy w tempie godnym podziwu. Połowa kadry Barcelony trenowała w jej młodszych kategoriach, po świcie rozsiana jest grubo ponad setka byłych graczy „Blaugrany”.
Młodzi bramkarze w Barcelonie mają niemal tak ciężko, jak ich koledzy w Realu. Szanse na grę w pierwszym składzie są żadne. Dlatego Alex niedawno uciekł do Deportivo, by tam powalczyć o możliwość zaprezentowania się w La Liga. Gracze drugiej drużyny, Mino i Oier pewnie zrobią podobnie, rola wiecznego rezerwowego ich nie satysfakcjonuje.
W obronie sytuacja jest nieco inna. Puyol powoli kończy już karierę, Dani Alves nie jest już najmłodszy, a na lewej obronie ciągle trwa walka i nikt nie ma pewnego miejsca. W kolejce do pierwszego składu stoi kilku młodzików. Do niedawna wydawało się, że najbliższej tego celu jest Marc Muniesa, którego sam „Tarzan” namaścił na swojego następcę. Obecnie największe szanse na dołączenie do składu ma Adreu Fontas. Nadzieję mogą mieć również Marc Bartra i Alberto Botia. Przy tak dużej konkurencji nawet na poziomie rezerw, Muniesa może przyjąć ofertę „El Depor” i zacząć kształtować swoją karierę poza Barceloną.
W pomocy ponad przeciętność wybijają się trzy nazwiska, co więcej, sam Guardiola stwierdził, że widzi ich w swojej drużynie. Do roli zmiennika Sergio Busquetsa aspiruje Oriol Romeu. Reprezentant hiszpańskiej młodzieżówki jest porównywany do obecnego trenera Barcelony, co powoli staje się standardem przy każdym lepszym defensywnym pomocniku. Romeu prezentuje podobny styl gry co „Busi”, solidne umiejętności defensywne łączy z szybkością i zapędami ofensywnymi. Jeśli „Barca” nie kupi Pivota, Oriol może na stałe dołączyć do pierwszej drużyny. Thiago Alcantara i Jonathan Dos Santos to przyszłość środka pola Katalończyków. Ten pierwszy imponuje świetną techniką, wizją gry i centymetrowymi podaniami. Ten drugi zdaje się być spokojniejszą wersją swojego brata, Giovanniego. Ich przyszłość w znacznym stopniu zależy od Guardioli. Trener z pewnością wie, jaki poziom prezentują, nie może jednak dać porwać się ułudzie genialnych wychowanków, bo na drugiego Puyola, Xaviego i Messiego La Masia będzie czekała wiele lat, a i nie jest powiedziane, że się doczeka.

La Fabrica Realu Madryt to szkółka niemal równie wydajna, ale produkująca głównie dla innych. Real z wychowanków korzysta rzadko. Za czasów szefowania Vicente del Bosque diamenty cantery trafiały do pierwszej drużyny i często tam zostawały. Teraz Mourinho chce wrócić do takiego wzoru. Za punkt honoru postawił sobie wypromowanie jednego wychowanka na gracza światowego formatu. Ma w czym wybierać. Patrząc na formę Casillasa, mówienie o promowaniu bramkarzy wydaje się bezzasadne. Tomas Mejias od kilku lat gra w drużynach młodzieżowych „La Seleccion” i pewnie rychło postara się o zmianę klubu. Antonio Adan poczeka na odejście Dudka i spróbuje się w roli zmiennika „świętego Ikera”. W obronie brakuje talentów czystej wody, chociaż wydaje się, że potencjał Nacho i Juanfrana jest bardzo duży. Na dzisiejszy mecz ze Standardem Liege powołany został Juanan. To jego pierwszy kontakt z pierwszą drużyną. Hiszpan ma już 23 lata, więc wielkiej gwiazdy już z niego nie będzie. Jeszcze niedawno postrzegani jako ewentualne wzmocnienia Realu, Marcos Alonso i Daniel Opare nie są już graczami „Królewskich”, odeszli za małe pieniądze, by pokazać, że potrafią kopać piłkę. W pomocy „Los Blancos” mamy kilka diamentów. Przede wszystkim Pablo Sarabię, który oparł się kuszeniom Wengera i pozostał w Madrycie. Na razie Mourinho nie zainteresował się jakoś szczególnie jego usługami, jednak kwestią czasu wydają się pierwsze powołania na pojedyncze mecze „Los Merengues”. Młodszy od Sarabii i co najmniej równie utalentowany jest Kamal. Na razie zawieszony jest pomiędzy Juvenilem A a Castillą, ale w ciągu roku powinien przeskoczyć do bezpośredniego zaplecza „Królewskich”. W ataku gra piłkarz, który – nie ukrywam – jest moim faworytem do dołączenia na stałe do pierwszej drużyny. Alvaro Morata ma 17 lat i wielki talent, który dostrzegł już Jose Mourinho, powołując Hiszpana na mecze w USA. Kibice Realu w ankiecie zamieszczonej na stronie internetowej dziennika „Marca” zdecydowanie wskazali, ze to młody wychowanek ma być trzecim napastnikiem drużyny. Trener nie odrzuca takiej opcji i co i rusz chwali młodego snajpera. Ale Alvaro ma poważną konkurencję w osobie Juanlu, który dołączył do drużyny niedawno i od razu zaczął strzelać masę goli. A w kolejce czeka już 16-letni Jese Rodriguez, ulubieniec drugiego trenera Realu, Aitora Karanki.










