Barcelona pokonała na własnym terenie Malagę aż 4:1. Gole dla gospodarzy strzelali Puyol, Messi, Messi, a także Messi. Dla gości trafił Rondon. Mecz, mimo stosunkowo wysokiego i łatwego zwycięstwa gospodarzy, mógł się podobać.

Pep Guardiola nigdy nie słynął z lekceważenia rywali. Patrząc jednak na skład, jaki desygnował do gry przeciwko Maladze, trudno było nie odnieść wrażenia, że Katalończyk nie spodziewa się oporu ze strony przeciwników. Barcelona wybiegła ustawieniem bez defensywnego pomocnika i z aż pięcioma czysto ofensywnymi graczami. Andaluzyjczycy również nie zamierzali się bronić – Pellegrini postawił tylko na jednego pivota i aż trzech skrzydłowych.
Mecz zaczął się tak jak wszystkiego mecze Barcelony – od ataku Katalończyków. Na bramkę Kameniego już w 3. minucie strzelał stoper Malagi, Demichelis. Defensor, przekupiony zapewne, mierzonym strzałem wślizgiem próbował umieścić piłkę w siatce. Kameruński golkiper był jednak na posterunku. Później nieco zdezorientowani Andaluzyjczycy się uspokoili i zaczęli spokojnie konstruować akcje. Grający bez Busquetsa i Xaviego gospodarze nie byli w stanie zdominować środka pola, więc to właśnie tam, a nie pod polem karnym Malagi, najczęściej przebywała piłka. W 10. minucie ładna kontra gości zakończyła się odgwizdaniem rzutu wolnego na 18. metrze od bramki Pinto. Do futbolówki podeszli Cazorla i Duda. Uderzył ten drugi. Odchodząca piłka trafiła w słupek. Portugalczyk słynący z beckhamowsko precyzyjnych, dalekich podań mógł sprawić wielką niespodziankę. Gospodarze odpowiedzieli szybko. Trzy minuty później z 11. metra strzelał Cesc. Katalończyk zrobił to jednak tak lekko, jak się tylko dało. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. W 14. minucie po precyzyjnym dośrodkowaniu Iniesty futbolówkę w siatce umieścił Puyol, przy okazji celebracji informując świat, że zostanie tatusiem. Zazdrościmy. Głównie dziecku.
Gol załamał Malagę. Andaluzyjczycy przez dobrych pięć minut nie mogli wyjść z piłką z własnego pola karnego. Doskonale spisywał się Kameni, który kilka razy przytomnymi interwencjami ratował skórę kolegom. Dopiero w 24. minucie gościom po raz kolejny udało się przedostać w okolice bramki Pinto. Eliseu doszedł do pozycji strzeleckiej, ale uderzył tragicznie. Niespodziewanie, nie wiadomo dlaczego, chwilę później Malaga trafiła na 1:1. Zupełnie niegroźne wydawałoby się dośrodkowanie Jesusa Gameza jakoś dotarło do stojącego między Puyolem i Mascherano Rondona. A Wenezuelczyk po prostu trafił do siatki. Znów zaczął się mecz. W 31. spotkanie znów mogło się skończyć, ale Demichelis świetnie odczytał zamiary Messiego i nie pozwolił mu wyjść sam na sam z Kamenim. W 35. minucie ponownie na prowadzeniu była Barcelona. Gamez sfaulował Iniestę, sędzia podyktował rzut karny, którego na gola zamienił oczywiście Leo Messi. Późniejsze telewizyjne powtórki pokazały, że do przewinienia prawego obrońcy gości doszło przed polem szesnastu metrów. W 42. minucie po poważnym błędzie Jose Pinto dobrą okazję do doprowadzenia do wyrównania miał Duda. Strzał Portugalczyka ofiarnym wślizgiem zablokował Cesc. Niedługo potem sędzia Turienzo Alvarez zagwizdał po raz ostatni w pierwszej połowie.












