Real Madryt wygrywa wszystko, Barcelona gra słabo na wyjeździe. Po dzisiejszym wieczorze obydwa te stwierdzenia trzeba zweryfikować. Mimo fatalnego początku, „Blaugrana” strzeliła trzy gole i wywiozła z Santiago Bernabeu tyleż samo punktów.
Mecz rozpoczął się tak, jak zapewne marzyli wszyscy madridistas: Barcelona tuż po pierwszym gwizdku wycofała piłkę do obrony, która zagrała jeszcze raz do tyłu, do Valdesa, a ten okrutnie pomylił się przy wykopie piłki. Trafiła ona pod nogi Di Marii, zagrywającego w pole karne. Po rykoszecie piłka wylądowała pod nogami Oezila, który uderzył zza pola karnego. Piłka ponownie otarła się od stoperów „Barcy”, tym razem spadła jednak pod nogi Benzemy, a ten bez problemów trafił do siatki! Niedługo potem goście mogli wyrównać za sprawą Messiego, który zabrał piłkę Ramosowi i w swoim stylu wpadł w pole karne. Strzał Argentyńczyka na długi słupek w mistrzowski sposób wybronił jednak Casillas.

W drugim kwadransie świetne okazje po mocnych strzałach z dystansu mieli Ronaldo i Xavi, ale zarówno po strzale Portugalczyka, jak i Hiszpana, piłkę wybijali golkiperzy. W 25. minucie najlepszy strzelec Realu miał szansę na podwyższenie rezultatu, ale nieatakowany przez nikogo na piętnastym metrze paskudnie przestrzelił. Po okresie, kiedy gospodarze nie pozwalali „Barcy” na swobodną wymianę piłki, nastąpiła chwila rozprężenia, goście z Katalonii coraz częściej grali swoje, choć do przedostania się z piłką pod pole karne „Los Merengues” było jeszcze daleko. Nie mogło zabraknąć ostrych fauli i głupich symulacji, w czym górowali gracze Realu (to, że to zdanie niektórych zdenerwuje, nie zmienia faktu, że tak było).
W 30. minucie po świetnym prostopadłym podaniu Messiego między stoperów wbiegł Alexis Sanchez i mimo ich asysty płasko uderzył na długi słupek. Nawet Iker Casillas nie był w stanie wybronić tak precyzyjnego strzału! 1:1 na Bernabeu! Po tej bramce Barcelona powoli zaczęła przejmować inicjatywę. Real nie pozostawał jednak dłużny, niesamowicie wysokim i agresywnym pressingiem naciskał graczy rywala. W 42. minucie Pepe najpierw wygonił Alexisa z pola karnego, a później nie omieszkał dać mu jeszcze małego kopniaka (choć raczej nie zamierzonego). Chwilę później Messi faulował Xabiego, a publiczność zgromadzona na Santiago Bernabeu domagała się za to kartki („La Pulga” dostał już jedną za dyskusję z arbitrem). Brak upomnienia wywołał spodziewaną reakcję u Jose Mourinho. Aplauz.
Na początku drugiej połowy Real miał po dwóch rzutach wolnych spod pola karnego okazje do powtórnego wyjścia na prowadzenie. Oba stałe fragmenty wykonywał Ronaldo: pierwszy z nich wylądował na barcelońskim murze, drugi, po zrobieniu ładnego koziołka, w rękach Valdesa. Chwilę później los oddał Barcelonie to, co zabrał jej w pierwszych minutach. Po świetnym wślizgu Pepe, niweczącym akcję Iniesty, piłka trafiła pod nogi Xaviego, który bez zastanowienia uderzył z około 25 metrów. Piłka po rykoszecie wpadła do siatki! 1:2 na Bernabeu! Podsumowując osiągnięcia rykoszetu, ma na koncie asystę dla Realu i bramkę dla Barcelony. Chwilę później znudzony Valdes postanowił znowu podać do zawodnika w białej koszulce, ale Benzema nie był w stanie skorzystać z prezentu. Pod drugą bramką było nie mniej ciekawie – przed drugim golem powstrzymał Sancheza chyba tylko wślizg Ramosa.











