Górnik Łęczna, czyli drużyna bez szczęścia


Na papierze całkiem solidna drużyna, której w rzeczywistości czegoś brakuje

24 sierpnia 2019 Górnik Łęczna, czyli drużyna bez szczęścia
Adam Starszyński / PressFocus

Ostatnimi czasy w Górniku Łęczna wiele się dzieje. Latem doszło do małej rewolucji kadrowej, w tym również do zmiany na stanowisku trenera, a przed rokiem nawet do zmiany prezesa. Kibice nie mają powodów by się nudzić, ponieważ zawsze coś się dzieje. Po ostatnim meczu z Widzewem, można zadać pytanie, w którą stronę drużyna ma zamiar podążać.


Udostępnij na Udostępnij na

W pewnym momencie było 2:0 dla drużyny gości. Górnik przyjechał do Łodzi i zaprezentował się z całkiem dobrej strony. Właściwie był zespołem lepszym, groźniejszym od faworytów, za których uważa się Widzew. Minęło jednak od tego meczu trochę czasu i wszystkie emocje opadły.

Górnik kolejny mecz zakończył wynikiem, który nie do końca powinien satysfakcjonować drużynę, bo przecież trzy punkty kolejny raz były tak blisko, a jak się okazało, znowu były tak daleko. Gdzie szukać lekarstwa na obecne problemy łęcznian i jak poprawić obecną sytuację, która co prawda nie jest specjalnie zła, ale do najlepszych też nie należy.

Zasłona dymna

Po meczu w Łodzi trener Kamil Kiereś nie ukrywał, że buduje nowy, młody zespół i tu nie do końca można zgodzić się ze szkoleniowcem, który od początku tego sezonu rozpoczął nowy projekt o nazwie Górnik Łęczna. Gdyby się tak przyjrzeć, w drużynie nie brakuje w ogóle piłkarzy ogranych na boiskach ekstraklasy, niebędących z pewnością młodzieżą.

Krzysztof Pulak

Od takich piłkarzy aż roi się w formacji obrony. Paweł Sasin, Tomasz Midzierski, Leandro, Donatas Nakrosius czy również Paweł Baranowski. Każdy z nich kiedyś grał na boiskach ekstraklasy i w przypadku większości z nich byli ważnymi ogniwami. Trudno nagle stwierdzić, że ich poziom nagle tak drastycznie spadł, że nowo budowany Górnik nie może ustabilizować gry, bo wprowadzana jest duża ilość młodzieży.

Sami wymienieni wystarczyliby do tego, by skonstruować solidne fundamenty w tyłach, choć rzeczywiście przyznać trzeba, że pozycja bramkarza zdecydowanie należy do rywalizacji pomiędzy młodzieżą bądź dokładniej mówiąc – zawodnikami mało ogranymi. Jednakże przy takich tyłach można bez większego ryzyka stawiać na przyszłość.

Rzeczywiście trener, mówiąc, że buduje drużynę w oparciu o młodzież, miał też dużo racji. Tej nie brakuje i w bramce, ale i pomocy i ataku również. Zaczynając jednak od drugiej linii, tu pojawiają się co prawda mniej znane nazwiska jak Karola Mackiewicza czy Krystiana Wójcika, ale już w ataku jest prawdziwa gwiazda drugoligowych boisk. Mowa tu o Pawle Wojciechowskim, człowieku który liznął futbolu w Hiszpanii, Holandii czy Białorusi.

Chwała za to trenerowi, że stawia na perspektywicznych piłkarzy, jednakże chcąc wywalczyć sobie awans bezpośredni bądź choćby przez baraże może korzystać również z zawodników mających setki spotkań w nogach, a może jednak trener stara się zrzucić z siebie niepotrzebną presję, mówiąc że stopniowo chce ten zespół po swojemu budować, tak by dopiero na wiosnę móc doskakiwać do gardeł rywali.

