US Sassuolo to obecnie najmniejszy klub grający w Serie A. Przyjrzyjmy się, jak na stadionach włoskich gigantów radzi sobie kopciuszek z niespełna czterdziestotysięcznego miasteczka.
Sezon 2014/2015 to druga z rzędu ligowa odsłona, w której mamy możliwość oglądać zmagania tej drużyny w jednej z wiodących lig europejskich. Poprzedni sezon piłkarze grający na co dzień na Stadio Alberto Bragilia (stadion w Modenie, obiekt klubu, Stadio Enzo Ricci, nie spełnia wymagań licencyjnych) zakończyli na 17. pozycji. Z dziewięcioma zwycięstwami, siedmioma remisami oraz 22 porażkami wywalczyli 34 punkty. To pretendowało ich do dalszej gry w najbardziej prestiżowej włoskiej lidze. Czy w takim wypadku można mówić o sukcesie drużyny prowadzonej przez Alberto Maselaniego, czy może tylko o chwilowym przedłużeniu marzeń?
Biorąc pod uwagę, z jakimi potencjalnymi rywalami Sassuolo mierzy się na co dzień w Serie A, często zaskakujące wyniki tych spotkań oraz – na chwilę obecną – 12. pozycję w ligowej tabeli, skłaniałbym się jednak do użycia słowa „sukces”. Po szesnastu kolejkach panowie w czarno-zielonych trykotach tracą tylko jedno oczko do wyprzedzających ich o jedno miejsce piłkarzy reprezentujących barwy Interu Mediolan. Patrząc na pierwsze spotkanie tych drużyn w tym sezonie, wygrane aż 7:0 przez „Nerrazurich”, można było przypuszczać, iż oba zespoły będzie dzielić przepaść w rodzimej lidze.
Na chwilę obecną „Neroverdi” utrzymują równą dyspozycję, patrząc na bilans zwycięstw i porażek w rozegranych meczach. 4 to liczba określająca jedne i drugie, więc możemy mówić o zachowanym w tym względzie status quo. Inną sprawą są remisy, których piłkarze Sassuolo mają na koncie aż osiem. W tym te „zwycięskie” z ekipami Juventusu Turyn oraz AS Roma. Bo jak tu nie mówić o korzystnym wyniku dla tej drużyny, kiedy mierzy się z takimi gigantami.
Kolejne spotkanie w lidze to konfrontacja z przeciętnie radzącą sobie na tę chwilę ekipą AC Milan. W poprzednim sezonie obie załogi miały okazję trzykrotnie skonfrontować swoje umiejętności. Już pierwsze spotkanie tych drużyn, rozstrzygnięte na korzyść ówczesnego beniaminka Serie A, dało do zrozumienia, że zawodnicy Sassuolo nie przyjmą biernej postawy chłopców do bicia. Mecz wprawdzie rozgrywany był jako towarzyski (Tim Trophy), ale jego wynik, 2:1 na korzyść drużyny prowadzonej wówczas przez Eusebio Di Francesco, dawał przedsmak ligowej rywalizacji. A w lidze to ponownie US Sassuolo święciło trumf (4:3). Spotkanie rewanżowe skończyło się wynikiem 2:1 na rzecz „Rossonerich”. Patrząc więc zatem na bilans spotkań obu drużyn, możemy się spodziewać dobrego widowiska, w którym „mistrzowie remisów” z pewnością pokuszą się o niespodziankę.
Protoplastami „sukcesu” zespołu z prowincji Modena są bez wątpienia dwaj piłkarze wyróżniający się na tle czarno-zielonego kolektywu. Domenico Berardi oraz Simone Zaza to zawodnicy o ogromnym potencjale. Obaj grający na pozycji napastnika prezentują się na boiskach Serie A bardzo dobrze. Berardi, występujący na pozycji prawego napastnika, w poprzednim sezonie rozegrał 29 spotkań w Serie A, zdobywając w nich aż 16 goli (z czego sześć to wykorzystane „jedenastki”). Biorąc pod uwagę fakt, iż zawodnik ma dopiero 20 lat i wciąż się rozwija piłkarsko, jest to imponujący wynik. W obecnym sezonie lewonożny napastnik ma na swoim koncie pięć bramek zdobytych w lidze, oraz dwie strzelone w rozgrywkach włoskiego pucharu. Nie dziwi zatem fakt, iż piłkarz całkiem niedawno wyceniany na 75 tysięcy euro, dziś potencjalnego nabywcę kosztowałby już 15 milionów! Mimo doskonałej dyspozycji Juventus wciąż woli go wypożyczać, niż dać szansę u siebie.











