Greuther Fuerth jest bliskie pobicia rekordów należących dotychczas do Tasmanii Berlin. Niestety nie będzie to jednak powód do dumy. Beniaminek jest bowiem czerwoną latarnią Bundesligi, praktycznie już skazaną na spadek.
W 14. kolejce bieżącego sezonu „Listki Koniczyny” doznały kolejnej kompromitującej porażki. Tym razem pogromcą Greuther Fuerth okazał się być Bayer Leverkusen, który wygrał 7:1 między innymi dzięki czterem bramkom Patrika Schicka.
Tym samym zespól z północnej Bawarii poniósł swoją trzynastą porażkę w bieżącym sezonie. Swój jedyny punkt zdobył 21 sierpnia, czyli w drugiej kolejce rozgrywek. Na dodatek remis z Arminią Bielefield był możliwy głównie dzięki jej grze w osłabieniu po czerwonej kartce.
Pobiją Tasmanię?
Kibice w Niemczech zdążyli się już przyzwyczaić do seryjnych porażek beniaminka. Teraz mówi się więc w jego kontekście głównie o pobiciu najbardziej niechlubnych rekordów Bundesligi. Należą one wciąż do Tasmanii Berlin, która ustanowiła je w sezonie 1965/1966. A więc na długo przed ponownym zjednoczeniem Niemiec.
Był to jedyny sezon w historii Tasmanii, który spędziła właśnie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ostatecznie spadła ona do drugiej ligi, mając na koncie osiem punktów zdobytych dzięki dwóm zwycięstwom (przyznawano za nie wówczas dwa punkty) i czterem remisom. Bilans bramkowy drużyny z Berlina zamknął się na 15 golach zdobytych i 108 straconych.
Greuther Fuerth przegrywając jedenaście spotkań z rzędu, pobiło już zresztą jeden z rekordów Tasmanii. Z tego powodu jest też bliski przeskoczenia kolejnego z nich. Jeśli nie zdobędzie choćby punktu w żadnym ze spotkań do 20. kolejki, wówczas zaliczy osiem porażek z rzędu na własnym boisku.
W przypadku pozostałych rekordów trudno będzie pobić Tasmanię, choć jeszcze wszystko przed zawodnikami Greuther Fuerth. Wszak mogą oni jeszcze przegrać 31 spotkań z rzędu, wygrać mniej niż dwa czy przegrać więcej niż 28 meczów w sezonie. Do pobicia pozostaje też „poprawienie” bilansu bramkowego Tasmanii czy niezdobycie gola w więcej niż 22 meczach Bundesligi.
Greuther znaczy pech
Fani „Listków Koniczyny” mogą być spokojni tylko w jednym aspekcie. Otóż ich ulubieńcy w najbliższym czasie z pewnością nie znajdą się na dnie tabeli wszech czasów 1. Bundesligi. Tasmania w porównaniu do Greuther Fuerth spędziła w niej bowiem tylko jeden sezon, a raczej nie zanosi się na jej szybki powrót do elity.
Czy podopieczni Stefana Leitla nie są jednak przypadkiem największymi pechowcami w niemieckiej ekstraklasie? Prowadzony przez niego zespół kilka razy po prostu nie miał szczęścia albo miał kłopoty personalne. Te ostatnie najczęściej są związane z koronawirusem, ale również z kontuzjami i powołaniami do młodzieżowych reprezentacji Niemiec.










