W ostatnim niedzielnym meczu dwunastej kolejki Primera Division Real Sociedad San Sebastian przegrał z Atletico Madryt 2:4. Ta wygrana była szczególnie ważna dla graczy z Madrytu, gdyż okazała się ich pierwszą w historii wygraną na Estadio Anoeta. Dodatkowo przerwała passę trzech przegranych meczów na wyjeździe.
Atletico Madryt nie przystępowało do tego meczu w roli faworyta – przegrało trzy ostatnie pojedynki na wyjeździe (kolejno: z Sevillą, Villarreal i Realem Madryt), ale tym razem przyszło mu zmierzyć się z teoretycznie słabszym rywalem, sąsiadującym w tabeli Realem Sociedad. Gospodarze występami właśnie przed własną publicznością zawdzięczają wysoką pozycję w lidze – jedynym zespołem, który zdołał wygrać na Anoeta, był w tym sezonie Real Madryt, a pokonane wyjeżdżały już ekipy Villarreal, Espanyolu, Deportivo i Racingu Santander. Dodatkowo Atletico jeszcze nigdy nie wygrało na otwartym w 1993 roku nowym stadionie w San Sebastian, a ostatnich siedem spotkań z niedzielnymi rywalami przegrało. Lekarstwem na tę niechlubną statystykę miała być postać Diego Forlana, który w ubiegłej kolejce przełamał serię dwunastu meczów bez gola.

Pojedynek zaczął się od wyrównanej gry, podczas której obie strony sondowały możliwości swojego przeciwnika tego wieczoru. Pierwszą groźną akcję stworzyli piłkarze gospodarzy, ale do dobrego prostopadłego podania najszybciej wybiegł De Gea i zażegnał niebezpieczeństwo. Kilka sekund później niebezpiecznie było pod drugą bramką – po zwinnej kontrze Sergio Aguero zdołał minąć bramkarza, ale naciskany przez obronę, pogubił się w dryblingu i wyjechał z piłką za linię końcową.
Minutę później było już 1:0. Na lewym skrzydle błysnął wysoko oceniany w tym sezonie Griezmann – 19-letni pomocnik zdołał znaleźć sobie miejsce między dwoma obrońcami Atleti i dośrodkował na piąty metr, gdzie wydawało się, że Joseba Llorente zostanie uprzedzony przez Ujfalusiego. Ten jednak potknął się w ostatnim momencie i pozwoliło to napastnikowi na zdobycie pierwszego gola w tym meczu. Za protesty po tej sytuacji żółtą kartką został ukarany czeski obrońca, który jednak pretensje powinien mieć tylko do siebie, a przy linii końcowej wściekły miotał się Quique Flores.
Kolejne minuty mijały nadal pod dyktando gospodarzy – w 17. minucie Xabi Prieto sprytną podcinką przerzucił piłkę nad linią defensywną, ale Llorente spóźnił się do futbolówki i De Gea zdołał ją wyłapać. Minutę później ten sam napastnik wystąpił w głównej roli. Jednak mimo iż zdołał sięgnąć po piłkę, to nie trafił nią w bardzo trudnej sytuacji w bramkę. Sędzia w tym momencie nie dostrzegł wyraźnego spalonego zawodnika Realu Sociedad.
W 22. minucie gospodarze powinni byli podwyższyć prowadzenie – spektakl jednego aktora rozgrywał Llorente, który znalazł się idealnie w sytuacji sam na sam z De Geą, ale trafił prosto w niego – nawet, gdyby udało mu się strzelić gola, sędzia liniowy niesłusznie pokazał pozycję spaloną napastnika.










