W ostatnim niedzielnym meczu dwunastej kolejki Primera Division Real Sociedad San Sebastian przegrał z Atletico Madryt 2:4. Ta wygrana była szczególnie ważna dla graczy z Madrytu, gdyż okazała się ich pierwszą w historii wygraną na Estadio Anoeta. Dodatkowo przerwała passę trzech przegranych meczów na wyjeździe.
Atletico Madryt nie przystępowało do tego meczu w roli faworyta – przegrało trzy ostatnie pojedynki na wyjeździe (kolejno: z Sevillą, Villarreal i Realem Madryt), ale tym razem przyszło mu zmierzyć się z teoretycznie słabszym rywalem, sąsiadującym w tabeli Realem Sociedad. Gospodarze występami właśnie przed własną publicznością zawdzięczają wysoką pozycję w lidze – jedynym zespołem, który zdołał wygrać na Anoeta, był w tym sezonie Real Madryt, a pokonane wyjeżdżały już ekipy Villarreal, Espanyolu, Deportivo i Racingu Santander. Dodatkowo Atletico jeszcze nigdy nie wygrało na otwartym w 1993 roku nowym stadionie w San Sebastian, a ostatnich siedem spotkań z niedzielnymi rywalami przegrało. Lekarstwem na tę niechlubną statystykę miała być postać Diego Forlana, który w ubiegłej kolejce przełamał serię dwunastu meczów bez gola.
Antoine Griezmann był wyróżniającym się zawodnikiem meczu z Atletico (fot. eitb.com)
Pojedynek zaczął się od wyrównanej gry, podczas której obie strony sondowały możliwości swojego przeciwnika tego wieczoru. Pierwszą groźną akcję stworzyli piłkarze gospodarzy, ale do dobrego prostopadłego podania najszybciej wybiegł De Gea i zażegnał niebezpieczeństwo. Kilka sekund później niebezpiecznie było pod drugą bramką – po zwinnej kontrze Sergio Aguero zdołał minąć bramkarza, ale naciskany przez obronę, pogubił się w dryblingu i wyjechał z piłką za linię końcową.
Minutę później było już 1:0. Na lewym skrzydle błysnął wysoko oceniany w tym sezonie Griezmann – 19-letni pomocnik zdołał znaleźć sobie miejsce między dwoma obrońcami Atleti i dośrodkował na piąty metr, gdzie wydawało się, że Joseba Llorente zostanie uprzedzony przez Ujfalusiego. Ten jednak potknął się w ostatnim momencie i pozwoliło to napastnikowi na zdobycie pierwszego gola w tym meczu. Za protesty po tej sytuacji żółtą kartką został ukarany czeski obrońca, który jednak pretensje powinien mieć tylko do siebie, a przy linii końcowej wściekły miotał się Quique Flores.
Kolejne minuty mijały nadal pod dyktando gospodarzy – w 17. minucie Xabi Prieto sprytną podcinką przerzucił piłkę nad linią defensywną, ale Llorente spóźnił się do futbolówki i De Gea zdołał ją wyłapać. Minutę później ten sam napastnik wystąpił w głównej roli. Jednak mimo iż zdołał sięgnąć po piłkę, to nie trafił nią w bardzo trudnej sytuacji w bramkę. Sędzia w tym momencie nie dostrzegł wyraźnego spalonego zawodnika Realu Sociedad.
W 22. minucie gospodarze powinni byli podwyższyć prowadzenie – spektakl jednego aktora rozgrywał Llorente, który znalazł się idealnie w sytuacji sam na sam z De Geą, ale trafił prosto w niego – nawet, gdyby udało mu się strzelić gola, sędzia liniowy niesłusznie pokazał pozycję spaloną napastnika.
W pierwszej połowie najlepszą sytuację Atletico miało w 24. minucie – Ujfalusi próbował zrewanżować się za straconego gola, ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego jego strzał głową złapał Claudio Bravo. W 35. minucie blisko był także Aguero, ale jego uderzenie zza pola karnego minimalnie minęło słupek. Minutę później na strzał zdecydował się Diego Forlan, ale przypominał on bardziej podanie. Trener „Rojiblancos”, Quique Flores, nie był w stanie ukryć rozgoryczenia, obserwując grę swoich podopiecznych.
