Gdyby porównać kadrę Górnika w dniu spadku z ekstraklasy z obecną – bylibyśmy zdziwieni ogromem zmian przeprowadzonych przez ostatni rok przez Marcina Brosza. Zabrzanie konsekwentnie stawiają na młodych zawodników i nie zmieni się to również po powrocie do najwyższej klasy rozgrywkowej.
14 maja ubiegłego roku. Ostatnia kolejka ligowych zmagań, w której o pozostanie w elicie walczyły Górnik Zabrze i Górnik Łęczna. Tym pierwszym utrzymanie dawał jeden scenariusz: ich zwycięstwo z Termalicą Bruk-Bet Niecieczą i porażka łęcznian ze Śląskiem Wrocław. WKS wygrał z drużyną Andrzeja Rybarskiego 3:2, ale Górnik Zabrze nie zdołał pokonać „Słoni” (1:1) i pożegnał się z ligą. Był to trzeci spadek z ekstraklasy w historii klubu. Po każdym z nich zespół momentalnie się podnosił i już w kolejnym sezonie ponownie walczył na boiskach z najlepszymi w kraju.
Sezon 2015/2016 należy zaliczyć do najgorszych w dziejach drużyny. Choć jeszcze kilkanaście miesięcy wcześniej nic nie zapowiadało gwałtownego upadku. W poprzednich rozgrywkach zespół zajął siódme miejsce w T-Mobile Ekstraklasie, choć na koniec zaliczył passę pięciu spotkań bez zwycięstwa. W klubie rezultat ten uznano za sukces, zapomniano o wzmocnieniach przed startem nowych zawodów. W trakcie sezonu atmosfera w szatni również była daleka od ideału, Jan Żurek nie panował nad zawodnikami, którzy prześmiewczo mówili „Co to za żurek, jak bez jaj”. Wymierny efekt dało odsunięcie od zespołu: Łukasza Madeja, Pawła Golańskiego i Macieja Korzyma. Obraz spadającej z ligi drużyny dopełnili kibice, którzy po meczu z Termalicą zwyzywali piłkarzy, zdarli z nich klubowe koszulki, a następnie zdemolowali stadion.
Roczna absencja w ekstraklasie
I tym razem Górnik w ekspresowym tempie podniósł się na nogi i już po roku zmagań na zapleczu ekstraklasy zdołał wywalczyć awans. Choć jeszcze w maju nikt w to nie wierzył. Ale po kolei. Po spadku zespół był w rozsypce. Z klubu odeszli kluczowi zawodnicy tacy, jak: Radosław Janukiewicz, Ken Kallaste, Paweł Golański, Roman Gergel, Łukasz Madej, Radosław Sobolewski czy Sebastian Steblecki. Pewne więc było, że drużyna wymaga budowy od zera. Działacze wyzwanie powierzyli trenerowi, który w przeszłości dawał sobie radę nawet z najbardziej nieprawdopodobnymi zadaniami, jak np. utrzymanie Korony Kielce w ekstraklasie w sezonie 2014/2015.
Naszym głównym celem jest odbudowa marki Górnik Zabrze, prestiżu klubu. Chcemy wspólnie to budować.
1 lipca 2016 roku drużynę objął nie kto inny jak Marcin Brosz. Pierwszym zadaniem było zjednanie szatni, przekonanie, że najbliższy sezon nie będzie stracony, stanie się początkiem nowego Górnika, który po krótkiej przerwie powróci do ekstraklasy.
– Naszym głównym celem jest odbudowa marki Górnik Zabrze, prestiżu klubu. Chcemy wspólnie to budować – powiedział podczas pierwszej konferencji prasowej w roli trenera zabrzan.
Brosz nie miał do dyspozycji graczy z poprzedniego sezonu, za to ściągnął do zespołu między innymi: przyszłego króla strzelców Nice 1. Ligi – Igora Angulo, napastnika Davida Ledecky’ego, obrońcę Daniego Suareza czy pomocnika Sandiego Arcona. Kilku zawodników z rezerw zostało przesuniętych do pierwszej drużyny, kilku wróciło z wypożyczeń. Początek sezonu nie należał do najlepszych – w dziesięciu spotkaniach zdobyli zaledwie dwanaście punktów i znajdowali się na 11. miejscu w tabeli. Potem wcale nie było lepiej, gdyż piłkarze grali w kratkę i utrzymywali miejsce w środku tabeli. Na początku maja, po 29 rozegranych kolejkach, Górnik zajmował dziewiąte miejsce ze stratą siedmiu punktów do drugiego Zagłębia Sosnowiec. Passa sześciu zwycięstw z rzędu dała nieprawdopodobny wręcz powrót zabrzan do ekstraklasy.











