W Kraju Basków od dawien dawna królował tylko jeden zespół – Athletic. Klub, który jako jeden z zaledwie trzech nigdy z Primera Division nie spadł. Obecnie ekipie z San Mames bliżej jednak właśnie do spadku aniżeli walki o europejskie puchary. Te w tym sezonie zarezerwowane są dla Realu Sociedad San Sebastian.

Pojedynek minionej kolejki pomiędzy Atletico Madryt a Realem Sociedad jawił się nam jako najciekawsze wydarzenie weekendu. Miało to być swego rodzaju wytchnienie od ciągłych zachwytów nad meczami Realu Madryt i Barcelony. I tak też było, bo choć na Vicente Calderon nie oglądaliśmy meczu spod znaku zatrzymujących akcję serca, to konsekwencje tego spotkania są szalenie istotne. Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że UEFA zamierza wykluczyć Malagę z przyszłorocznych startów w europejskich pucharach, to właśnie ekipa z San Sebastian, która – cokolwiek by powiedzieć – dość zaskakująco zdobyła madrycką twierdzę, znajduje się obecnie w strefie Ligi Mistrzów. Podopieczni Philippe’a Montaniera zajmują piąte miejsce z takim samym dorobkiem punktowym co czwarta Malaga. Baskowie zdobyli w obecnych rozgrywkach już 44 punkty – trzy oczka mniej niż w całym poprzednim sezonie ligowym. A do rozegrania zostało jeszcze przecież jedenaście meczów.
Piotr Laboga, dziennikarz stacji Canal+ zajmujący się ligą hiszpańską, mówił nam nie tak dawno: „Philippe Montanier nie wykorzystuje pełni potencjału Realu Sociedad”. Czyżby? Jak już wspominałem, w minioną niedzielę nie byliśmy świadkami wielkiego meczu na Vicente Calderon. Atletico stworzyło sobie masę bardzo dobrych okazji, ale nie potrafiło ich wykorzystać. Albo dobrze bronił Bravo, albo (bardzo) dobrze interweniowali obrońcy, albo po prostu brakowało szczęścia. W tym meczu widoczny był jednak pewien charakterystyczny styl zespołu z Kraju Basków, który nie jest zależny od jednego czy dwóch graczy. Montanier ma jedną wielką drużynę. Czy to on ją stworzył? Czy to dzięki niemu drużyna grająca jeszcze trzy lata temu w Segunda Division bije się teraz o Ligę Mistrzów? O francuskim trenerze na Półwyspie Iberyjskim nie jest głośno, bo on sam o ten rozgłos się nie dopomina. Twierdzenie jednak, że nie wykorzystuje pełni potencjału Realu Sociedad, jest chyba błędem.

Kiedy Montanier objął drużynę w sezonie 2011/2012 z marszu zapewnił jej spokojne utrzymanie i dwunaste miejsce w lidze – najlepsze od dziewięciu lat, kiedy to Baskowie zdobywali w Hiszpanii wicemistrzostwo kraju. Dalecy jesteśmy oczywiście od ferowania wyroków, że powraca zespół z lat 80., w których dwa razy z rzędu zdobywał – jedyne jak dotąd – tytuły mistrzowskie. Wydaje się jednak, że Francuz wie, co robi i robi to dobrze. Potrafił wykrzesać ze swoich podopiecznych wszystko co najlepsze. „Erreala” nie należy do zespołów, które mają jasno określony schemat gry. Momentami wygląda to wręcz tak, jakby zespół z Estadio Anoeta dostosowywał się do warunków boiskowych i dyspozycji swojego rywala. Tak było w meczu z Atletico, które przeżywało prawdziwe katusze.