Końcówka pierwszej połowy przyniosła ostrzał bramki Claudio Bravo, ale uderzenia Simao, Aguero, Tiago i Forlana nie przyniosły upragnionego wyrównania i do przerwy gospodarze prowadzili 1:0. Najaktywniejsi w obydwu ekipach byli napastnicy. W barwach „Txuri-urdin” – Joseba Llorente, który brał udział we wszystkich akcjach ofensywnych swojego zespołu, a w barwach Atletico – Kun Aguero, który jednak nie miał wsparcia w kolegach z zespołu.
Drugą połowę, podobnie jak pierwszą, lepiej rozpoczęli piłkarze Realu Sociedad. Po ładnym prostopadłym podaniu do piłki popędził Griezmann i zdołał oddać potężny strzał, ale prosto w De Geę. W odpowiedzi w 51. minucie zza pola karnego uderzył Forlan, ale jego uderzenie minęło o metr lewy słupek.
Przez kolejne minuty na boisku trwała wyrównana walka o każdą piłkę, a w tym czasie jedyną wartą uwagi akcją był kolejny niecelny strzał Forlana w 61. minucie. Chwilę później bohaterem mógł zostać Xabi Prieto, ale po dwójkowej akcji z Griezmannem rzut tego pierwszego poleciał wysoko nad bramką.
W 70. minucie Atletico udało się wyrównać, ale dopiero po bardzo kontrowersyjnej sytuacji – po rzucie rożnym obrońca gospodarzy Ansotegi trafił piłką w rękę Tiago. Sędzia jednak nie zdecydował się podyktować rzutu karnego, gdyż to zdarzenie wydarzyło się w obrębie pola karnego. Z natychmiastową kontrą wyruszyli goście. Jose Antonio Reyes popisał się długim podaniem do Sergio Aguero, który pięknym przyjęciem piłki zwiódł obrońcę i obsłużył podaniem swojego kolegę z ataku, Forlana, a ten trafił do bramki i doprowadził do wyrównania. Największe brawa za tę akcję dostał oczywiście Argentyńczyk, ale warto zwrócić także uwagę, że gol ten był winą sędziego – zamiast podyktować rzut karny, który mógłby zaowocować dwubramkowym prowadzeniem gospodarzy, puścił on grę a Urugwajczyk wykorzystał swoją szansę.
Po tej sytuacji mecz zdecydowanie się zaostrzył. Sędzia musiał upomnieć kilku graczy żółtymi kartkami, aby opanować sytuację na boisku. Nie przeszkodziło mu to jednak otrzymać bezdyskusyjny tytuł antybohatera walki. W 79. minucie Forlan podał na prawe skrzydło do Ujfalusiego, a ten odegrał do środka, gdzie idealnie znalazł się Kun Aguero i wepchnął piłkę do siatki – wszystko byłoby zgodnie z przepisami, gdyby nie fakt, że Argentyńczyk w momencie podania był na metrowym spalonym i po dwóch błędach sędziego piłkarze z San Sebastian przegrywali 1:2.
Jednak prawdziwy nokaut nadszedł trzy minuty później – w 82. minucie kolejnego gola zdobył Aguero, a wypracował mu go Diego Forlan, który oszukał bramkarza i odegrał do lepiej ustawionego kolegi. Ten zwodem położył jednego rozpaczliwie interweniującego obrońcę i uderzył w okienko opuszczonej bramki. Atletico w dziesięć minut strzeliło trzy gole i zupełnie nieoczekiwanie wyszło na dwubramkowe prowadzenie. Nie cieszyło się z niego długo, bo już trzy minuty później gospodarze zdobyli kontaktowego gola. Poważny błąd Simao wykorzystał Xabi Prieto, który odegrał do Diego Rivasa, a ten mocnym strzałem przy słupku nie dał szans De Gei. Trener Quique Flores zdecydował się na obronę i zdjął z boiska Aguero i Forlana, a na ich miejsce wprowadził defensywnych zawodników.
Blisko wyrównania w 88. minucie był Zurutuza, ale jego strzał przewrotką przeleciał nad poprzeczką. W ostatniej minucie, po kontrze w pole karne, przedarł się Jose Antonio Reyes, gdzie został brutalnie ścięty przez obrońcę gości, a rzut karny na gola zamienił Simao. Sędzia nie pozwolił już na wznowienie gry i po tym golu zakończył spotkanie. Mecz do samego końca trzymał w niesamowitym napięciu i mógł się podobać. Senny początek drugiej połowy nie zapowiadał zupełnie emocji, jakie przyniosły ostatnie minuty spotkania. Pomimo wielkiej walki, mecz zakończył się historycznym pierwszym w dziejach zwycięstwem Atletico na Estadio Anoeta.
