Gdyby w piłkę nożną grało się na biegowych nartach, prawdopodobnie dziś bylibyśmy świadkami pojedynku mistrzów i wicemistrzów świata. Jednak zupełnie poważnie i bez nart Norwegowie, a zwłaszcza Szwedzi potrafią kopać piłkę z sukcesami. Już dziś wieczorem czeka nas kolejna odsłona rywalizacji pomiędzy dwoma największymi skandynawskimi krajami. Szczególnej pikanterii temu pojedynkowi dodaje fakt, że obie drużyny po raz ostatni w meczu o punkty spotkały się… 42 lata temu.
Historia dla Szwedów
Historia rywalizacji w debrach Skandynawii sięga roku 1962, kiedy podobnie jak dziś pojedynek toczył się w ramach eliminacji do mistrzostw Europy. Pierwszy spotkanie pomiędzy sąsiadami zakończyło się triumfem Szwedów. I to właśnie oni mają zdecydowanie dodatni bilans we wszystkich 25 potyczkach z Norwegią. Dwanaście zwycięstw, osiem remisów i tylko pięć porażek stawia Szwedów w lepszym świetle w kontekście dzisiejszej rywalizacji. Jednak biorąc pod uwagę wyłącznie potyczki w XXI wieku, to Norwegowie mogą pochwalić się lepszą statystyką. Piłkarze z kraju wikingów w tym czasie dwukrotnie ograli rywali zza miedzy, a przegrali raz.
Co ciekawe, los od ponad czterech dekad nie skojarzył ze sobą obu drużyn w jakimkolwiek pojedynku o stawkę. Ostatnim takim meczem było spotkanie w 1977 roku, kiedy Norwegowie w ramach eliminacji do argentyńskiego mundialu w 1978 pokonali Szwedów 2:1. Spotkanie odbyło się na stadionie Ulleval w Oslo, a więc tam, gdzie dziś wieczorem obie reprezentacje spotkają się po raz 26. Fani Norwegów zapewne nie mieliby nic przeciwko powtórzeniu takiego rezultatu i zainkasowaniu pierwszych trzech punktów w trwających eliminacjach.
„Trzy Korony” na fali wznoszącej
Ostatnie dwa lata były dla Szwedów pasmem sukcesów. Baraże o mundial kosztem Holendrów, a następnie wyeliminowanie Włochów traktowano jako wielką niespodziankę. Jednak jak się okazało, to nie wszystko, na co było stać reprezentantów „Trzech Koron”. Mistrzostwa świata w Rosji zakończyli dopiero na ćwierćfinale, a w grupie w pokonanym polu zostawili broniących tytułu Niemców. Najlepszy od ćwierć wieku występ na mundialu to nie koniec dobrej passy piłkarzy prowadzonych przez Janne Andersona. Jesienią zdołali zwyciężyć swoją grupę Ligi Narodów, a w pokonanym polu zostawili Rosję i Turcję.
Klucz do sukcesu Szwedów leży w zrównoważonym zespole i dobrze funkcjonującej układance taktycznej, w której każdy gracz dobrze realizuje swoje zadania na boisku. Podstawowa jedenastka to mieszanka doświadczenia i młodości. Na środku defensywy obok 34-letniego kapitana Andreasa Granqvista zazwyczaj występuje niemal dziesięć lat młodszy Victor Lindelof. Jednak tym razem młody Szwed nie znalazł się w kadrze na spotkania z Rumunią i Norwegią, a spowodowane to było sprawami osobistymi. Obecnie największą gwiazdą kadry „Trzech Koron” jest pomocnik RB Lipsk Emil Forsberg. Niestety po kontuzji, której nabawił się jesienią, nie wrócił jeszcze do swojej najwyższej formy, co na pewno jest dobrą informacją dla Norwegów. To właśnie Forsberg był motorem napędowym Szwedów podczas rosyjskiego mundialu, dzięki czemu znaleźli się w gronie ośmiu najlepszych zespołów globu. Jego niedyspozycja, w połączeniu z brakiem Lindelofa czy kontuzjowanego Lustiga, który zszedł z boiska w pierwszej połowie meczu z Rumunią, może bardzo ułatwić zadanie norweskiemu zespołowi.










