Puchar Zatoki Perskiej, Puchar Zatoki Arabskiej, Puchar Państw Zatokowych albo po prostu Arabian Gulf Cup. Opisywany dzisiaj turniej ma wiele nazw – szczególnie w języku polskim. Z tego powodu „niedzielny” kibic może dostać bzika i zastanawiać się, czy to na pewno te same rozgrywki. Miłośnicy egzotyki przy okazji niedawno zakończonej edycji również mogli dostać bzika, dowiadując się, że będzie ona transmitowana w polskiej telewizji!
Niedawno zakończony turniej był 25. z serii Gulf Cup. Odbywa się on zazwyczaj co dwa lata i trzeba przyznać, że jak na rozgrywki organizowane przez państwa arabskie jest on zadziwiająco regularny. W historii tego pucharu nie było większych nieuzasadnionych przerw, czego nie można powiedzieć o innym turnieju rozgrywanym w tamtym regionie – Arab Cup. Nauczył on kibiców, że słowa wypowiadane w kwestii organizacji międzynarodowych rozgrywek często są jedynie pustymi zlepkami liter rzucanymi na wiatr. Na szczęście Gulf Cup jest inny.
Krótka lekcja geografii
W Pucharze Zatoki Perskiej – jak sama nazwa wskazuje – powinny brać udział te kraje, które leżą wzdłuż wspomnianej lokalizacji. Z poniższej grafiki wynika, że są to Iran, Irak, Kuwejt, Arabia Saudyjska, Bahrajn, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Oman. Jednak jak można się domyślić – w piłce nożnej teoria nie za każdym razem pokrywa się z praktyką.

W tegorocznej edycji Gulf Cup ze wszystkich wcześniej wymienionych państw zabrakło jedynie Iranu. Nie jest to jednak żaden pojedynczy przypadek. Kraj ten ani razu nie wystąpił w Pucharze Zatoki Perskiej. Wynika to z faktu trudnych stosunków międzynarodowych występujących między Iranem a resztą krajów arabskich leżących w tej krainie geograficznej.
Zamiast niego wystąpił Jemen, któremu odległościowo jest zdecydowanie bliżej do Afryki niż Zatoki Perskiej. Mimo tego od 2003 roku jest on regularnie zapraszany do rozgrywek. Czemu tak się dzieje? Kraje arabskie chciały jakoś uatrakcyjnić ten turniej, gdyż przez pierwsze szesnaście edycji był on rozgrywany w postaci jednej wielkiej fazy grupowej. Wówczas każda reprezentacja grała z każdą jedno spotkanie. Nie było fazy play-off ani wielkiego finału. Dołączenie Jemenu miało to zmienić.
Złe miłego początki
Żeby zrozumieć sens zapraszania do Gulf Cup drużyny, która nie leży przy Zatoce Perskiej, należy cofnąć się do roku 1990. Wtedy to kilka miesięcy po zakończeniu dziesiątej edycji rozgrywek Irak napadł zbrojnie na Kuwejt. Większość przywódców państw arabskich potępiało tę agresję i wspomagało zaatakowany kraj. Finalnie, po ośmiu miesiącach wojny, Kuwejt, z pomocą koalicji pod przywództwem USA, oswobodził się. Jednak represje – również te piłkarskie – które spadły na państwo agresora, trwały jeszcze bardzo długo.











