Nigeria na kolanach. To Ghana zagra w wielkim finale Pucharu Narodów Afryki. Jednak trzeba zaznaczyć, że podopieczni Milovana Rajevacia niczym szczególnym nas nie zaskoczyli, a awans do finału był raczej wynikiem słabej gry Nigerii.
Brak w półfinale drużyny gospodarzy zniechęcił kibiców do zapełnienia stadionu w Luandzie. Niestety, brak porywającego dopingu udzielił się Ghańczykom oraz Nigeryjczykom. Początek spotkania był toczony w dość ospałym tempie. Oba zespoły bały się stracić bramkę. Strach bardziej sparaliżował „Superorłów”, bo to oni pierwsi musieli spuścić głowę. W 21. minucie z rzutu rożnego dośrodkowywał Kwadwo Asamoah, a w polu karnym najprzytomniej zachował się Gyan, który zdobył swoją trzecią bramkę w turnieju. Zadziwiająca przy tej sytuacji była bierność Nigeryjczyków, którzy nie zrobili dosłownie niczego, żeby powstrzymać napastnika Ghany. Dopiero co podopieczni Amodu Shaibu ocknęli się po stracie gola, a już „Czarne Gwiazdy” miały kolejną dobrą okazję. Z ponad 30 metrów uderzał Asamoah Gyan, a piłka minimalnie przeleciała nad poprzeczką.
W 27. minucie „Superorły” miały stuprocentową sytuację, która nie zakończyła się zdobyciem gola. Piłka po uderzeniu Odemwingie trafiła pod nogi Martinsa. Napastnik Wolfsburga, stając oko w oko z Kingsonem, uderzył w sposób tak przewidywalny, że golkiper Ghany pewnie obronił ten strzał. Nigeryjczycy po tej akcji uwierzyli w swoje umiejętności i do końca tej części spotkania niemal nie wychodzili z połowy rywali. W 40. minucie bliski szczęścia był Odemwingie, ale jego uderzenie głową okazało się niecelne. Tuż przed przerwą na strzał z dystansu zdecydował się Kaita, ale futbolówka tylko odbiła się od słupka, który podtrzymuje siatkę. Nigeria w pierwszej odsłonie była częściej przy piłce, oddała więcej strzałów. Jednak te statystyki były niczym w porównaniu z jednobramkowym prowadzeniem Ghany.
Druga część spotkania rozpoczęła się od ataków ze strony nigeryjskiej. Podopieczni Amodu Shaibu stworzyli sobie kilka niezłych sytuacji podbramkowych, ale piłka zatrzymywała się gdzieś w nogach rywali, bądź dopiero za bramką. Znakomitą okazję miał Martnis w 59. minucie. Świetnym prostopadłym podaniem popisał się Mikel, a gdy gracz mistrzów Niemiec stanął przed kolejną szansą, to znów ją zmarnował. Dobitka Obasiego powinna pozostać bez komentarza. Po chwili gracz Hoffenheim zdecydował się na zdecydował uderzenie z dystansu, ale piłka minimalnie minęła słupek Kingsona.
Pierwszy celny strzał w drugiej połowie Ghańczycy oddali w 65. minucie. Jednak piłkę po uderzeniu Badu bez kłopotu wyłapał Enyeama. Trener Nigeryjczyków postawił wszystko na jedną kartę i wprowadził do gry dwóch świeżych napastników – Victora Obinnę oraz Yakubu. Ghana czyhała jedynie na kontry. Kilkakrotnie „Czarne Gwiazdy” starały się kontratakować, ale te akcje były rozgrywane bardzo niedokładnie. Nigeria z kolei szukała swojej szansy, ale widać było, że męczące spotkanie z Zambią dało o sobie znać i „Superorły” po prostu nie miały siły. Na naganę zasługuje Martins, który nie wykorzystał kilku świetnych sytuacji.
Zatem Ghana zagra w wielkim finale. Wszystko dzięki duetowi Kwadwo – Gyan, który – podobnie jak w ćwierćfinale – dał awans „Czarnym Gwiazdom” do kolejnej rundy. To, co nie udało się przed dwoma laty, udało się tym razem. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że Ghana z poprzedniego Pucharu Narodów Afryki prezentowała się o niebo lepiej. Obecnie „Czarne Gwiazdy” grają bez polotu, ale paradoksalnie dzięki takiej grze mogą wywalczyć złoty medal.










