Ostatnia kolejka przyniosła tylko umocnienie starego porządku. Wygrała Barcelona, wygrał Real. Nawet to skazywane na porażkę Levante wygrało. Athletic chyba ostatecznie pożegnał kryzys.
Higuain jest napastnikiem
Cztery mecze – dwa w reprezentacji, dwa w barwach Realu – pokazały, czym różni się rasowy napastnik w wielkiej formie od Karima Benzemy. „El Pipita” tymi dziewięcioma bramkami największą przysługę zrobił sobie samemu. Forma przyszła w odpowiednim momencie. Jedyny rywal do walki o miejsce w składzie był kontuzjowany, drużyna słabowała, potrzebny był ktoś, kto weźmie na siebie ciężar zapewniania kompletu punktów. Higuain wrócił do wyjściowej jedenastki w wielkim stylu. Był jak bohater amerykańskich filmów, który pojawia się w momencie kulminacyjnym, by uratować wszystko i wszystkich.
Mourinho mówi, że Argentyńczyk i Francuz to piłkarze zupełnie inni, z inną charakterystyką, umiejętnościami, zaletami i wadami. Z pewnością ma racje. Napastnikiem jest Higuain, Benzema jest Benzemą. Jest świetnym zawodnikiem, błyskotliwym dryblerem, szalonym sprinterem, ale nie jest dobrym napastnikiem. Za często się cofa, za często biega po skrzydle i zdecydowanie za rzadko gra na linii spalonego. Jest doskonałym cofniętym snajperem, dobrze czuje się, mając przed sobą kogoś, komu można podać. Ale w Realu za często nie może liczyć na taki komfort – Madryt potrzebuje napastnika z prawdziwego znaczenia, kogoś, kogo szuka piłka, kogoś, kto nie ma problemów z presją i jest w stanie sam udźwignąć ciężar strzelania bramek. „El Pipita” właśnie taki jest.
Oczywiście forma Argentyńczyka kiedyś spadnie, skończą się hattricki, ale i tak będzie dobrze. Jeśli Mourinho czuje taką potrzebę, niech wypróbuje „doble nueve”, niech grają obaj, ale w końcu trzeba będzie podjąć decyzję, która jest aż nadto oczywista – zdrowy Higuain to pierwszy napastnik Realu Madryt.
Muniain jest gwiazdą
Rok temu Bask grał naprawdę dobrze. Na tyle dobrze, że pojawiły się głosy, że oto młokos przestał być młokosem, a stał się gwiazdorem pełną gębą. Większość ekspertów mówiła jednak, że warto poczekać, zobaczyć, czy to nie jeden dobry sezon, ostatnie podrygi złotego chłopca. Nowy trener, większa odpowiedzialność – legenda Muniaina mogła okazać się bardzo krucha.
W tym sezonie wszystko jest już jasne. Iker to najlepszy – obok tytanów: Llorente i Martineza – gracz Bilbao, prawdziwy lider, ktoś, kto potrafi wziąć na siebie ciężar gry. W meczu z Osasuną, bardzo ważnym ze względu psychologicznego, był najlepszy na boisku. Zdobył bramkę i nieustannie tworzył zagrożenie.
Powiem wprost: oczekuję, że Muniain załapie się do kadry Del Bosque na najbliższe mistrzostwa Europy. Hiszpanie zabiorą pewnie dwóch skrzydłowych. Jednym będzie Pedro, drugim powinien być Bask, który nie dość, że jest lepszy od Jesusa Navasa, to jeszcze bardzo młody, bardzo perspektywiczny i bardziej uniwersalny – może z powodzeniem grać w linii napadu, a nawet rozgrywać. Iker to przyszłość „La Seleccion”, ciągle ma tylko 18 lat, a na swoim koncie grubo ponad 50 ligowych meczów.