W ostatnim niedzielnym meczu dwunastej kolejki Primera Division Real Sociedad San Sebastian przegrał z Atletico Madryt 2:4. Ta wygrana była szczególnie ważna dla graczy z Madrytu, gdyż okazała się ich pierwszą w historii wygraną na Estadio Anoeta. Dodatkowo przerwała passę trzech przegranych meczów na wyjeździe.
Atletico Madryt nie przystępowało do tego meczu w roli faworyta – przegrało trzy ostatnie pojedynki na wyjeździe (kolejno: z Sevillą, Villarreal i Realem Madryt), ale tym razem przyszło mu zmierzyć się z teoretycznie słabszym rywalem, sąsiadującym w tabeli Realem Sociedad. Gospodarze występami właśnie przed własną publicznością zawdzięczają wysoką pozycję w lidze – jedynym zespołem, który zdołał wygrać na Anoeta, był w tym sezonie Real Madryt, a pokonane wyjeżdżały już ekipy Villarreal, Espanyolu, Deportivo i Racingu Santander. Dodatkowo Atletico jeszcze nigdy nie wygrało na otwartym w 1993 roku nowym stadionie w San Sebastian, a ostatnich siedem spotkań z niedzielnymi rywalami przegrało. Lekarstwem na tę niechlubną statystykę miała być postać Diego Forlana, który w ubiegłej kolejce przełamał serię dwunastu meczów bez gola.
Antoine Griezmann był wyróżniającym się zawodnikiem meczu z Atletico (fot. eitb.com)
Pojedynek zaczął się od wyrównanej gry, podczas której obie strony sondowały możliwości swojego przeciwnika tego wieczoru. Pierwszą groźną akcję stworzyli piłkarze gospodarzy, ale do dobrego prostopadłego podania najszybciej wybiegł De Gea i zażegnał niebezpieczeństwo. Kilka sekund później niebezpiecznie było pod drugą bramką – po zwinnej kontrze Sergio Aguero zdołał minąć bramkarza, ale naciskany przez obronę, pogubił się w dryblingu i wyjechał z piłką za linię końcową.
Minutę później było już 1:0. Na lewym skrzydle błysnął wysoko oceniany w tym sezonie Griezmann – 19-letni pomocnik zdołał znaleźć sobie miejsce między dwoma obrońcami Atleti i dośrodkował na piąty metr, gdzie wydawało się, że Joseba Llorente zostanie uprzedzony przez Ujfalusiego. Ten jednak potknął się w ostatnim momencie i pozwoliło to napastnikowi na zdobycie pierwszego gola w tym meczu. Za protesty po tej sytuacji żółtą kartką został ukarany czeski obrońca, który jednak pretensje powinien mieć tylko do siebie, a przy linii końcowej wściekły miotał się Quique Flores.
Kolejne minuty mijały nadal pod dyktando gospodarzy – w 17. minucie Xabi Prieto sprytną podcinką przerzucił piłkę nad linią defensywną, ale Llorente spóźnił się do futbolówki i De Gea zdołał ją wyłapać. Minutę później ten sam napastnik wystąpił w głównej roli. Jednak mimo iż zdołał sięgnąć po piłkę, to nie trafił nią w bardzo trudnej sytuacji w bramkę. Sędzia w tym momencie nie dostrzegł wyraźnego spalonego zawodnika Realu Sociedad.
W 22. minucie gospodarze powinni byli podwyższyć prowadzenie – spektakl jednego aktora rozgrywał Llorente, który znalazł się idealnie w sytuacji sam na sam z De Geą, ale trafił prosto w niego – nawet, gdyby udało mu się strzelić gola, sędzia liniowy niesłusznie pokazał pozycję spaloną napastnika.
W pierwszej połowie najlepszą sytuację Atletico miało w 24. minucie – Ujfalusi próbował zrewanżować się za straconego gola, ale po dośrodkowaniu z rzutu rożnego jego strzał głową złapał Claudio Bravo. W 35. minucie blisko był także Aguero, ale jego uderzenie zza pola karnego minimalnie minęło słupek. Minutę później na strzał zdecydował się Diego Forlan, ale przypominał on bardziej podanie. Trener „Rojiblancos”, Quique Flores, nie był w stanie ukryć rozgoryczenia, obserwując grę swoich podopiecznych.
