W latach 1960-1972 mistrzostwa Europy rozwijały się w niezwykle szybkim tempie. Zupełnie jak maksymalnie zadbana roślina, która otrzymywała wszystko, czego potrzebuje, by rosnąć w najlepsze. Z czasem jednak zaczęło się wydawać, że roślina ta musi być karmiona jakimiś sterydami. Tak właśnie działało zainteresowanie kibiców na wzrost poziomu piłki nożnej w Europie na mistrzostwach Starego Kontynentu – jak sterydy na młodą roślinę.
Pierwsza część artykułu dostępna pod tym linkiem: Historia Euro – część 1
Na świecie wizję futbolu kreowała Brazylia. Mistrzowie świata w latach 1958, 1962 i 1970 wyznaczali kierunek rozwoju nowoczesnej piłki nożnej. Dominację tego państwa na świecie w 1966 roku przerwali Anglicy, którzy wówczas niechętnie uczestniczyli w jakichkolwiek turniejach, sądząc, że skoro to oni wymyślili tę dyscyplinę, to są najlepsi. Zwycięstwo w 1966 roku było jednak tylko wypadkiem przy pracy, na które znacząco wpłynęło miejsce rozgrywania turnieju. Jeśli do sukcesów Brazylii dodamy osiągnięcia Urugwaju, świetną postawę Argentyny i długą historię Copa America, to dojdziemy do wniosku, że Ameryka Południowa wyprzedzała w tym czasie Europę o dwie długości. Jednak w latach 70. piłkarze ze Starego Kontynentu najpierw doścignęli, a następnie uciekli Latynosom na całkiem sporą odległość. O takim stanie rzeczy zadecydowały sukcesy RFN-u, Holandii i Polski w mistrzostwach świata. Znaczący był również ogromny krok do przodu, jaki poczynił turniej o tytuł mistrza Europy.
W 1972 roku mistrzem Starego Kontynentu została reprezentacja RFN-u, dwa lata później potwierdziła ona swoją dominację w mistrzostwach świata. Wydawało się, że podopieczni Helmuta Schoena będą głównym faworytem do zwycięstwa mistrzostw w Jugosławii, szczególnie że przebrnęli oni przez fazę grupową bez żadnej porażki. Dobry występ zanotowała także Polska, która m.in. pokonała 4:1 wicemistrzów świata – Holendrów. W rewanżu „Oranje” pokonali jednak „Biało-czerwonych” 3:0 i zapewnili sobie tym samym awans do ćwierćfinałów. Ciekawostką jest fakt, że po raz pierwszy do ostatecznej czwórki nie dotarła drużyna ZSRR, która uległa w 1/4 finału Czechosłowakom. Jak się później okaże, będzie to początek poważniejszego kryzysu naszych ówczesnych wschodnich sąsiadów. Warto też zwrócić uwagę na reprezentację Anglii, a konkretnie na Malcolma Macdonalda. Napastnik Newcastle strzelił pięć goli w meczu grupy A z Cyprem, nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo podobne rzeczy już się zdarzały, ale Anglik trafiał wyłącznie po strzałach głową. Ciekawe, że poza meczem z Cyprem Macdonald tylko raz trafił do siatki w barwach Anglii. W ćwierćfinałach, w których o awansie decydowały dwa mecze, swoją siłę potwierdziła Holandia, gromiąc Belgów 5:0 i dopełniając formalności w meczu rewanżowym zwycięstwem 2:1. Awans do finałów zapewniły sobie też ekipy RFN-u (1:1 i 2:0 z Hiszpanią), Jugosławii (2:0 i 1:1 z Walią) i Czechosłowacji (2:0 i 2:2 z ZSRR).
Półfinały pokazały, że poziom w Europie jest bardzo wyrównany. W obu spotkaniach niezbędna była dogrywka, by wyłonić finalistów. Na początek niespodzianka – ekipa Holandii, z Johanem Cruyffem na czele, nie sprostała Czechosłowacji. Sędzia w tym spotkaniu pokazał aż trzy czerwone kartki, padły cztery gole (dwa w ciągu 90 minut), ostatecznie nasi południowi sąsiedzi zwyciężyli 3:1. Drugi mecz był chyba jeszcze bardziej dramatyczny. Jugosłowianie prowadzili po pierwszej połowie 2:0 z RFN-em, potem roztrwonili przewagę i regulaminowy czas gry zakończył się wynikiem remisowym (zdecydował gol Mullera w 82. minucie). W dogrywce niesamowity Dieter zdobył dwie bramki, gwarantując swojej drużynie udział w finale. W meczu o trzecie miejsce Holandia, również po dogrywce, zwyciężyła Jugosławię 3:2. Decydujący mecz potoczył się niemal identycznie jak półfinał. Czechosłowacy po golach Svehlika i Dobiasa prowadzili 2:0, bramkę kontaktową zdobył Muller, a w ostatniej minucie spotkania wyrównał Holzenbein. Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc czekaliśmy na rzuty karne. „Jedenastki” były wykonywane perfekcyjnie, aż do momentu uderzenia Hoenessa, który posłał piłkę nad poprzeczką. Strzał Panenki miał być więc decydujący. Piłkarz Bohemias Praga zaprezentował niezwykły sposób wykonywania rzutów karnych. Uderzył lekko, delikatnie podcinając piłkę, skierował ją w sam środek bramki, Maier spodziewał się, że ta poleci w róg i nie miał szans na udaną interwencję. Strzał Panenki dał Czechosłowakom mistrzostwo Europy.









