Stało się! Górnik Łęczna po dwóch latach przerwy wraca na zaplecze ekstraklasy. Nie obyło się bez komplikacji, a styl gry zdecydowanie nie był porywający. Po przerwie spowodowanej pandemią podopieczni Kamila Kieresia włączyli jednak piąty bieg. Nie puścili go już do ostatniej kolejki. W przeciwieństwie do ich głównych rywali z Łodzi i Katowic, którzy regularnie gubili punkty na własne życzenie. Awans w pełni zasłużony.
Ostatnie dwa lata dla Górnika Łęczna były niezwykle dynamiczne. „Duma Lubelszczyzny” zakończyła sezon 2018/2019 na dziewiątym miejscu w ligowej tabeli, a w jego trakcie zespół zdążyło prowadzić czterech różnych szkoleniowców. To oznaczało, że najwyższa pora postawić na coś stałego. W myśl tego postanowienia zarząd klubu z Łęcznej zdecydował się zatrudnić doświadczonego Kamila Kieresia. Człowieka doświadczonego, który swój warsztat udoskonalał już w najwyższej klasie rozgrywkowej, gdzie kilka lat temu prowadził GKS Bełchatów.
Nową kampanię łęcznianie zaczęli jednak dość przeciętnie. Górnik w pierwszych pięciu kolejkach zgromadził na swoim koncie tylko sześć punktów. Potem wyniki jednak się pozytywnie ustabilizowały, co skutkowało stałym miejscem w czubie tabeli.
Prawdziwy wystrzał formy nastąpił natomiast trzy kolejki po przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa. Wówczas podopieczni Kamila Kieresia wygrali pięć ligowych spotkań z rzędu. Oczywiście pokłosiem tego było włączenie się do walki o mistrzostwo 2. ligi.
Co prawda w kolejnych tygodniach Górnik Łęczna nieco przystopował, ale większych konsekwencji to ostatecznie nie miało. Pierwsze miejsce na koniec sezonu zostało przez „Zielono-czarnych” przypieczętowane wczoraj w Legionowie. Tym samym Łęczna po dwóch latach przerwy wraca na zaplecze ekstraklasy.
Górnik Łęczna i jego maszynka do strzelania goli
Ogromny wkład w awans Górnika Łęczna do Fortuna 1. Ligi miał Paweł Wojciechowski. Można śmiało rzec, że 30-letni napastnik w zespole z Lubelszczyzny przeżywa swoją piłkarską drugą młodość. W minionym sezonie szesnastokrotnie wpisywał się on na listę strzelców. Lepsi pod tym względem byli od niego jedynie Michał Bednarski z Górnika Polkowice – 24 gole, Marcin Robak z Widzewa Łódź – 21 goli, a także Karol Czubak z Bytovii Bytów – 18 goli.
I można to oczywiście tłumaczyć tym, że Paweł Wojciechowski w swoim zespole jest nominalnym wykonawcą rzutów karnych, z których siedmiokrotnie wychodził zwycięsko. Ale po pierwsze, to również jest bardzo ważna umiejętność w piłkarskim rzemiośle. A po drugie, pozostaje jeszcze dziesięć bramek z gry.











