Nie ma wątpliwości, że magia świąt jest wyjątkowa. Jednakże to, co wydarzyło się w Wigilię w 1914 roku na froncie I wojny światowej (wówczas nazywanej Wielką Wojną), wciąż budzi zdumienie wielu ludzi. Rozejm bożonarodzeniowy określa się jako cud, choć tak naprawdę był to zwykły ludzki odruch. Jedyny dobry gest w tym krwawym konflikcie.
„English soldiers, English soldiers! Merry Christmas!” – takie słowa mieli usłyszeć angielscy żołnierze od swoich niemieckich wrogów pod Ypres w Belgii 24 grudnia 1914 roku. Kompletnie skonsternowani Anglicy, wciąż trzymając broń przy sobie, niepewnie odpowiedzieli na pozdrowienia. Kiedy zorientowali się, że to nie podstęp, wyszli z ukrycia i wspólnie ze zwaśnioną stroną obchodzili święta Bożego Narodzenia. Według relacji samych zainteresowanych futbol również był ważną częścią pojednania brytyjsko-niemieckiego.
Sytuacja na froncie
Z niemieckiego planu wojny błyskawicznej, który zakładał, że uda się pokonać Francję w sześć tygodni, nic nie wyszło. Nieudana ofensywa Niemców na Paryż oznaczała, że szanse na zakończenie działań wojennych przed świętami są niewielkie. Papież Benedykt XV apelował do żołnierzy, żeby zaprzestali walk, przynajmniej na okres świąteczny. Prośba głowy Kościoła katolickiego nie została wysłuchana. Dowódcy wojsk zadbali o to, by nikomu nawet nie przyszło do głowy bratanie się z wrogiem. Zapowiedzieli, że jakiekolwiek próby rozejmu mogą skończyć się dla żołnierzy karą śmierci przez rozstrzelanie. Prawie wszyscy podporządkowali się rozkazom. No właśnie, prawie.
Okolice Ypres to miejsce szczególne dla Wielkiej Wojny. Doszło tam aż do czterech bitew. Pierwsza z nich nazywana jest Kindermord, czyli rzeź niewiniątek. W październiku 1914 roku niemiecka armia poniosła olbrzymie straty. Wpływ na to miał też fakt, że składała się ona głównie z młodych i niedoświadczonych żołnierzy. Co prawda w listopadzie 1914 roku pierwsza bitwa pod Ypres się zakończyła, ale żołnierze ze wszystkich stron pomału tracili nadzieję na to, że święta spędzą w domu. Późniejsze pojednanie jest niezwykłe również ze względu na to, jak wyglądała wówczas sytuacja na froncie i jak krwawy był to konflikt.
Prowokacja czy chęć pojednania?
Zarówno propaganda angielska, jak i niemiecka cały czas podsycała w żołnierzach nienawiść do wroga. Wszystko po to, by utrzymać w nich chęć do walki. Dowódcy zdawali sobie sprawę, że ich armie zaczynały mieć już dość tej wojny, chcieli spędzić święta w domu. Wśród Anglików też nie brakowało młodych ludzi, którzy z tak wielkim konfliktem zbrojnym zetknęli się po raz pierwszy. Nie spodziewali się, że to może potrwać tak długo. Ich tęsknotę za rodziną potęgowały karteczki świąteczne oraz smakołyki, które otrzymywali od najbliższych, którzy w ten sposób chcieli przekazać im trochę świątecznej atmosfery.
Brytyjski kapitan George Stockwell już w przeddzień Wigilii otrzymał od Niemców karteczkę, na której było napisane, że jutro są święta, więc Niemcy nie chcą walczyć w tym czasie. Stockwell doszedł do wniosku, że to musi być prowokacja. Poza tym miał zamiar trzymać się rozkazów kontynuowania walki.











