GKS Tychy zły po meczu ze Śląskiem Wrocław. Znów strata punktów z pozycji zespołu prowadzącego.


GKS Tychy przegrał ze Śląskiem Wrocław ale można znaleźć pozytywne elementy z tego spotkania.

30 sierpnia 2025 GKS Tychy zły po meczu ze Śląskiem Wrocław. Znów strata punktów z pozycji zespołu prowadzącego.
Łukasz Sobala

GKS Tychy przyjechał do Wrocławia po mizernym występie w poprzedniej kolejce. Zespół Artura Skowronka przegrał 0:1 ze Stalą Mielec ale bolał styl tej porażki. W meczu ze Śląskiem Wrocław obejrzeliśmy inną prezencję, która była przyjemniejsza dla oka. Trener ekipy ze Śląska może znaleźć plusy tej rywalizacji pomimo kolejnej porażki.


Udostępnij na Udostępnij na

Żarło żarło i się skończyło…

GKS Tychy wszedł bardzo dobrze w spotkanie ze Śląskiem Wrocław. Gospodarze byli w tarapatach, a goście starali się wyjść na prowadzenie. Zawodnicy Artura Skowronka prowadzili przez moment jednak po analizie VAR został odgwizdany spalony. Julianowi Keiblingerowi odebrano bramkę po precyzyjnym strzale z daleka. W pierwszej połowie Jakub Bieroński miał stuprocentową okazję na zdobycie gola ale Michał Szromnik popisał się cudowną interwencją. Po czterdziestu pięciu minutach widniał rezultat remisowy i piłkarze GKS-u Tychy mogli czuć się sfrustrowani takim przebiegiem meczu.

Druga odsłona miała odmienny przebieg. Zespół Ante Simundzy wybiegł na boisko z kompletnie innym nastawieniem. Przyjezdni byli zmuszeni do gry defensywnej i biegania za piłką. Atak równał się próbą kontratakowania lub stałymi fragmentami gry. Kiedy Śląsk Wrocław miał widoczną przewagę Mamin Sanyang wprawił wszystkich w osłupienie. Swoją indywidualną akcją wyprowadził cios, którym pogrążył obronę „zielono-biało-czerwonych”. Niestety to trafienie tylko nakręciło jeszcze mocniej podrażniony zespół słoweńskiego trenera.

Okiem trenera

Artur Skowronek opowiedział na konferencji prasowej o złości jaka panowała w szatni jego zespołu. GKS Tychy nie potrafił skontrolować meczu po objęciu prowadzenia. W rywalizacjach z Górnikiem Łęczna i Wisłą Kraków było podobnie. Maciek Stolarczyk i jego gracze w ostatnich minutach wyszarpali remis strzelając bramkę na 2:2. „Biała Gwiazda” przegrywała 0:1, aby uciec na 3:1. Ekipa czterdziestotrzylatka pokazała charakter i doprowadziła do wyrównania. Gdy punkty były trzymane w garści to drużyna Mariusza Jopa zadała ostateczne trafienie na 4:3.

Mecz we Wrocławiu jest trzecim meczem kiedy GKS Tychy stracił punkty. Atmosfera w szatni nie była najlepsza bo wszyscy widzieli, że to był dużo lepszy mecz niż przed tygodniem. Jednak skończyło się drugą porażką z rzędu.

Na czym bazować?

GKS Tychy ma bazę, którą muszą pielęgnować. Pierwsza część spotkania stała pod wyraźną kontrolą graczy Artura Skowronka. Widzieliśmy spokój w rozgrywaniu piłki oraz brak błędów przy wyprowadzaniu akcji pod naporem pressingu Śląska Wrocław. Michał Szpakowski i Jakub Bieroński byli dobrze dysponowani w środkowej linii. Zespół tworzył składne akcje w bocznych sektorach boiska. Nieuznana bramka Juliana Keiblingera mogła uwypuklić przewagę przyjezdnych. Goście próbowali zaskakiwać strzałami z daleka Michała Szromnika. Brakowało podkreślania swojej przewagi oddawanymi strzałami, a przede wszystkim golem. Statystyki nie oddają tego co działo się na Tarczyński Arena. Idealną sytuację miał kapitan zespołu, który wyprowadzony sam na sam z bramkarzem Śląsk przegrał pojedynek. Takie okazje muszą kończyć się bramkami. Nie ujmując nic Michałowi Szromnikowi ponieważ popisał się rewelacyjną interwencją.

Artur Skowronek przyznał, że wiedział, że Śląsk Wrocław nie zagra drugiej takiej samej połowy. Na to starał się przygotować swoich zawodników. Faktycznie miał rację bo Ante Simundza mógł być zadowolony jak jego zespół rósł w trakcie trwania meczu. Zmiany miały wpływ na przebieg tej rywalizacji. Mamin Sanyang zabawił się z obroną gospodarzy. Z Mariusza Malca i Serafina Szoty urządził sobie treningowe tyczki w ich polu karnym i dryblingiem wpadł przed Michała Szromnika. Nic do powiedzenia nie miał trzydziestodwuletni bramkarz w tej sytuacji. Gambijczyk wpisał się na listę strzelców zaledwie po siedmiu minutach obecności na placu gry. Na kontry trener GKS-u Tychy może liczyć w następnych spotkaniach.

Michał Stawarz

Czego zabrakło?

Napastnicy GKS Tychy nie mieli łatwego życia. Było sporo walki fizycznej z obrońcami WKS-u ale mało piłek, z których mogliby się żywić. Tu jest pole do poprawy. Artur Skowronek musi znaleźć receptę na odnajdywanie swoich snajperów. Maksymilian Stangret i Kacper Wełniak mają potencjał na zdobywanie goli lecz muszą mieć do tego sytuacje, których we Wrocławiu nie mieli.

Zabrakło zagrożeń ze stałych fragmentów gry. Miała to być broń do użycia ze Śląskiem Wrocław. Ta amunicja została przełożona na inny termin. Osiem rzutów rożnych i dwanaście rzutów wolnych ale mało konkretów. Ne ujrzeliśmy żadnego groźnego rozwiązania tych elementów piłkarskiego rzemiosła. Jakub Tecław ani razu nie został wyprowadzony na strzał zza pola karnego po stałym fragmencie gry wykonywanym z narożnika.

Jeden mecz może wszystko zmienić

Jedna kolejka może przetasować zmagania w Betclic 1.lidze. Ścisk jaki panuje jest olbrzymi. Piętnasta Odra Opole traci zaledwie trzy punkty do GKS-u Tychy, który zajmował czwarte miejsce przed startem 8.kolejki. Artur Skowronek chciał zakończyć tę część sezonu pozytywnym akcentem. Dwie porażki nie spowodowały oddalenia się od miejsc barażowych. To jest cel tego klubu. Poprzedni sezon zakończyli na siódmej pozycji. Oby z perspektywy tego zespołu nie zabrakło punktów, które tracą mając korzystny wynik. One mogą mieć kluczowy wpływ na koniec sezonu. Przerwa reprezentacyjna jest momentem na zregenerowanie sił i wzmocnienia morali u zawodników. Zobaczymy jak zaprezentuje się GKS Tychy za dwa tygodnie przeciwko Polonii Bytom. Czy zostaną wyciągnięte wnioski?

 

 

 

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze