Jak koniec dobrego przygodowego filmu zakończył się dzisiejszy mecz między Wisłą Kraków i FC Barceloną. W Krakowie podopieczni Macieja Skorży wygrali z trzecią drużyną Hiszpanii, jednak był to szczęśliwy koniec pierwszego etapu jakim była walka o Ligę Mistrzów. Teraz przyszła pora na etap II.

Jednak zanim Wisła zacznie walczyć o fazę grupową Pucharu UEFA, my kibice będziemy wspominać dzisiejszy dzień. Mistrz Polski przystępował do tego spotkania z dużym osłabieniem, bo bez Cantoro, Sobolewskiego i Głowackiego. Na całe szczęście trener Maciej Skorża potrafił tak poukładać zespół, że braku czołowych zawodników „Białej Gwiazdy” nie dało się odczuć. Od momentu, gdy Lubos Michel po raz pierwszy gwizdnął w tym spotkaniu, Wisła zaczęła odważnie atakować. Piłkarze z Krakowa wiedzieli, że po porażce 4:0 w Barcelonie nie mają nic do stracenia, a wręcz przeciwnie mogą wpisać się w pamięc kibiców. Gospodarze cały czas atakowali, a Barcelona spokojnie odbierała ataki i konstruowała swoje akcje. Podpieczni Pepe Guardioli wielokrotnie groźnie atakowali ale nie potrafili przełamać obrony Krakowa i zaczarowanej bramki Pawełka. Po zmianie stron nic praktycznie się nie zmieniło, Wisła atakowała a Barca się broniła i na odwrót. Gwiazdy z Camp Nou była coraz bardziej bezradne, a Wisła prezentowała prawdziwy europejski futbol. W 52 minucie przy Reymonta wszyscy oszaleli, brazylijczyk Cleber strzałem głową pokonał Victora Valdesa i nasza Wisła wyszła na prowadzenie, którego już nie oddała. Maciej Skorża stał się jedynym trenerem prowadzącym polski zespół, który pokonał wielką Barcę. Szkoda tylko, że Wisła żegna się z Ligą Mistrzów a nam pozostaje dopingować zespół w Pucharze UEFA.











