Stało się. Podopieczni Vicente del Bosque przegrali drugi mecz na mundialu i kończą marzenia o obronie tytułu już w fazie grupowej. Jedyne, co teraz pozostało, to szukanie winnych tego stanu rzeczy oraz odpowiedzi na pytanie, czy przypadkiem coś już się nie wypaliło.
Miłe złego początki
Czas przygotowań do najważniejszej imprezy tego roku Hiszpanie mogli uznać za udany i nic nie zwiastowało zbliżającej się katastrofy. Przeciwnicy,w postaci Boliwii i Salvadoru, nie byli co prawda nazbyt miarodajni, ale podwójne zwycięstwo po 2:0 pozwalało myśleć, że znów będzie dobrze. Pojawiały się głosy krytyczne, napływające z różnych redakcji sportowych, ale te z wewnątrz reprezentacji starały się wszystkich uspokoić i zapewniały, że na turnieju z każdym meczem będzie coraz lepiej. Sam trener dumnie kierował słowa o świetnej atmosferze w zespole, mówiąc, że jest „ona ważniejsza niż setki jednostek treningowych”.
Klęska goni klęskę
Stało się jednak inaczej. Mimo górnolotnych tytułów w prasie hiszpańskiej przed meczem z Holandią już od pierwszych minut starcia z „Oranje” było jasne, że coś jest nie tak. Reprezentacja była ospała, wymieniała tysiące bezproduktywnych podań, z których zupełnie nic nie wynikało. Naprawdę bardzo trudno było uwierzyć w to, jak niewiele szumu robiła linia pomocy, składająca się Xaviego, Iniesty i Silvy. Prawdziwy koszmar dział się jednak w blokach obronnych, których każde dotknięcie piłki zwiastowało katastrofę. Efekt nie mógł być inny jak klęska z kadrą prowadzoną przez Luisa van Gaala. Najsmutniejsze było to, że jedyna bramka, która padła dla Hiszpanów w tym meczu, to trafienie z rzutu karnego, którego zdaniem wielu nie powinno być.
Starciem o być albo nie być miał być pojedynek z reprezentacją Chile. Prasa w Hiszpanii nie miała wątpliwości, że piłkarze zrobią swoje i przedłużą swoje szanse na awans do dalszej rundy. „Jedna misja – wygrać”, „Wygramy ten mecz” to tytuły z „Marki” oraz „AS-a”. Co się stało, każdy z Was widział. Drużyna zupełnie nie przypominała teamu, który jeszcze niedawno był postrachem całego piłkarskiego świata. Efekt nie mógł być inny – wracamy do domu.
https://twitter.com/czechuu2/status/479527981518696448
Za bardzo „barcelońscy”?
Co było wiec powodem takiego stanu rzeczy? Jerzy Engel, którego poprosiliśmy o komentarz, klucz do rozwiązania tej zagadki widział w trudnym sezonie, jaki mieli Hiszpanie. – Trzeba pamiętać, że piłkarze drugi rok z rzędu mieli bardzo wymagający sezon ligowy. Nie możemy zapomnieć, że do końca walczyli w europejskich pucharach. Być może pojawiło się już zmęczenie – powiedział trener, który wprowadził reprezentację Polski na turniej do Korei i Japonii.
Naszym zdaniem nie bez znaczenia był fakt, że były szkoleniowiec Realu Madryt oparł zespół na piłkarzach Barcelony, którzy mieli za sobą nie najlepszy sezon. Xavi, Pedro, Alba czy Pique nie potrafili porwać zespołu w meczach z Granadą, więc sporym ryzykiem było obarczanie ich taką odpowiedzialnością. Podobnie uważa trener Czesław Michniewicz: –










