W konfrontacji dwóch zespołów z dolnej części tabeli lepszy GKS Bełchatów, który wygrał skromnie z Odrą Wodzisław 1:0.
Oba zespoły miały przed tą kolejką sześć punktów na koncie i oba potrzebowały zwycięstwa, jak powietrza. Odra ostatni raz sięgnęła po trzy punkty trzy kolejki temu, z kolei GKS tak złej passy nie notuje, ale miejsce w końcówce tabeli dla zespołu, który przed sezonem celował w jej górną połówkę, to prawdziwa tragedia. Nic dziwnego, że w kuluarach pojawiały się spekulacje, mówiące, iż w przypadku braku zwycięstwa z posadą trenera bełchatowian pożegna się Rafał Ulatowski.
Bełchatowianie szybko zdali sobie sprawę z powagi sytuacji i od pierwszej minuty narzucili Odrze swój styl gry. W 13. minucie w pole karne wszedł Maciej Korzym, jednym i prostym zwodem minął Moledo, strzelając mocno w światło bramki. Piłkę odbił co prawda Stachowiak, ale wobec dobitki Cetnarskiego był już bez szans. Prowadzenie nie uśpiło piłkarzy Ulatowskiego, którzy kontrolowali przebieg meczu, nie pozwalając Odrze rozwinąć skrzydeł. Sami też nie kwapili się do ataku, przez co większa część pierwszej połowy toczyła się w sennym tempie.
Ciekawsza, choć nadal mało atrakcyjna, była druga część spotkania. Ryszard Wieczorek wzmocnił siłę ataku Tomasem Radzineviciusem, co przełożyło się na aktywność wodzisławian w ofensywie. Znów „z wysokiego C” zaczęli jednak bełchatowianie. Ponownie Korzym znalazł się oko w oko z bramkarzem Odry, ale podobnie jak w pierwszej połowie pojedynek przegrał. W 66. minucie GKS miał podwójną szansę na zdobycie gola. Najpierw uderzał Cetnarski, co sprawiło nielada kłopoty Stachowiakowi, który odbił piłkę przed siebie. Przechwycił ją Cetnarski, ale tym razem golkiper gospodarzy spisał się na medal. Niedługo potem to Odra stworzyła sobie dwie sytuacje w przeciągu minuty. Z dystansu strzelał Kwiek, a piłkę na rzut rożny sparował Sapela. Po dośrodkowaniu z kornera zagotowało się w polu karnym GKS-u, ale ostatecznie piłkarze Ulatowskiego wyszli z sytuacji obronną ręką. Do końca meczu Odra próbowała atakować, ale robiła bardzo nieporadnie. Ich ofensywne poczynania nie przyniosły korzyści – wręcz przeciwnie. Pod koniec meczu z kontrą wyszedł GKS, Ujek znalazł się w sytuacji sam na sam ze Stachowiakiem, ale nie zdołał uderzyć na bramkę, bo wcześniej był nieprzepisowo zatrzymywany przez Kłosa, który w efekcie otrzymał czerwoną kartkę. Bełchatów wygrał zasłużenie, ale od tego zespołu wymaga się lepszej i ciekawszej gry.