Końcówka pierwszej połowy przyniosła ostrzał bramki Claudio Bravo, ale uderzenia Simao, Aguero, Tiago i Forlana nie przyniosły upragnionego wyrównania i do przerwy gospodarze prowadzili 1:0. Najaktywniejsi w obydwu ekipach byli napastnicy. W barwach „Txuri-urdin” – Joseba Llorente, który brał udział we wszystkich akcjach ofensywnych swojego zespołu, a w barwach Atletico – Kun Aguero, który jednak nie miał wsparcia w kolegach z zespołu.
Drugą połowę, podobnie jak pierwszą, lepiej rozpoczęli piłkarze Realu Sociedad. Po ładnym prostopadłym podaniu do piłki popędził Griezmann i zdołał oddać potężny strzał, ale prosto w De Geę. W odpowiedzi w 51. minucie zza pola karnego uderzył Forlan, ale jego uderzenie minęło o metr lewy słupek.
Przez kolejne minuty na boisku trwała wyrównana walka o każdą piłkę, a w tym czasie jedyną wartą uwagi akcją był kolejny niecelny strzał Forlana w 61. minucie. Chwilę później bohaterem mógł zostać Xabi Prieto, ale po dwójkowej akcji z Griezmannem rzut tego pierwszego poleciał wysoko nad bramką.
W 70. minucie Atletico udało się wyrównać, ale dopiero po bardzo kontrowersyjnej sytuacji – po rzucie rożnym obrońca gospodarzy Ansotegi trafił piłką w rękę Tiago. Sędzia jednak nie zdecydował się podyktować rzutu karnego, gdyż to zdarzenie wydarzyło się w obrębie pola karnego. Z natychmiastową kontrą wyruszyli goście. Jose Antonio Reyes popisał się długim podaniem do Sergio Aguero, który pięknym przyjęciem piłki zwiódł obrońcę i obsłużył podaniem swojego kolegę z ataku, Forlana, a ten trafił do bramki i doprowadził do wyrównania. Największe brawa za tę akcję dostał oczywiście Argentyńczyk, ale warto zwrócić także uwagę, że gol ten był winą sędziego – zamiast podyktować rzut karny, który mógłby zaowocować dwubramkowym prowadzeniem gospodarzy, puścił on grę a Urugwajczyk wykorzystał swoją szansę.
Po tej sytuacji mecz zdecydowanie się zaostrzył. Sędzia musiał upomnieć kilku graczy żółtymi kartkami, aby opanować sytuację na boisku. Nie przeszkodziło mu to jednak otrzymać bezdyskusyjny tytuł antybohatera walki. W 79. minucie Forlan podał na prawe skrzydło do Ujfalusiego, a ten odegrał do środka, gdzie idealnie znalazł się Kun Aguero i wepchnął piłkę do siatki – wszystko byłoby zgodnie z przepisami, gdyby nie fakt, że Argentyńczyk w momencie podania był na metrowym spalonym i po dwóch błędach sędziego piłkarze z San Sebastian przegrywali 1:2.
Jednak prawdziwy nokaut nadszedł trzy minuty później – w 82. minucie kolejnego gola zdobył Aguero, a wypracował mu go Diego Forlan, który oszukał bramkarza i odegrał do lepiej ustawionego kolegi. Ten zwodem położył jednego rozpaczliwie interweniującego obrońcę i uderzył w okienko opuszczonej bramki. Atletico w dziesięć minut strzeliło trzy gole i zupełnie nieoczekiwanie wyszło na dwubramkowe prowadzenie. Nie cieszyło się z niego długo, bo już trzy minuty później gospodarze zdobyli kontaktowego gola. Poważny błąd Simao wykorzystał Xabi Prieto, który odegrał do Diego Rivasa, a ten mocnym strzałem przy słupku nie dał szans De Gei. Trener Quique Flores zdecydował się na obronę i zdjął z boiska Aguero i Forlana, a na ich miejsce wprowadził defensywnych zawodników.
Blisko wyrównania w 88. minucie był Zurutuza, ale jego strzał przewrotką przeleciał nad poprzeczką. W ostatniej minucie, po kontrze w pole karne, przedarł się Jose Antonio Reyes, gdzie został brutalnie ścięty przez obrońcę gości, a rzut karny na gola zamienił Simao. Sędzia nie pozwolił już na wznowienie gry i po tym golu zakończył spotkanie. Mecz do samego końca trzymał w niesamowitym napięciu i mógł się podobać. Senny początek drugiej połowy nie zapowiadał zupełnie emocji, jakie przyniosły ostatnie minuty spotkania. Pomimo wielkiej walki, mecz zakończył się historycznym pierwszym w dziejach zwycięstwem Atletico na Estadio Anoeta.