Górnik Zabrze vs. Legia Warszawa – starcie, które wprawia w wielkie emocje i ogromne zainteresowanie. Tak było też w ich 162. starciu. Ten mecz nie okazał się hitem tylko na papierze. Wielki występ podopiecznych Michala Gasparika okraszony triumfem 3:1. Górnicy odnieśli pierwszą wygraną od czterech lat!
Zaskoczenie?
Górnik Zabrze wyszedł na spotkanie z Legią Warszawa z dwoma zmianami względem ubiegłego tygodnia. Do składu wrócił Rafał Janicki, a po lewym skrzydle poruszał się Maksym Khlan. Miał nosa trener gospodarzy, wpuszczając od pierwszej minuty ukraińskiego skrzydłowego. Jak przyznał się szkoleniowiec na pomeczowej konferencji, chciał mieć dwóch piłkarzy schodzących do środka, którzy będą dośrodkowywać na pole karne. Ten plan sprawdził się już w pierwszej połowie.
Legia Warszawa pozostawiła tylko Kacpra Tobiasza, porównując skład z czwartkowego wieczoru. Wszyscy gracze z pola zostali zmienieni lub można powiedzieć, że powrócił pierwszy garnitur. Michal Gasparik powiedział, że on wiedział, że piłkarze, zaczynający zmagania w Lidze Konferencji na ławce, rozpoczną niedzielne spotkanie. Trener Górnika Zabrze przeczuwał, że Edward Iordanescu dba o swoich piłkarzy przed jakże istotnym meczem ligowym.
Był jakiś plan?
Tak, Górnik Zabrze miał plan i jego założenia usłyszeliśmy na pomeczowej konferencji. Michal Gasparik opowiedział, że styl pierwszej bramki jest zasługą ciężkiej całotygodniowej pracy. Ousmane Sow zszedł z prawego skrzydła do lewej nogi i precyzyjnie wrzucił piłkę na Maksyma Khlania. Ukrainiec pokonał bramkarza gości po dokładnym strzale głową. Ta jedna sytuacja pokazuje, że zabrzanie mieli pomysł na tę rywalizację. Trener „Trójkolorowych” mówił wprost, że były gracz Lechii Gdańsk wystąpił w tym meczu, ponieważ chciał mieć skład ofensywny. Został poświęcony Matus Kmeť, który i tak dołożył swoje trzy grosze do ataku lidera tabeli.
W Legii Warszawa trudno wypunktować elementy, którymi chcieli postraszyć Marcela Łubika. Najbliżej jesteśmy stwierdzenia, że dośrodkowania miały wprawić w zakłopotanie obronę Górnika Zabrze. Plan może był, lecz jakość tych wrzutek pozostawia wiele do życzenia. Mileta Rajović, a później duet Duńczyka z nie miał z czego oddawać strzałów na bramkę. Próby odnalezienia partnera w polu karnym nie przyjęły się, bo piłki przelatywały z dala od napastników legionistów. Snajperzy ze stolicy byli wypuszczani w pojedynki, w których nie czują się najlepiej. Nie jest niczym komfortowym dla nich szukanie wolnych stref, gdzie można się pościgać.













