Pod koniec rundy jesiennej sezonu 2018/2019 drużyna Górnika była jednym z najpoważniejszych kandydatów do spadku, tuż obok Zagłębia Sosnowiec. Zabrzan uratowało zimowe okienko transferowe, a nieco głośniej zrobiło się o postaci Artura Płatka, dzięki któremu do klubu trafili tacy zawodnicy jak Gvilia i Sekulić.
Po świetnej wiośnie nadszedł czas na kolejne zmiany. Z drużyną pożegnał się zdecydowanie jeden z motorów napędowych Górnika, młody Szymon Żurkowski. Na domiar złego klub opuścił drugi filar drużyny Valeriane Gvilia, który w nie do końca jasnych okolicznościach wybrał wyjazd do Warszawy. Mimo próby załatania dziury powstałej po utracie ważnych dla Górnika piłkarzy po 12 kolejkach trzeba powiedzieć, że to nie do końca się udało.
Błogosławieństwo okienka zimowego
W styczniu tego roku do Zabrza przyjechało kilku naprawdę utalentowanych zawodników. Gvilia, Sekulić, Chudy to gracze, którzy bardzo szybko znaleźli swoje miejsce w pierwszym składzie. Z nową drużyną świetnie przywitał się wypożyczony Mateusz Matras, który w swoim debiucie strzelił dwie bramki.
Styczniowe okienko w wykonaniu Górnika, choć nie było perfekcyjne, okazało się wyjątkowo udane. Zabrzanie przestali gubić punkty, zostając tym samym jedną z najlepiej punktujących drużyn rundy wiosennej. Choć o utrzymanie walczyli niemalże do samego końca, odnowiony zespół grał jak z nut, ku uciesze kibiców i Marcina Brosza.
Górnik traci Gvilię, Suareza i Żurkowskiego. Przed zabrzanami ważne okienko transferowe
„Wszystko ma swój czas” – te słowa piosenki autorstwa Jacka Cygana idealnie pasują do tego, co z ekipą Górnika stało się po zakończeniu sezonu. Włodarze od początku sezonu głowili się nad tym, jak załatać dziurę, która powstanie po odejściu Żurkowskiego do Włoch. Polak pół sezonu spędził w Górniku na wypożyczeniu z Fiorentiny, przy okazji ucząc się języka i przygotowując do wyjazdu.
Szybko okazało się jednak, że odejście Szymona Żurkowskiego nie będzie jedyną bolesną stratą dla zabrzan. Do Warszawy udał się Valeriane Gvilia, który już od kwietnia miał negocjować z ekipą Legii, a o swoim wyjeździe nie poinformował nikogo, z kolegami z drużyny i sztabem żegnając się jedynie wiadomością SMS. Pustka, jaka powstała w środku pola po tych dwóch zawodnikach, okazała się nie do wypełnienia.
Niewypały letniego okienka
Włodarze klubu, trener, kibice – wszyscy wiedzieli, że przed Górnikiem niezwykle trudny okres. Przedłużono umowę z Marcinem Broszem, który w Zabrzu może liczyć na szczególne zaufanie. Kibice zaufali nie tylko jemu, lecz także Arturowi Płatkowi, który w lipcu i sierpniu zaczął do klubu sprowadzać kolejnych zawodników.
I tak do Górnika trafili m.in. Alasana Manneh, David Kopacz, Erik Bauza czy Filip Bainović. Pierwszy z nich to wychowanek FC Barcelona – tak, TEJ FC Barcelona, 26-krotnego mistrza Hiszpanii, FC Barcelona, która pochwalić się może jedną z najlepszych szkółek piłkarskich na świecie, o dumnie brzmiącej nazwie La Masia. To w tej szkółce wychowali się młody Pep Guardiola czy Leo Messi. Mimo to Manneh nie potrafi odnaleźć się na boiskach ekstraklasy, a jedyną bramkę dla drużyny z Zabrza strzelił w meczu III-ligowych rezerw.