Czegoś brakuje

Wypowiedzi szkoleniowca tuż po meczu, który należy uznać jako hit kolejki II ligi, mogły być konsekwencją nerwów jakie spowodowało samo spotkanie. Szkoleniowiec nie krył niezadowolenia wobec pracy sędziów, choć bezpośrednio nie chciał zrzucać winy na nich z niepowodzeń drużyny.

A jak jest naprawdę? Czy sędziowie, rzeczywiście nie pomagają w wielu sytuacjach zespołowi z Lubelszczyzny? Właściwie nie do końca, po poprzednich spotkaniach ani trener, ani piłkarze nie narzekali na pracę arbitrów, cierpliwość skończyła się po meczu z Widzewem, w którym blisko było zdobycia trzech punktów.

Szkoleniowiec jednak nie ma klapek na oczach i widzi, że nie wszystko współgra tak jak powinno. Być może atak na sędziów spowodowany był nerwami, po straconych głupio nie pierwszy raz w tym sezonie punktach. Te również Górnik stracił w pojedynku z Elaną Toruń czy Górnikiem Polkowice, a więc beniaminkiem II ligi.

W starciu z tymi drugimi, łęcznianie będąc na prowadzeniu blisko godzinę dają sobie wpakować piłkę do bramki na około 15 minut przed końcem spotkania i to z zespołem, który bardziej doświadczony z pewnością nie jest. Z Widzewem również zespół mógł zachować się lepiej, rozsądniej, podobnie jak w przypadku meczu z Elaną Toruń, gdzie udało się powrócić do gry po szybkiej odpowiedzi na stratę drugiej bramki.

Wracajcie

Jednym z nazwisk jakie padło kilka linijek powyżej brzmiało Paweł Sasin. Piłkarz, który na poziomie II ligi mógłby wykładać młodszym odpowiednie zachowania gry w destrukcji. Niestety tego zawodnika w ostatnim czasie Górnikowi może po prostu brakować stąd też o wyniki może być nieco trudniej.

Zawodnik obecnie jest poza składem z powodu kontuzji, także jest to dość duże osłabienie ekipy z Lubelszczyzny. Kolejnym problemem jest również brak Karola Mackiewicza, czyli kolejnego zawodnika- weterana wśród pomocników Górnika. Ten rozegrał tylko jedno spotkanie w tym sezonie i to na inaugurację rozgrywek przeciwko Garbarni Kraków. Od tamtej pory bez byłego zawodnika Jagiellonii musi ustalać pierwszą jedenastkę trener Kamil Kiereś.

Powrót i jednego i drugiego byłby dużym wzmocnieniem i niewykluczone, że o zachowanie korzystnego wyniku byłoby łatwiej. Być może w starciach z Górnikiem Polkowice czy Widzewem, to właśnie owych panów brakowało.

Pobudka Wojciechowskiego

Silną bronią Górnika nie jest wyłącznie ich defensywa czy doświadczony szkoleniowiec, ale również napastnik – Paweł Wojciechowski, który w czasach młodości próbował sił w bardziej renomowanych ligach od polskiej. W obecnym sezonie jednak specjalnie się nie wybija ponad przeciętność.

Jego trzy gole w pięciu spotkaniach może i wyglądają na dość solidny wynik, to należy zauważyć że to piłkarz, od którego należy więcej wymagać. Swój wynik zresztą podkręcił o dwa trafienia właśnie z Widzewem, gdzie raz trafił w sytuacji sam na sam, a drugi raz na listę strzelców wpisał się po wykonaniu rzutu karnego.

Być może ostatnie stracie stanie się dla niego taką trampoliną do kolejnych trafień, bo tych należy się nie tylko co spodziewać, ale i wymagać. Wojciechowski jest jedynym snajperem w swoim zespole, dlatego też niejako zmuszony jest do tego, by ciągnąć wózek o nazwie Górnik Łęczna do przodu.

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski