Jeszcze kilkanaście tygodni temu nazwisko Odegaarda pojawiało się na ustach wszystkich, a pomiędzy czołowymi klubami świata rozgrywała się walka o zakontraktowanie norweskiego „talentu stulecia”. Martin Odegaard wybrał Real Madryt i według hiszpańskiego „AS-a” bardzo szybko odbiła mu sodówka. Norweg nie chce trenować w drużynie rezerw, nie integruje się z kolegami z Castilli, którzy twierdzą, że Odegaard bardziej interesuje się przebywaniem obok Cristiano Ronaldo niż grą w filialnym klubie Realu.
16-letni Martin Odegaard pod koniec stycznia przeszedł z norweskiego Stromsgodset do Realu Madryt za 2,8 miliona euro. Zainteresowanie pomocnikiem wykazywał niemal każdy duży klub w Europie, jednak ostatecznie całą licytację i batalię o pozyskanie Norwega wygrali „Galacticos”. Duże kontrowersje wzbudziła kwota, jaką Odegaard będzie inkasował podczas swojego pobytu w Madrycie. W mediach mówiło się o 105 tysiącach euro tygodniowo, czyli więcej niż wielu zawodników pierwszej „11” w zespole Ancelottiego. Dodatkowo ojciec „talentu stulecia” miał zostać trenerem młodzieżowych drużyn „Królewskich”. Od razu nasuwa się pytanie – dokąd zmierza futbol, kiedy to płaci się norweskiemu dziecku z Drammen takie astronomiczne kwoty? Talentu Odegaardowi na pewno nie można odmówić, jednak tak czy siak, Real sprowadził do Madrytu kota w worku, który zamiast zostania gwiazdą światowego futbolu może okazać się drugim Freddym Adu.
Jak podaje hiszpański „AS”, Odegaard nie rozegrał ani minuty w dwóch ostatnich spotkaniach Realu Madryt Castilla, jednak jak się okazało, decyzja trenera rezerw Zinedine’a Zidane’a była słuszna. Bez Norwega na boisku rezerwy przerwały passę czterech porażek z rzędu i wygrały dwa spotkania, które Odegaard oglądał jedynie z wysokości ławki rezerwowych. Według madryckiego „AS-a” nikt w Realu nie wątpi w umiejętności „talentu stulecia”, ale w tej chwili Odegaard po prostu nie radzi sobie w trzeciej lidze hiszpańskiej – Segundzie B. To kolejny dowód na to, że decyzja o zakontraktowaniu Norwega przez „Królewskich” i zrobieniu z dzieciaka z Drammen milionera okazała się zbyt pochopna.
Odegaard wylądował na ławce drużyny rezerw, ponieważ na boisku zachowuje się, jakby grał na nim tylko on sam. Norweg nie potrafi przystosować się do stylu gry zespołu Zidane’a, a gdy pojawia się na murawie, jest kompletnie niewidoczny. Hiszpańska gazeta podaje również, że gdy Odegaard gra w meczu, można odnieść wrażenie, że Castilla ma na boisku tylko 10 zawodników. Podczas konstruowania akcji ofensywnych koledzy utalentowanego pomocnika nie podają mu piłki, ponieważ najzwyczajniej w świecie go nie widzą, a Norweg nie wychodzi im na pozycje. Z czego to wynika?












