FJW: Futbol łagodzi obyczaje – historia rozejmu bożonarodzeniowego


Historia świąt Bożego Narodzenia w nieludzkich czasach z futbolem w tle

22 grudnia 2018 FJW: Futbol łagodzi obyczaje – historia rozejmu bożonarodzeniowego

Nie ma wątpliwości, że magia świąt jest wyjątkowa. Jednakże to, co wydarzyło się w Wigilię w 1914 roku na froncie I wojny światowej (wówczas nazywanej Wielką Wojną), wciąż budzi zdumienie wielu ludzi. Rozejm bożonarodzeniowy określa się jako cud, choć tak naprawdę był to zwykły ludzki odruch. Jedyny dobry gest w tym krwawym konflikcie.


Udostępnij na Udostępnij na

„English soldiers, English soldiers! Merry Christmas!” – takie słowa mieli usłyszeć angielscy żołnierze od swoich niemieckich wrogów pod Ypres w Belgii 24 grudnia 1914 roku. Kompletnie skonsternowani Anglicy, wciąż trzymając broń przy sobie, niepewnie odpowiedzieli na pozdrowienia. Kiedy zorientowali się, że to nie podstęp, wyszli z ukrycia i wspólnie ze zwaśnioną stroną obchodzili święta Bożego Narodzenia. Według relacji samych zainteresowanych futbol również był ważną częścią pojednania brytyjsko-niemieckiego.

Sytuacja na froncie

Z niemieckiego planu wojny błyskawicznej, który zakładał, że uda się pokonać Francję w sześć tygodni, nic nie wyszło. Nieudana ofensywa Niemców na Paryż oznaczała, że szanse na zakończenie działań wojennych przed świętami są niewielkie. Papież Benedykt XV apelował do żołnierzy, żeby zaprzestali walk, przynajmniej na okres świąteczny. Prośba głowy Kościoła katolickiego nie została wysłuchana. Dowódcy wojsk zadbali o to, by nikomu nawet nie przyszło do głowy bratanie się z wrogiem. Zapowiedzieli, że jakiekolwiek próby rozejmu mogą skończyć się dla żołnierzy karą śmierci przez rozstrzelanie. Prawie wszyscy podporządkowali się rozkazom. No właśnie, prawie.

Okolice Ypres to miejsce szczególne dla Wielkiej Wojny. Doszło tam aż do czterech bitew. Pierwsza z nich nazywana jest Kindermord, czyli rzeź niewiniątek. W październiku 1914 roku niemiecka armia poniosła olbrzymie straty. Wpływ na to miał też fakt, że składała się ona głównie z młodych i niedoświadczonych żołnierzy. Co prawda w listopadzie 1914 roku pierwsza bitwa pod Ypres się zakończyła, ale żołnierze ze wszystkich stron pomału tracili nadzieję na to, że święta spędzą w domu. Późniejsze pojednanie jest niezwykłe również ze względu na to, jak wyglądała wówczas sytuacja na froncie i jak krwawy był to konflikt.

Prowokacja czy chęć pojednania?

Zarówno propaganda angielska, jak i niemiecka cały czas podsycała w żołnierzach nienawiść do wroga. Wszystko po to, by utrzymać w nich chęć do walki. Dowódcy zdawali sobie sprawę, że ich armie zaczynały mieć już dość tej wojny, chcieli spędzić święta w domu. Wśród Anglików też nie brakowało młodych ludzi, którzy z tak wielkim konfliktem zbrojnym zetknęli się po raz pierwszy. Nie spodziewali się, że to może potrwać tak długo. Ich tęsknotę za rodziną potęgowały karteczki świąteczne oraz smakołyki, które otrzymywali od najbliższych, którzy w ten sposób chcieli przekazać im trochę świątecznej atmosfery.

Brytyjski kapitan George Stockwell już w przeddzień Wigilii otrzymał od Niemców karteczkę, na której było napisane, że jutro są święta, więc Niemcy nie chcą walczyć w tym czasie. Stockwell doszedł do wniosku, że to musi być prowokacja. Poza tym miał zamiar trzymać się rozkazów kontynuowania walki.

24 grudnia Niemcy przystroili swoje okopy lampkami, z kolei świeczkami udekorowali choinkę. Brytyjczycy, kiedy to spostrzegli, myśleli, że to sposób na to, żeby podstępem zmusić ich do wyjścia z okopów. Z niemieckiego obozu wciąż było jednak słychać jedynie żołnierzy, którzy śpiewają kolędy i w najlepsze oddają się świątecznej atmosferze.

W pewnym momencie śpiew stawał się coraz głośniejszy. Brytyjczycy zorientowali się, że Niemcy zbliżają się do nich. Konkretnie niemieccy szeregowi. To oni wyszli do Brytyjczyków z inicjatywą rozejmu. Żołnierze mieli bezwzględny zakaz opuszczania pozycji bez rozkazu, ale słysząc kolędy i widząc, że Niemcy wychodzą z ukrycia, postanowili zrobić to samo. Dowództwo brytyjskie zabroniło strzelać do wroga, ale też zaleciło ostrożność. Kapitan Stockwell do końca nie wierzył w szczere intencje Niemców. Dopiero kiedy zauważył, że ci praktycznie wystawili się na ostrzał, zrozumiał, że to nie jest pułapka.

Na śpiewy Niemców pierwsi odpowiedzieli walijscy fizylierzy. Wyszli z okopów i zaczęli śpiewać razem z Niemcami. Kapitan Stockwell wciąż chciał trzymać się rozkazów, ale po czasie zmienił zdanie. Zresztą jego żołnierze byli w takiej euforii, że choć na chwilę mogą przerwać działania wojenne, że prawdopodobnie i tak nikt by go nie posłuchał. Stockwell wraz z niemieckim dowódcą ustalili, że rozejm zakończy się drugiego dnia świąt o 8:30. Jednakże tego pojednania nie byłoby, gdyby nie niemieccy szeregowi i walijscy fizylierzy.

Piłka na drucie kolczastym

Najsłynniejszym elementu rozejmu bożonarodzeniowego był mecz piłkarski, który miał odbyć się na ziemi niczyjej. Ziemia niczyja to strefa, która nie należała do żadnej ze stron. Było tam wiele ciał poległych żołnierzy czy też łusek. Dziś trudno ustalić, kto jako pierwszy wyciągnął piłkę i do kogo ona należała. Jedne źródła podają, że do Brytyjczyków, a inne, że do Niemców. Niemniej był to moment niezwykły. Żołnierze obu zwaśnionych stron byli w stanie uścisnąć dłoń mordercom swoich przyjaciół i rozegrać z nimi mecz piłkarski. Wszyscy nagle zapomnieli o wojnie. Na ich twarzach po raz pierwszy od dawna pojawił się uśmiech. Spotkanie przebiegało w serdecznej atmosferze.

Nie był to klasyczny mecz 11 na 11. Jak relacjonowali sami zainteresowani, w pojedynku wzięło udział 70 Niemców i 50 Brytyjczyków. Z różnych przedmiotów, które akurat były pod ręką stworzono bramki i rozpoczęto grę. Był to niezwykły widok. Dziwny, ale zarazem piękny. Żołnierze mogli w ten sposób wrócić wspomnieniami do przedwojennych czasów, kiedy podobne mecze rozgrywali ze znajomymi w swoim kraju.

Warunki nie były łatwe. Minusowa temperatura, zamarznięte „boisko”, brak sędziego. Nikt jednak nie narzekał. Starcie zakończyło się zwycięstwem Niemców 3:2. Jego koniec był symboliczny. Pojedynek zakończył się bowiem, kiedy piłka przebiła się na wystającym drucie kolczastym jednego z okopów.

Autentyczność tego meczu jest dziś podważana. Niektórzy historycy twierdzą, że warunki do gry były tak trudne, że nie ma szans, aby to była prawda. Żołnierzom zarzuca się, że w swoich wspomnieniach podkoloryzowali wydarzenia. Mimo tych oskarżeń legenda o meczu na froncie I wojny światowej wpisała się już na zawsze w historię piłki nożnej. Z okazji setnej rocznicy rozejmu bożonarodzeniowego Sainsbury’s zaprezentowało specjalną reklamę, w której odtwarza te niezwykłe wydarzenia z 1914 roku.

Nic nie może przecież wiecznie trwać

Oficjalnie rozejm zakończył się zgodnie z planem. Żołnierze z obu stron, którzy w czasie świąt rozmawiali ze sobą o rodzinie, życiu prywatnym, grali w piłkę, biesiadowali, teraz mieli znów stanąć po przeciwnych stronach barykady. 26 grudnia o 8:30 kapitan Stockwell oddał trzy strzały w powietrze, które oznaczały koniec rozejmu. Następnie powiedział do Niemców: – Wesołych Świąt, ale teraz znów jesteśmy w stanie wojny. Kapitan George Stockwell nie dożył końca wojny. Został zamordowany podczas walk w Belgii w 1917 roku.

26 grudnia nie został oddany żaden strzał. Zarówno Niemcy, jak i Brytyjczycy nie chcieli walczyć. Po stronie niemieckiej, a konkretnie w 107. pułku saksońskim doszło nawet do chwilowego buntu. Potrzebna była wymiana wojska. Na miejsce żołnierzy, którzy uczestniczyli w rozejmie bożonarodzeniowym, przyszli nowi i realna walka została wznowiona 27 grudnia. Mimo to w niektórych miejscach rozejm utrzymał się aż do 3 stycznia!

Zarówno dowództwo wojsk alianckich, jak i niemieckich zadbało, żeby do rozejmów nie dochodziło w następnych latach. Dlatego też zarządzali na dni świąteczne ostrzał artyleryjski. Ponadto postarali się też o to, żeby żołnierze nie stacjonowali zbyt długo w jednym miejscu, a wszystko po to, żeby nie mieli okazji bratać się z wrogiem. Mimo to podczas kolejnych świąt dochodziło do mniejszych prób zaprzestania walk. Kolejnego meczu w piłkę nożną nie udało się jednak rozegrać.

 

Komentarze
molnar (gość) - 2 miesiące temu

Dziwne to byly czasy.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze