„Barca” przegrywa na Camp Nou z beniaminkiem, Malaga gromi, Madryt wygrywa jednym golem, a liderem jest Atletico. Niesłychanie ciekawa kolejka La Liga za nami.
Barcy pamięci żałobny rapsod
W sobotę, koło godziny dwudziestej, poprosiłem redakcyjnego kolegę, by wyjrzał przez okno i powiedział, czy nie pada deszcz żab. Zaprzeczył, ale zaraz dodał, że to by go wcale nie zdziwiło. Na całym świecie ludzie nadaremno wypatrywali płonących krzewów, orłów pożerających węże, chmar szarańczy i innych znaków wróżebnych.
A to tylko Barcelona przegrała z beniaminkiem.
Nie tylko przegrała, ona się skompromitowała, bo mistrzowi nie przystoi przegrać na własnym stadionie z drużyną, która do pierwszej ligi pasuje jak Leo Messi do roli bramkarza. Hercules, jak mitologiczny bohater, działał rozważnie. Najpierw schował się za bezpieczną zaporą obrony, przeczekał huraganowe ataki, by wyprowadzić kontrę, wykonać rzut wolny i strzelić gola. Potem znów podwójna garda, kontra i kolejna bramka.
Dla Drużyny z Alicante to jeden z najwspanialszych dni w historii. Esteban Vigo udowodnił, że przedmeczowe zapowiedzi nie były tylko pustymi słowami, a Nelson Valdez, że gra w beniaminku La Liga to nie zesłanie na granice świata, tylko możliwość odbudowania formy i wyrobienia sobie dobrej marki.
„Barca” pozostaje głównym kandydatem do mistrzowskiego tytułu, a Hercules do spadku, ale co z tego? Dawid nie tylko pobił Goliata, ale przez ponad godzinę pastwił się nad jego zwłokami.

Faja
W slangu młodzieżowym tym terminem określa się osobnika co i rusz popełniającego błędy, niezgrabnego, nieumiejącego się zachować. Taką, można powiedzieć, ofiarę losu. Gonzalo Higuain, który pseudonim „Fajka” odziedziczył po ojcu, niegdyś znakomitym obrońcy, Jorge Higuainie, postanowił zunifikować oba tytuły. Przy okazji wyszło na jaw, że Argentyńczyk nie lubi Niemców. Mesut Oezil dwoił się i troił, by napastnik strzelił gola, ale „Pipita” był nieubłagany. Nie umieścił piłki w siatce. Nie sprawiało mu problemu pudłowanie przy każdej okazji – z bliska, daleka, z prawej strony, z lewej strony…
Graczy formacji ofensywnych rozlicza się z namacalnych efektów bramkowych, ale trzeba przyznać, że poza koszmarną skutecznością, Gonzalo wydaje się dobrze przygotowany do sezonu. Kondycyjnie prezentuje się świetnie, pokazuje się do gry, po boisku porusza się bardzo inteligentnie.
Krytykując Higuaina, pamiętajmy, że Ronaldo i Benzema mają ten sam problem. Ronaldo usprawiedliwia to, że wrócił po kontuzji, a Benzemę to, że, no cóż, jest Benzemą.












