…czyli toporne widowisko w Białymstoku. Lechia Gdańsk pokonała gospodarzy 1:0. W meczu najbardziej godna zapamiętania jest fatalna pomyłka Ukaha, który pod koniec sprezentował bramkę piłkarzom Michała Probierza.
Już pierwsza akcja gości mogła przynieść im bramkę. Po dośrodkowaniu z prawej strony z piłką minął się jednak Grzelczak. Gdyby nie to, już po ośmiu sekundach mogło być 0:1. Potem sprawy w swoje ręce wzięli gospodarze, grający bardzo wysokim pressingiem. Akcje „Jagi” polegały głównie na przerzutach ze środka od Quintany do Plizgi, który próbował dośrodkowań do Balaja. Taktyka ta nie przynosiła zbyt dużego zagrożenia bramki Bąka. Z kolei motorami napędowymi gdańszczan byli Machaj i Deleu, który chciał chyba pokazać, że jego starania o polski paszport rzeczywiście mogą być związane z chęcią gry w reprezentacji naszego kraju. W 13. minucie ładną akcję Lechii i zgranie Wiśniewskiego próbował wykończyć wspomniany wcześniej Machaj, lecz jego strzał zablokowano. Obie ekipy próbowały strzałów z dystansu, najczęściej jednak trafiając w obrońców rywali.

W 18. minucie z połowy Lechii świetnie piłkę wyprowadził Machaj. Dośrodkowanie na długi słupek do Grzelczaka zmarnował jednak niedokładnym strzałem snajper gości. Z drugiej strony boiska minutę później ambitnie powalczył Pophadze, który dobiegł do piłki po wyłuskaniu jej wślizgiem, ale jego dośrodkowanie zakończyło się zablokowanym strzałem Waszkiewicza. Gospodarze grali dość twardo. Ofiarami byli Janicki czy Frankowski, jednak sędzia Marciniak nie przerywał gry. W 24. minucie idealną sytuację zmarnował Balaj. Pazdan rozegrał na skrzydło do Waszkiewicza, który wycofał do Plizgi, a jego dośrodkowanie odbił prosto pod nogi albańskiego napastnika Bąk. Balaj, będąc na piątym metrze od bramki… przestrzelił wysoko nad poprzeczką!
W 27. minucie świetną piłkę od Machaja dostał Grzelczak, ale że prawa noga służy mu głównie do trzymania pionu, nic z jego akcji nie wyszło. Dwie minuty później po rzucie wolnym dla „Jagi” zdecydowanie zbyt ostre wejście w bramkarza gości zaliczył Ukah, który chyba pozazdrościł Pazdanowi miana ligowego mistrza kung-fu. Na jego szczęście, sędzia spotkania zapatrzył się w Premier League i ukarał obrońcę gospodarzy jedynie żółtą kartką.
Zespołom nie można było odmówić zaangażowania, ale ponieważ oba nie zaliczają się do wirtuozów futbolu, widowisko porywało głównie twardą, choć nie brutalną grą. Wyjątkami w tej wizji pozostawali Machaj w zespole z Gdańska i Quintana, który od czasu do czasu czarował w środku pola, jednak nie potrafił przeprowadzić czy wypracować groźnej akcji ofensywnej. Pod koniec pierwszej połowy żółtko za ostre wejście w nogi Machaja zobaczył Tomasz Porębski. W ostatniej akcji pierwszej połowy rzut rożny wykonywała Lechia. Dogranie Machaja pięknym strzałem z powietrza piętką tyłem do bramki próbował wykończyć Zyska. Nieprawdopodobnym refleksem popisał się jednak Baran i na przerwę obie ekipy schodziły bez bramek.













