Hercules Alicante rozgromił Atletico Madryt 4:1 w meczu zamykającym 18. kolejkę Primera Division. Gospodarze przewagę wypracowali już w pierwszej części spotkania, a w drugiej nie pozwolili rywalom na odrobienie strat, tracąc gola dopiero w samej końcówce, kiedy losy meczu były już rozstrzygnięte.
W tabeli obydwa zespoły przed tym spotkaniem dzieliła spora przepaść, jednak ciężko było wskazać faworyta tej rywalizacji – Hercules wygrał trzy ostatnie spotkania przed własną publicznością, odsyłając bez choćby punktu Real Sociedad, Levante i Malagę. Z kolei Atletico, jeśli nie chciało tracić kontaktu z prowadzącą czwórką i zapomnieć o rywalizacji w Lidze Mistrzów. Na niekorzyść drużyny Quique Floresa przemawiał fakt, że mieli za sobą zacięty pojedynek z Espanyolem w Pucharze Króla oraz fakt, że „Rojiblancos” nieraz zdarzało się lekceważyć teoretycznie słabszych rywali.

Niestety dla kibiców z Madrytu, ziściły się czarne przepowiednie i już w 9. minucie zespół gospodarzy wyszedł na prowadzenie, a Tote wręcz ośmieszył całą defensywę przyjezdnych. Wbiegł on odważnie w pole karne, okiwał po części przypadkowo Filipe i Domingueza i z bardzo ostrego kąta oddał strzał na bramkę De Gei. Ten także nie ustrzegł się błędu i odbita od niego piłka wpadła do siatki – 1:0! Jak się później okazało, nie był to koniec ośmieszania graczy z Madrytu tego wieczora.
Atletico próbowało wyrównać już w 19. minucie, po świetnym zagraniu Aguero do Felipe ten drugi oddał mocny strzał z linii pola karnego, ale świetną paradą popisał się Catayud i uratował swój zespół przed utratą gola. Swojego zespołu w 23. minucie nie uratował niestety De Gea – Diego Cortes odegrał przed polem karnym idealnie na nogę nadbiegającego Valdesa, a ten uderzył z prawie 20 metrów w samo okienko. Był to gol, który będzie mógł śmiało kandydować na bramkę kolejki, a przy tej bramce znowu zawiedli obrońcy – Filipe i Dominguez… zderzyli się ze sobą i otworzyli drogę do bramki dla Paragwajczyka.
Gole w pierwszej części spotkania padały bardzo cyklicznie, a pogrom w 32. minucie kontynuował Thomert, który po dośrodkowaniu Peny z lewej strony wybiegł przed Godina, idealnie wyskoczył w powietrze i strzałem głową z dziesięciu metrów uderzył na długi słupek bramki Atletico, a wyciągnięty jak struna De Gea nie był w stanie zapobiec utraty bramki i było już 3:0 – chyba nawet najbardziej optymistycznie nastawieni fani z Alicante nie spodziewali się takiego rezultatu. Kolejne dwie minuty mogły przynieść po golu dla Atletico i Herculesa, ale strzały Rubena Garcii i Abela Aguilara przeleciały nad bramkami. Defensywa Atletico wyglądała, jakby grała po raz pierwszy w tym sezonie – Hercules, jeśli już zrywał się do ataku, nie miał problemu z przedostaniem się pod samo pole karne gości.










