Już w czwartek poznański Lech zainauguruje rozgrywki grupowe Ligi Europy. Los chciał, że już w pierwszym spotkaniu mistrza Polski przetestuje zespół z najwyższej półki światowej. Poznaniacy w czwartkowy wieczór zmierzą się w Turynie z tamtejszym Juventusem.
Oczywiście murowanym faworytem będą gospodarze, ale nie wolno zapominać, że polskie kluby już kiedyś pokazały, jak należy grać z Juventusem. W 1980 roku w rozgrywkach Pucharu UEFA szlak wyznaczył Widzew Łódź, eliminując „Starą Damę” po rzutach karnych. Główną rolę odegrał wówczas Zbigniew Boniek, który dwa lata później już jako piłkarz Juventusu zatrzymał łodzian w półfinale Pucharu Mistrzów. Poza Widzewem jedynie zabrzański Górnik miał okazję rywalizować z „Juve”. Czternastokrotni mistrzowie Polski musieli jednak uznać wyższość ekipy z Turynu w rozgrywkach Pucharu UEFA po porażkach 0:1 i 2:4. Również inne czołowe włoskie kluby nieraz najadły się strachu w starciach z zespołami znad Wisły. Do historii przeszły już mecze Legii z Interem, w których o awansie Włochów raz decydowały bramki strzelone na wyjeździe, a innym razem do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka. Legia potrafiła też wyeliminować Sampdorię Genua, Wisła Kraków odprawiła z kwitkiem Parmę, a Górnik Zabrze potrafił wyrzucić za burtę Romę, co zaowocowało awansem do finału Pucharu Zdobywców Pucharów.

Forma Lecha jest daleka od oczekiwanej. Po pierwszych pięciu kolejkach poznaniacy zajmują siódmą lokatę w Ekstraklasie. Również w europejskich pucharach wyniki nie są do końca satysfakcjonujące, bo Sparta Praga była przeszkodą do przeskoczenia w walce o Ligę Mistrzów. Juventus również formą nie zachwyca. Po szokującej porażce z Bari na inaugurację sezonu „Stara Dama” zremisowała 3:3 z Sampdorią. Słabsza dyspozycja, która może wynikać z nie najlepszego przygotowania do sezonu, może być okazją dla Lecha na wywiezienie cennych punktów z Turynu.
Lech po raz kolejny nie wystąpi w najmocniejszym składzie. Do zespołu po dwumeczowym odpoczynku powraca Sławomir Peszko, ale kontuzje wyeliminowały z gry Tomasza Bandrowskiego i Jacka Kiełba. Trener Zieliński ma również spory problem z obsadą bramki. Co prawda zdrowy jest Krzysztof Kotorowski, ale narzekający na urazy Jasmin Burić i Grzegorz Kasprzik nie polecą do Turynu. W tej sytuacji na ławce będzie musiał zasiąść młody Gerard Bieszczad. Juventus też nie jest w komfortowej sytuacji. W zespole „Starej Damy” na pewno nie zobaczymy kontuzjowanych Amauriego i Armanda Traore. Ze względów proceduralnych nieobecni będą również Alberto Aquilani i Fabio Quagliarella.
Jeden piłkarz Lecha zna zespół Juventusu znacznie lepiej niż pozostali. Siergiej Kriwiec miał okazje występować przeciwko „Starej Damie” w Lidze Mistrzów i to z dużym powodzeniem. Białoruski BATE Borysow zremisował wówczas z „Juve” 2:2, a Kriwiec strzelił pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Teraz białoruski pomocnik chciałby powtórzyć ten wyczyn.












